Portal „Tygodnik Powszechny” (12 sierpnia 2025) prezentuje krytykę współczesnego systemu edukacji, oskarżając go o nadmierną koncentrację na wynikach egzaminów, ignorowanie indywidualnych predyspozycji uczniów oraz fetyszyzację ocen. Autor, Marcin Kędzierski, postuluje elastyczność organizacyjną, edukację domową i odejście od „neoliberalnego paradygmatu”, jednocześnie pomijając nadprzyrodzony cel ludzkiego istnienia, co czyni jego diagnozę duchowo jałową i teologicznie zdradziecką.
Naturalistyczna redukcja człowieka do zwierzęcia edukacyjnego
Kędzierski pisze: „Dziecko też człowiek”, lecz w całym wywodzie sprowadza osobę ludzką do poziomu biologicznego organizmu sterowanego genetyką i bodźcami zewnętrznymi. Milczenie o duszy nieśmiertelnej, powołaniu do życia wiecznego i konieczności zbawienia demaskuje modernistyczne założenie, że edukacja służy wyłącznie doczesnej adaptacji. Jak ostrzegał Pius XI w encyklice Divini Illius Magistri: „Całkowite i doskonałe wychowanie młodzieży polega na tym, by ją usilnie prowadzić do doskonałości właściwej istocie rozumnej, to jest do poznania prawdy i umiłowania dobra”. Tymczasem artykuł przedstawia człowieka jako zestaw „neuroatypowych” cech do społecznogospodarczego wykorzystania.
„System edukacyjny zaprojektowany jest tak, jakby wszyscy mieli zostać profesorami”
To zdanie ujawnia fałszywą dychotomię pomiędzy życiem intelektualnym a praktycznym, całkowicie ignorującą katolicką naukę o prymacie formacji moralnej nad zawodową. Św. Tomasz z Akwinu w Summa contra gentiles dowodził, że wszelka ludzka aktywność – czy to profesorów, czy rzemieślników – ma służyć poznaniu Boga i ćwiczeniu cnót. Neo-oświata zaś, zgodnie z duchem dekretu Gravissimum educationis soborowego pseudo-soboru, produkuje jedynie trybiki dla masońskiego „postępu”.
Edukacja domowa jako furtka do anarchii doktrynalnej
Chwaląc edukację domową, autor pomija jej jedyny katolicki sens: przekaz wiary nienaruszonej i integralnej formacji moralnej. Wspomina o „społecznych kooperatywach”, lecz nie zauważa, że 99% takich inicjatyw w Polsce jest zarażonych duchem posoborowego synkretyzmu. Kanon 1374 Kodeksu Prawa Kanonicznego z 1917 r. nakazywał: „Dzieci katolickie nie mogą uczęszczać do szkół akatolickich, obojętnych, mieszanych”. Tymczasem współczesna ED często staje się laboratorium eksperymentów pedagogicznych, gdzie „rozwój talentów” zastępuje naukę katechizmu.
Gdy Kędzierski pisze: „Proces dydaktyczny […] musi uwzględniać konieczność «zaliczenia» podstawy programowej”, bezwiednie ujawnia całkowite podporządkowanie państwu – tę samą postawę, którą Pius XI potępił w encyklice Non abbiamo bisogno, demaskując faszystowską monopolizację edukacji. Katolicka zasada subsidiarietatis (pomocniczości) głosi przecież prymat rodziny nad instytucją państwową!
Kult ciała i pominięcie grzechu pierworodnego
Artykuł zaleca „zrozumienie” dla dzieci „hałasujących w restauracji czy w kościele”, całkowicie ignorując katolicką naukę o konsekwencjach grzechu pierworodnego. Św. Augustyn w Wyznaniach opisywał, jak już jako niemowlę przejawiał egoizm i nieuporządkowane pragnienia. Libido dominandi (pożądanie panowania) musi być korygowane przez dyscyplinę opartą na miłości, nie zaś przez permisywizm. Leo XIII w encyklice Sapientiae Christianae przypominał: „Najważniejszym obowiązkiem rodziców jest troska o chrześcijańskie wychowanie potomstwa” – a nie pobłażanie jego słabościom.
Propozycje „animatorów kulturalno-oświatowych” dla znudzonych wakacyjnych dzieci to wręcz parodia katolickiej zasady recta recreatio (godziwego odpoczynku). Św. Filip Neri organizował dla młodzieży modlitwę i pielgrzymki, nie zaś „kreatywne zajęcia”. Współczesne projekty wychowawcze, oderwane od łaski sakramentalnej, są jak „studnia bez wody” (2 P 2,17).
