Czerwona mgła nad ruiną rodziny: nowy film Jarmuscha jako symptom apostazji Zachodu

Podziel się tym:

Portal Tygodnik Powszechny (13 stycznia 2026) relacjonuje najnowszy film Jima Jarmuscha „Father Mother Sister Brother” jako „refleksję na temat podstawowej komórki społecznej” w trzech nowelowych epizodach ukazujących „trudne odwiedziny dorosłych dzieci w rodzinnych domach”. Autorka, Anita Piotrowska, zachwyca się „wyrafinowaną garderobą” projektowaną przez dom mody Yves’a Saint Laurenta oraz „kamienną twarzą” aktorów ilustrującą „emocjonalno-deficytowy” wymiar rodzinnych relacji. W całym wywodzie – podobnie jak w samym filmie – nie pada ani jedno słowo o nadprzyrodzonym charakterze instytucji rodziny, jej sakramentalnym fundamencie czy moralnych obowiązkach względem Boga.


Naturalistyczna redukcja rodziny do „emocjonalnego deficytu”

Opisywany przez Piotrowską film Jarmuscha prezentuje rodzinę jako „komórkę społeczną” skazaną na „grę pozorów” i „męczące relacje”, gdzie dialog zastępuje „zdawkowa konwersacja” lub „kłopotliwa cisza”. Ten obraz doskonale wpisuje się w modernistyczną narrację o rodzinie jako przypadkowej wspólnocie emocji, a nie communio personarum ustanowionej przez Stwórcę. Jak przypomina encyklika Casti Connubii Piusa XI: „Małżeństwo nie zostało ustanowione ani wymyślone przez ludzi, lecz przez Boga; Stwórca natury” (pkt 5). Tymczasem Jarmusch – podobnie jak większość twórców współczesnej „kultury” – redukuje rodzinę do poziomu psychologicznego eksperymentu, gdzie „prawdziwa, niewymuszona rozmowa” możliwa jest jedynie… w domu opustoszałym po śmierci rodziców! Jakże wymowny to symbol duchowej śmierci Zachodu, który miejsce Krzyża zastąpił pustką postmodernistycznej dezyntegracji.

„Rodzinne spotkanie uruchamia wyobraźnię, każąc dobudować sobie w głowie, co było wcześniej. Co poszło kiedyś nie tak, skoro najbliżsi sobie ludzie tak bardzo się ze sobą męczą i tak wiele ukrywają”

Te słowa Piotrowskiej demaskują rdzeń problemu: współczesny człowiek, odcięty od łaski Chrztu świętego i nauki Kościoła, nie potrafi już rozpoznać prawdziwej przyczyny rodzinnych dramatów – grzechu pierworodnego i konieczności Odkupienia. Zamiast wskazać na konieczność nawrócenia i życie w stanie łaski uświęcającej, film proponuje jedynie estetyzację cierpienia poprzez „wysokie krawiectwo” i „tonację kolorystyczną czerwień i róż”. Czyż można dobitniej zamanifestować bankructwo sztuki odciętej od Boga?

„Kino butikowe” jako narzędzie dechrystianizacji

Nie przypadkiem dystrybucją filmu zajęła się firma Mubi powiązana z Sequoia Capital – korporacją finansującą izraelski przemysł zbrojeniowy. Ten fakt, wzmiankowany mimochodem przez Piotrowską, odsłania prawdziwy cel produkcji: legitymizację kultury śmierci poprzez estetyzację rozpadu podstawowej komórki społecznej. W myśl słów Piusa XI z encykliki Quas Primas: „Pokój Chrystusowy w Królestwie Chrystusowym” możliwy jest tylko pod panowaniem Chrystusa Króla, odrzuconym przez światową kinematografię.

Jarmusch, reżyser niegdyś kojarzony z niezależnością, stał się dziś trybikiem w machinie promującej:

  1. Relatywizm moralny (brak oceny „ukrywania prawdy” w rodzinach)
  2. Naturalizm (pomijanie sakramentalnego wymiaru małżeństwa)
  3. Estetyzację pustki („udawana zwyczajność” masek projektorskich)

Złoty Lew dla antyrodzinnej propagandy

Przyznanie filmowi głównej nagrody w Wenecji przy jednoczesnym odrzuceniu dokumentu o palestyńskiej ofierze wojny dowodzi, że tzw. „świat kultury” dawno porzucił nawet pozory troski o człowieka. Jak zauważa Syllabus błędów Piusa IX: „Kościół nie może pogodzić się ani dojść do kompromisu z postępem, liberalizmem i współczesną cywilizacją” (pkt 80). Tymczasem werdykt jury Alexandera Payne’a pokazuje, jak „postępowa” kasta nagradza dzieła wpisujące się w plan systematycznej destrukcji chrześcijańskich fundamentów Europy.

Brakująca alternatywa: familia jako Ecclesia domestica

Najjaskrawszą zbrodnią omawianego filmu – co Piotrowska skrzętnie przemilcza – jest całkowite pominięcie katolickiego modelu rodziny jako „Kościoła domowego” (KKK 1655). Gdzież tu:

  • Wspólna modlitwa różańcowa?
  • Błogosławieństwo rodzicielskie?
  • Kult Najświętszej Marji Panny jako wzoru macierzyństwa?

Odpowiedź jest jedna: w świecie Jarmuscha i jemu podobnych nie ma miejsca dla łaski. Pozostaje tylko „anemiczny horror” (by użyć określenia samej Piotrowskiej o innym filmie) relacji pozbawionych nadprzyrodzonego fundamentu.

Na koniec warto przypomnieć słowa św. Augustyna: „Niespokojne jest serce nasze, dopóki nie spocznie w Tobie, Panie”. Dopóki kino – i krytyka filmowa – nie powróci do tego źródła, będzie produkować jedynie „bombonierki pełne smaczków i pustych kalorii”, jak trafnie, choć bezwiednie, podsumowała autorka recenzji.


Za artykułem:
„Father Mother Sister Brother”: czyżby Jarmusch stał się sentymentalny?
  (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 13.01.2026

Więcej polemik ze źródłem: tygodnikpowszechny.pl
Podziel się tą wiadomością z innymi.
Pin Share

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Przewijanie do góry
Ethos Catholicus
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.