Ekumeniczny guru „kościoła otwartego” propaguje antropocentryczną duchowość bez Krzyża
Portal Więź.pl (6 stycznia 2026) prezentuje noworoczne przesłanie ks. Adama Bonieckiego, w którym ten ikoniczny przedstawiciel posoborowego przełomu antropologicznego nawołuje do „niezamykania się w grobie za życia” poprzez koncentrację na „jasnych stronach drogi”. Tekst, podszyty fałszywym współczuciem, stanowi kwintesencję modernistycznej rebelii przeciwko ordo salutis (porządkowi zbawienia).
„Nie mówię do nich kazań, nie pocieszam ich mówieniem o niebie. Chciałbym ofiarować im moją przyjaźń”
Wypowiedź ta demaskuje zdradę kapłańskiego urzędu, który – jak naucza Sobór Trydencki – polega przede wszystkim na „odpuszczaniu grzechów, głoszeniu Ewangelii i sprawowaniu Ofiary” (sesja XXIII, kan. 1). Tymczasem Boniecki, wzorem protestanckich pastorów, redukuje posługę do psychologicznego wsparcia, świadomie odcinając wiernych od sursum corda (w górę serca) – właściwego celu duszpasterstwa.
Teologia wykreślonego Krzyża
Gdy autor życzy: „żeby nic nie bolało”, otwarcie neguje zbawczą wartość cierpienia zjednoczonego z Ofiarą Kalwarii. Sprzeciwia się to nie tylko nauczaniu św. Pawła („dopełniam niedostatki udręk Chrystusowych w ciele moim”; Kol 1,24), ale i wyraźnym słowom Piusa XII:
„Cierpienie, będące następstwem grzechu pierworodnego, otrzymało przez Chrystusa nowe znaczenie: stało się udziałem w Jego zbawczej Męce” (Mystici Corporis, 1943)
Propozycja „wypatrywania jasnych stron” zamiast nawrócenia i zadośćuczynienia, to czysta herezja pelagiańska, głosząca samozbawienie przez pozytywne myślenie. Tymczasem jak przypomina Katechizm Rzymski: „Bóg zsyła cierpienia, abyśmy poznawszy brzydotę grzechu, znienawidzili go” (cz. III, rozdz. 8).
Kryptognostycka eschatologia
Milczenie o czyśćcu, sądzie ostatecznym i konieczności uczynków pokutnych odsłania immanentystyczną wizję zbawienia. Boniecki proponuje de facto doktrynę „nieba na ziemi” poprzez terapeutyczną samorealizację – dokładnie tę, którą Pius X potępił w modernistach:
„Dla modernistów zbawienie polega na tym tylko, by człowiek przez rozwój życia w sobie samej […] osiągnął jakąś niezależność w stosunku do Boga” (Pascendi, 1907)
Frazy o „odchodzących złościach i żalach” są parodią prawdziwego contritio cordis (żalu serca), wymaganego do odpuszczenia grzechów. Jak zauważa św. Robert Bellarmin: „Nawet na łożu śmierci potrzebna jest świadoma rezygnacja z grzechu, nie zaś bierne wyciszenie emocji” (De amissione gratiae, VI, 3).
Agonia Kościoła-wydmuszki
Tekst Bonieckiego stanowi żywy dowód postępującej autodemolucji struktur posoborowych. Kapłan, który zamiast udzielać sakramentów chorym „oferuje przyjaźń”, jest jak chirurg leczący gangrenę cukierkami. Tymczasem już w 1745 r. Benedykt XIV przestrzegał:
„Kapłanom nie wolno zaniedbywać sakramentu namaszczenia pod pozorem niesienia ludzkiego wsparcia, gdyż to dusza, nie psychika, wymaga ratunku” (Certiores effecti)
Ostatnie zdanie artykułu – „ks. Boniecki: Niech aniołowie zawiodą nas do raju” – to już otwarte bluźnierstwo. Jak bowiem aniołowie mogą prowadzić do rajskich przyjemności tych, którzy odrzucili via dolorosa (drogę krzyżową)? Nie ma zbawienia bez Krzyża, a raj nie jest nagrodą za udane życie towarzyskie.
Grobowiec nowej ewangelii
Przesłanie Bonieckiego doskonale wpisuje się w projekt ekumenicznej dechrystianizacji, gdzie „smutek” zastępuje grzech, „przyjaźń” wypiera łaskę, a „życie” staje się celem samym w sobie. W ten sposób neokościół realizuje program masonerii, opisany przez Leona XIII:
„Odtąd nie ma mowy o Bogu, ani o prawdzie, ani o nieśmiertelności duszy. W ten sposób spełnia się najgorętsze pragnienie wolnomularstwa” (Humanum genus, 1884)
Prawdziwi katolicy odpowiedzą na te herezje słowami Chrystusa Króla: „Kto nie bierze krzyża swego, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien” (Mt 10,38). Tylko bowiem w cierpieniu złączonym z Ofiarą Ołtarza kryje się moc zmartwychwstania – zarówno doczesnego, jak i wiecznego.
Za artykułem:
Ks. Boniecki: Nie dajcie się zatrzasnąć w grobie za życia (wiez.pl)
Data artykułu: 06.01.2026