Sekularyzacja czasu jako przejaw apostazji
Postulat całorocznej szkoły ujawnia modernistyczną nienawiść do sacrum. Autor pyta retorycznie: „Dlaczego szkoła nie miałaby funkcjonować przez 12 miesięcy?”, zapominając, że Kościół ustanowił cykl liturgiczny właśnie po to, by czas został uświęcony. Potępione przez Piusa VI konstytucje cywilne rewolucji francuskiej wprowadzały właśnie 10-dniowy tydzień pracy, by zniszczyć niedzielną Mszę. Jak głosi bulla Quo primum tempore św. Piusa V: „Nikomu nie wolno naruszać tego naszego dokumentu […] ani świętokradzko sprzeciwiać się mu” – dotyczy to także świętokradzkiego zawłaszczania czasu należnego Bogu.
Gdy czytamy: „Dzieci mogą wyjechać na wakacje przez dwa miesiące w roku, bo w pozostałym czasie muszą wypełniać obowiązek szkolny”, uderza całkowity brak wzmianki o obowiązku niedzielnym, świętach nakazanych czy rekolekcjach. To milczenie jest wymowne – w neo-oświacie nie ma miejsca na Boga, tylko na „rozwój kompetencji”.
Neoliberalny indywidualizm vs. katolicka wspólnota
Propozycje elastycznych grup „niekoniecznie rówieśniczych” to odgrzewany Rousseauizm, który Pius X potępił w encyklice Pascendi jako przejaw modernizmu. Katolicka edukacja zawsze opierała się na communio – wspólnocie wiernych trwającej w Depositum Fidei. Św. Jan Chryzostom w Homiliach o Ewangelii Mateusza nauczał: „Nie wystarczy urodzić dzieci, trzeba je jeszcze ofiarować Bogu”. Tymczasem wizja Kędzierskiego to samotna walka jednostki z systemem, bez odniesienia do Kościoła jako Matki i Nauczycielki.
Gdy autor wzywa do „kreatywnego przemyślenia organizacji roku szkolnego”, należy zapytać: gdzie miejsce na Wielki Post, Adwent czy oktawy uroczystości? W katolickiej Polsce dzieci miały wolne nie tylko na Boże Narodzenie, ale i na święta patronalne bractw, pielgrzymki i procesje. Dziś „elastyczność” służy wyłącznie turystycznemu konsumpcjonizmowi.
Psychologizm jako substytut łaski
Artykuł roi się od odwołań do „psychologii rozwojowej” i „neurodydaktyki”, co jest klasycznym przejawem modernistycznej redukcji człowieka do wymiaru psychofizycznego. Pius X w dekrecie Lamentabili potępił tezę, że „Objawienie Boże było niedoskonałym uświadomieniem sobie przez człowieka jego stosunku do Boga”. Tymczasem współczesna pedagogika, oparta na Deweyu i Piagetcie, czyni właśnie z dziecka boga samego sobie, który „rozwija się” bez odniesienia do Obiektywnej Prawdy.
Gdy psychologowie diagnozują „problem” dysleksji, zapominają słów św. Pawła: „Moja łaska wystarczy tobie, albowiem pełnia mej mocy okazuje się w słabości” (2 Kor 12,9). W prawdziwie katolickiej edukacji „słabości” są okazją do ćwiczenia cnót, nie zaś do terapeutyzacji.
Konkluzja: edukacja bez Boga to edukacja ku piekłu
Tekst Kędzierskiego, choć słusznie dostrzega patologie współczesnej szkoły, proponuje jedynie przestawienie krzeseł na tonącym Titanicu modernizmu. Brak w nim najważniejszego: uznania, że „początkiem mądrości jest bojaźń Pańska” (Ps 111,10). Gdy w 1909 r. św. Pius X ogłaszał encyklikę Acerbo nimis o nauczaniu katechizmu, podkreślał: „Niemal wszystkie nieszczęścia, które dziś spadają na Kościół, mają źródło w ignorancji prawd wiary”. Tymczasem neo-edukacja produkuje pokolenia analfabetów duchowych, gotowych wielbić jedynie bożka „indywidualnego rozwoju”.
Katolicka odpowiedź na kryzys edukacji jest tylko jedna: powrót do Ratio Studiorum, formacji opartej na klasycznej triadzie grammatica – logica – rhetorica, podporządkowanej teologii. Jak pisał św. Maksymilian Kolbe (prawdziwy męczennik, nie zaś posoborowa karykatura): „Tylko pod krzyżem, tylko pod Niepokalaną – prawdziwa odnowa wszystkiego”. Bez Chrystusa Króla i Jego Kościoła wszelkie reformy oświaty są jak „groby pobielane” (Mt 23,27) – piękne z zewnątrz, lecz wewnątrz pełne duchowej zgnilizny.
Za artykułem:
Mamy szkoły pod egzaminy. Jak wszyscy na tym przegrywamy? (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 12.08.2025