Portal eKAI (5 stycznia 2026) relacjonuje wystąpienie „abp” Andrzeja Przybylskiego, który podczas „eucharystii” w Katowicach odwoływał się do postaci kardynała Augusta Hlonda, pierwszego biskupa katowickiego. W komentowanym tekście czytamy:
„Święty Jan mówi: ‘na początku jest jakieś słowo’. Tak będziesz myślał, tak będziesz decydował, tak będziesz patrzeć na świat według słów, które usłyszysz, które będą u ciebie pierwsze. I dlatego zaraz Jan mówi, że tym pierwszym słowem dla człowieka ma być Słowo, które jest Bogiem, które jest u Boga”
Już w tym zdaniu ujawnia się radykalne pomniejszenie Bożego Objawienia. Św. Jan Apostoł w Prologu swojej Ewangelii (1,1) nie mówi o „jakimś słowie”, lecz o Logos – odwiecznym Słowie współistotnym Ojcu. Tymczasem Przybylski redukuje to do abstrakcyjnego pojęcia „pierwszego słowa”, co otwiera drogę do modernistycznej interpretacji Objawienia jako procesu ewolucyjnego. Jak ostrzegał św. Pius X w encyklice Pascendi dominici gregis: „Moderniści (…) utrzymują, że wiara katolicka zrodziła się z potrzeby serc ludzkich i z ich pobożnych porywów” (pkt 14).
Pomniejszenie roli kapłaństwa i ofiary
W całym wystąpieniu „arcybiskupa” Katowic nie znajdziemy ani jednego odniesienia do Ofiary Mszy Świętej, która jest źródłem i szczytem życia Kościoła. Zamiast tego czytamy płytkie stwierdzenia:
„Jeśli pierwszym słowem, którym będziemy się w życiu kierować, będzie Słowo Boga, to nasze życie będzie Boże”
To typowy przykład protestantyzacji posoborowej liturgii, gdzie miejsce Ofiary zajmuje „słowo” oderwane od sakramentalnej rzeczywistości. Tymczasem Sobór Trydencki w sesji XXII nauczał: „Na tej ofierze [Mszy] opiera się cała pobożność, zbawienie i nadzieja chrześcijańska” (kan. 3). Kardynał Hlond, którego Przybylski rzekomo chce naśladować, dobrze rozumiał tę prawdę, czego dowodem jest jego encyklika O masonerii z 1936 roku, gdzie czytamy: „Najświętsza Ofiara ołtarza jest nieodzownym środkiem zadośćuczynienia i przebłagania za grzechy”.
Fałszywe dziedzictwo „mediów katolickich”
Artykuł podaje jako „zasługę” Hlonda:
„To między innymi księdzu Augustowi Hlondowi zawdzięczamy nasze katowickie media”
To kuriozalne przypisanie kardynałowi Hlondowi odpowiedzialności za współczesne „media katolickie”, które w rzeczywistości stały się tubą propagandową neo-kościoła. Wystarczy przyjrzeć się samemu portalowi eKAI, który relacjonuje to wydarzenie – czy publikuje on teksty potępiające herezje współczesnego świata? Czy piętnuje aborcję, gender czy profanacje Najświętszego Sakramentu? Przeciwnie – skrupulatnie unika wszelkiej doktrynalnej jasności, co jest dokładnym zaprzeczeniem ducha kardynała Hlonda, który w 1946 roku pisał: „Nieprzyjaciel Boga (…) rozluźnia obyczajność, wypacza sumienia, sieje zwątpienie, szerzy zamęt” (List pasterski O katolickie zasady moralne).
Zafałszowanie nauczania kardynała Hlonda
Przybylski próbuje zawłaszczyć postać kardynała dla posoborowej agendy:
„Bronią, którą nam zostawił była modlitwa, pokuta i różaniec”
To manipulacja pomijająca kluczowy element nauczania Prymasa Polski. Kardynał Hlond w tym samym przemówieniu z 1946 roku, z którego pochodzi cytat o różańcu, jasno stwierdzał: „Wszystkie nieprawości naszego czasu mają swe źródło w żydostwie”. To właśnie tę prawdę współczesne „media katolickie” starają się wymazać z pamięci wiernych, zastępując ją ekumeniczną papką.
Co więcej, kardynał Hlond w swej działalności nigdy nie ograniczał się do „modlitwy i pokuty” jako jedynych środków walki. Jako gorliwy pasterz:
- Wydał słynne potępienie masonerii w 1936 roku
- Utworzył Akcję Katolicką jako narzędzie ewangelizacji społeczeństwa
- Przeciwstawiał się jawnie komunistycznej infiltracji Kościoła
Tymczasem Przybylski i jemu podobni „hierarchowie” współpracują z władzami świeckimi w demolowaniu resztek katolickiej tożsamości narodu, czego przykładem jest milczące przyzwolenie na niszczenie małżeństwa i rodziny.
Posoborowa parodia katolicyzmu
Całe wydarzenie opisane w artykule jest smutną ilustracją posoborowego przejęcia katolickiej terminologii dla celów rewolucji. Kardynał Hlond został przedstawiony jako prekursor „mediów katolickich”, podczas gdy jego prawdziwe dziedzictwo – walka z masonerią i komunizmem – jest systematycznie marginalizowane.
Nie dziwi więc, że w tekście nie ma ani słowa o kluczowym dokumencie kardynała Hlonda – Memoriale o sytuacji Kościoła w Polsce z 1945 roku, gdzie pisał: „Kościół w Polsce będzie prześladowany, jeśli nie przez fizyczną przemoc, to przez systematyczne dążenie do jego wynarodowienia i zeświecczenia”. To proroctwo spełnia się na naszych oczach za przyzwoleniem współczesnych „pasterzy”, którzy zamiast bronić owczarni, zapraszają wilki do środka.
Prawdziwe dziedzictwo kardynała Hlonda przetrwało jedynie w tych duszach, które trwają przy niezmiennej wierze katolickiej, odrzucając posoborową pseudoreformę. Jak nauczał Pius XI w encyklice Quas Primas: „Jeśliby kiedy ludzie prywatnie i publicznie uznali nad sobą władzę królewską Chrystusa, wówczas spłynęłyby na całe społeczeństwo niesłychane dobrodziejstwa”. Tego właśnie świadectwa brakuje w całym wystąpieniu Przybylskiego i relacji portalu eKAI.
Za artykułem:
05 stycznia 2026 | 05:00Abp Przybylski: Pójdźmy śladami kard. Hlonda – przyjmijmy Boże Słowo (ekai.pl)
Data artykułu: 05.01.2026







