Humanistyczne złudzenia w analizie upadku społeczeństwa
Portal Tygodnik Powszechny (12 sierpnia 2025) prezentuje analizę Olgi Drendy dotyczącą przemian społecznych w Polsce lat 70. i 80., opartą na porównaniu ówczesnych poradników. Autorka wskazuje na radykalną przemianę z optymistycznego modelu nowoczesności ku społeczeństwu pogrążonemu w przemocy i moralnym rozkładzie, przyrównując ten proces do historii Ików z Ugandy opisanych przez Turnbulla. Już samo zestawienie ludzkiego upadku z przyrodniczymi mechanizmami odsłania duchową ślepotę współczesnej humanistyki.
Naturalistyczne zaślepienie wobec dramatu grzechu pierworodnego
Drenda pisze o „dojmującej biedzie” i „międzyludzkiej pustyni” lat 80., lecz jak zauważa św. Augustyn w Państwie Bożym (XIV, 28): „Dwie miłości stworzyły dwa państwa: miłość własna aż do pogardy Boga – państwo ziemskie; miłość Boga aż do pogardy siebie – państwo niebieskie”. Brakuje tu fundamentalnego rozróżnienia między konsekwencjami grzechu pierworodnego a możliwościami łaski odkupieńczej. Redukcja ludzkiej kondycji do socjologicznych czy ekonomicznych czynników stanowi klasyczny przejaw modernizmu potępionego w Pascendi Piusa X (1907).
„Ziarno egoizmu i zobojętnienia na innych tkwi i w nas” – twierdzi Drenda, parafrazując Kuryluk.
To stwierdzenie, choć pozornie trafne, pomija najistotniejszy wymiar: egoizm nie jest „ziarnem”, lecz otwartą raną grzechu, który – jak naucza Sobór Trydencki (sesja V) – „jest śmiercią duszy i pożądliwością prowadzącą do śmierci”. Artykuł milczy o konieczności ex opere operato sakramentów, jedynej skutecznej broni przeciw upadkowi natury ludzkiej.
Kult człowieka jako źródło duchowej pustki
Opisywany przez autorkę materialistyczny optymizm lat 70. – „dynamizm”, „pogodni i gotowi zakasywać rękawy” – stanowi dokładne wcielenie błędów potępionych w encyklice Divini Redemptoris Piusa XI (1937): „Fałszywy humanizm przeradza się w bestialstwo”. Kult postępu technicznego i świeckiej samowystarczalności człowieka prowadzi nieuchronnie do stanu opisanego przez autorkę w latach 80.: „desperackiego krzyku o miłość, który nie spotyka odpowiedzi”.
Gdzie w tym obrazie miejsce na słowa św. Pawła: „Jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara” (1 Kor 15,14)? Drenda analizuje społeczeństwo jak biolog badający rozkładające się zwłoki, nie pytając o stan łaski uświęcającej czy wieczne konsekwencje ludzkich wyborów. To milczenie jest wymowniejsze niż jakakolwiek deklaracja.
Relatywizacja zła jako przejaw modernizmu
Przywołanie historii Ików przez autorkę odsłania kolejną modernistyczną pułapkę: relatywizację pojęcia zła. Turnbull opisuje wprawdzie sytuację ekstremalną, lecz Drenda przyjmuje jego perspektywę, pisząc: „straszliwą, lecz mimo wszystko tymczasową anomalię”. Tymczasem św. Tomasz z Akwinu w Summa Theologiae (I-II, q. 71) naucza: „Zło nie ma przyczyny sprawczą, lecz jedynie przyczynową braku dobra”. Każdy akt przemocy czy znęcania się nad dzieckiem (wspomniane w artykule „wypychanie zmarzniętych maluchów z autobusu”) nie jest „anomalią” czy „reakcją na warunki”, lecz obiektywnym złem moralnym wymagającym potępienia i pokuty.
Brak jakiejkolwiek wzmianki o sądzie ostatecznym, na którym – według nauki Kościoła wyrażonej w konstytucji Benedictus Deus Benedykta XII (1336) – każda dusza stanie przed trybunałem Chrystusa Króla, stanowi najcięższe oskarżenie wobec tego tekstu. To nie „wirus przemocy” czy „posoborowe struktury” odpowiadają za upadek moralny, lecz odrzucenie Regnum Christi w życiu jednostek i narodów.
Fałszywe remedium: świecki humanizm zamiast Królestwa Chrystusowego
Najjaskrawszy przejaw apostazji ujawnia się w promocji „medytacji chrześcijańskiej” i „szkoły uczuć” Bogdana de Barbaro – reklamowanych w stopce redakcyjnej. Jak ostrzegał św. Wincenty z Lerynu w Commonitorium (434 r.): „Musimy strzec, aby nie wkradła się jakaś nowa herezja, która by chciała zatruć cały Kościół”. Synkretyzm psychologii i technik medytacyjnych z Dalekiego Wschodu to dokładnie owo „zatrucie” potępione przez św. Piusa X w Pascendi jako „ukryty panteizm”.
Gdy autorzy portalu proponują rozwiązania w rodzaju „kursu medytacji chrześcijańskiej”, działają wbrew nauce Piusa XII z encykliki Mediator Dei (1947): „Kościół nie jest instytucją czysto ludzką… ale jest przede wszystkim misterium łaski”. Prawdziwe odrodzenie społeczeństw może przyjść jedynie przez publiczne uznanie sociale Regnum Christi (Pius XI, Quas Primas), a nie przez techniki relaksacyjne czy humanitarne frazesy.
Zakończenie: milczenie o Bogu jako apostazja
Cały wywód Olgi Drendy, choć pozornie trafnie diagnozujący społeczne patologie, jest jak opis symptomów choroby przez lekarza, który nie wierzy w istnienie organów wewnętrznych. Brak odniesień do:
- Konieczności Chrztu św. dla przezwyciężenia grzechu pierworodnego
- Mocy Ofiary Mszy św. jako zadośćuczynienia
- Obowiązku czci dla Chrystusa Króla
- Stanu łaski jako fundamentu życia społecznego
czyni z tej analizy jedynie świecką egzegezę upadku, który – jak przypomina Sobór Watykański I (1870) – jest nieuchronny, gdy narody odrzucają „słodkie jarzmo Chrystusa”. W obliczu tak totalnego milczenia o Bogu, cytować należy nie socjologów, ale kanon z Mszy św.: „Non est sanctus, quia non est Deus” – Nie ma świętości, bo nie ma Boga.
Za artykułem:
Nie jesteśmy najgorszymi ludźmi na świecie. Ale czasem warunki nam nie sprzyjają (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 12.08.2025