Portal Tygodnik Powszechny (12 sierpnia 2025) relacjonuje spotkanie z pisarzami Ołeksandrem Mychedem i Farukiem Šehićem, poświęcone roli literatury w kontekście wojny. Artykuł Aleksandry Wojtaszek eksploruje tezę o „ratującym życiu” potencjale literatury, przywołując przykłady od Sarajewa po Bachmut, analizując przy tym fenomen „uniwersalizacji” doświadczeń wojennych oraz etyczne dylematy narracji o cierpieniu. Już w tym skondensowanym ujęciu widać jednak radykalną redukcję ludzkiego dramatu do poziomu antropocentrycznej egzystencji, pozbawionej nadprzyrodzonej perspektywy zbawienia.
Świadectwo bez Odkupienia: naturalistyczne kajdany współczesnej narracji
Gdy autorzy przytaczają zdanie Mycheda: „Całe moje dotychczasowe doświadczenie, poza literackim, wydaje się puste i zbędne”, odsłaniają rdzeń modernistycznej herezji: wiarę w samozbawczą moc kultury. Święty Augustyn w „Wyznaniach” (Liber I, I,1) przypomina: „Niespokojne jest serce nasze, dopóki w Tobie nie spocznie”. Tymczasem artykuł przemilcza totalnie kluczową prawdę: wojna jako skutek grzechu pierworodnego (Rdz 3, 1-24) wymaga nie estetycznej sublimacji, lecz metanoi opartej na Krzyżu Chrystusa. Pius XII w encyklice „Summi maeroris” (1950) podkreślał, że pokój jest darem Bożym, nie zaś wytworem ludzkich wysiłków intelektualnych.
„Relatywizacja doktryny (…) przymus życia bywa dla bohaterów największą karą”
To zdanie demaskuje naturalistyczny determinizm autorów. Kościół naucza przecież, że życie – nawet naznaczone cierpieniem – jest świętym darem (Sobór Trydencki, sesja VI, kan. 1). Pominięcie kategorii łaski uświęcającej, możliwości wynagradzania przez ofiarę czy eschatologicznej nadziei – to nie przypadek, lecz przejaw teologicznego bankructwa. Św. Tomasz z Akwinu w „Sumie teologicznej” (II-II, q.64, a.5) przypomina, że cierpienie zjednoczone z Męką Chrystusa nabiera wartości zbawczej – prawda nieobecna w omawianym tekście.
Bałwochwalcza estetyka: od „autentyczności” do kultu człowieczej rany
Szczególnie jaskrawy jest fragment o „Książce o Unie” Šehicia, gdzie dominuje „perspektywa zwykłego człowieka uwikłanego w mechanizmy historii”. To klasyczny przykład modernistycznej antropolatrii potępionej już przez św. Piusa X w „Pascendi Dominici Gregis” (1907). Kościół zawsze nauczał, że człowiek poznaje siebie wyłącznie w świetle Objawienia – nie zaś przez egzystencjalne „przeżycie graniczne”.
Gdy czytamy: „Nie interesuje ich patos ani polityka, ale indywidualne życie”, stajemy wobec herezji indywidualizmu potępionej przez Leona XIII w „Testem benevolentiae” (1899). Zapomina się tu o fundamentalnej prawdzie: „Nemo potest duobus dominis servire” (Nikt nie może służyć dwom panom – Mt 6,24). W kontekście wojny oznacza to jasny wybór: albo służba Chrystusowi Królowi, albo kult człowieczego cierpienia jako wartości autotelicznej.
„Literatura powinna próbować przywrócić poranionemu światu zdolność odczuwania”
To zdanie to manifest pelagiańskiej herezji – wiary w samozbawczą moc ludzkich wysiłków. Św. Paweł przypomina: „Beze Mnie nic nie możecie uczynić” (J 15,5). „Zdolność odczuwania” bez odniesienia do łaski uświęcającej prowadzi jedynie do sentymentalizmu lub rozpaczy – czego dowodzi choćby przykład postaci z powieści Tišmy, pozbawionej nadziei na Boże miłosierdzie.
Przemilczane Imperatywy: milczenie o Królestwie Chrystusa jako akt apostazji
Najcięższym zarzutem jest całkowite pominięcie obowiązku publicznego wyznawania Królestwa Chrystusa w kontekście wojny. Pius XI w „Quas Primas” (1925) nauczał: „Pokój Chrystusowy może zapanować tylko w Królestwie Chrystusowym”. Tymczasem artykuł – podobnie jak omawiane książki – redukuje rzeczywistość do horyzontu immanentnego: „ocalenia pamięci”, „przetrwania traumy”, „walki z rewizjonizmem”.
Gdzie jest wezwanie do pokuty narodów? Gdzie nawiązanie do fatimskiego wezwania: „Pokój będzie tylko wówczas, gdy się nawrócą i przestaną obrażać Boga”? Pominięcie tych kwestii nie jest niewinnością – to świadomy wybór modernistycznej agendy, która odrzuca społeczne panowanie Chrystusa na rzecz świeckiego humanitaryzmu.
Język jako symptom: demaskacja modernistycznej nowomowy
Ton artykułu zdradza typowe cechy posoborowego relatywizmu:
- Użycie terminu „literatura wojenna” zamiast „świadectwo upadku człowieka w grzechu”
- Stosowanie frazy „prawa człowieka” bez odniesienia do lex naturalis (Prawo Naturalne)
- Przemilczenie roli Kościoła jako jedynego depozytariusza prawdy o człowieku
Każdy z tych zabiegów językowych potwierdza diagnozę św. Piusa X: „Moderniści starają się zniszczyć wszelki autorytet w Kościele” („Pascendi”, 39).
Neo-kościół jako źródło kryzysu: od teologii do literackiej anarchii
Ostatecznie, omawiany tekst stanowi dramatyczny owoc soborowej rewolucji. Gdy struktury okupujące Watykan porzuciły doktrynę o extra Ecclesiam nulla salus (Poza Kościołem nie ma zbawienia – Sobór Florencki, 1442), otworzyły furtkę dla takiej właśnie naturalistycznej wizji człowieka.
Prawdziwy Kościół Katolicki zawsze wiedział, że wojna jest karą za grzechy (Pius XII, przemówienie z 24 sierpnia 1939). Dlatego jedyną skuteczną odpowiedzią na nią pozostaje modlitwa pokutna, ofiara Mszy Świętej i publiczne poświęcenie narodów Niepokalanemu Sercu Maryi – prawdy całkowicie wymazane z dyskursu promowanego przez neo-kościół i jego medialne przyczółki.
Podsumowując: prezentowany artykuł to manifest duchowej pustki generacji wychowanej na posoborowym synkretyzmie. Brak odniesień do sakramentów, modlitwy, stanu łaski czy Sądu Ostatecznego czyni z niego dokument bardziej niebezpieczny niż otwarta herezja – bo to herezja milczenia o tym, co najważniejsze. Jak pisał św. Hilary z Poitiers: „Gdy wiara milknie, milczy zbawienie” („De Trinitate”, VII, 4).
Za artykułem:
Od Sarajewa do Bachmutu: wojna w oczach pisarzy (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 12.08.2025