Portal Tygodnik Powszechny informuje o rozważaniach Grzegorza Rysia, pretendenta do godności „arcybiskupa” Krakowa, dotyczących rzekomego „duchowego obrzezania”. W tekście z 13 stycznia 2026 roku czytamy: „Na zewnątrz nie brakuje nam znaków deklarowanej przynależności do Boga – strój duchowny, pierścień biskupi… Ale jaka jest nasza prawda wewnętrzna?”. Już tu widzimy klasyczny manewr modernistycznej sofistyki – przeniesienie akcentu z obiektywnych prawd wiary na subiektywne „doświadczenie duchowe”.
Fałszywa dialektyka zewnętrznego i wewnętrznego
Analizowany artykuł powołuje się na fragment Listu do Rzymian (2, 28-29) o „obrzezaniu serca”, lecz całkowicie zniekształca jego znaczenie. Święty Paweł nie przeciwstawia znaków zewnętrznych „duchowości”, lecz wskazuje, że prawdziwe obrzezanie – będące figurą chrztu – musi obejmować całego człowieka. Tymczasem neo-Kościół, idąc za herezją modernizmu, rozbija jedność znaku i łaski, sugerując możliwość „duchowości” bez zewnętrznych przejawów wiary.
Prawowita nauka katolicka głosi niepodzielność znaku i rzeczywistości nadprzyrodzonej – sakramenty są skuteczne ex opere operato (przez samo dokonanie czynności), a nie dzięki subiektywnym dyspozycjom. Kiedy „kardynał” Ryś pyta: „Jaka jest nasza prawda wewnętrzna?”, wpisuje się w protestancki schemat fideizmu, negując obiektywny charakter łaski.
Naturalizm w miejsce teologii Krwi Przenajświętszej
Artykuł próbuje reinterpretować obrzezanie Chrystusa jako „pierwszy moment przelania krwi przez Jezusa”. Ta pozornie ortodoksyjna teza kryje jednak modernistyczną pułapkę. W tradycji katolickiej pierwszym przelaniem krwi Zbawiciela było Jego Ofiarowanie w świątyni, o czym wyraźnie mówi św. Bernard z Clairvaux: „Po raz pierwszy ofiarowano Cię, o Panie, w świątyni, a miecz boleści przenikł duszę Matki Twojej” (Homilia na Ofiarowanie Pańskie).
Co więcej, autor całkowicie pomija nadprzyrodzony sens przelania krwi – pretiosa sanguinis effusione (drogocennego przelania krwi) – sprowadzając je do psychologicznego „zobowiązania”. Prawdziwa pobożność katolicka widzi w każdej kropli krwi Chrystusa nieskończoną wartość zadośćuczynczą, o czym nauczał św. Tomasz z Akwinu: „Chociaż najmniejsza kropla krwi Chrystusa wystarczyłaby na odkupienie całego rodzaju ludzkiego, jednak dla ukazania wielkości swej miłości przelał On całą krew” (Summa Theologiae III, q. 46, a. 6).
Duch Święty jako pretekst do subiektywizmu
Najbardziej niebezpieczną tezą jest stwierdzenie: „Duch dokonuje obrzezania serca, posługując się ostrzem miecza, jakim jest Słowo Boga – Słowo doświadczane przez nas nie tylko jako mądre, ale również jako pełne mocy”. Tutaj mamy do czynienia z klasycznym modernistycznym błędem – redukcją Słowa Bożego do subiektywnego „doświadczenia”. Kościół katolicki zawsze nauczał, że Słowo Boże jest skuteczne samo w sobie, niezależnie od naszych odczuć, gdyż jak mówi Izajasz: „Nie wraca do Mnie bezowocne, zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem” (Iz 55,11).
Systemowa apostazja neo-Kościoła
Cały wywód pretendenta Rysia wpisuje się w programową destrukcję katolickiej doktryny przez posoborowców. Kiedy czytamy: „Nie to – pisze św. Paweł w Liście do Rzymian – które jest widoczne na ciele”, ale „obrzezanie serca”, należy przypomnieć słowa Piusa XII: „Grzechem naszych czasów jest utrata poczucia grzechu” (Radiowe orędzie do uczestników XXVIII Kongresu Eucharystycznego).
Moderniści celowo pomijają fakt, że obrzezanie było figurą chrztu – sakramentu koniecznego do zbawienia (Mk 16,16). W miejsce nadprzyrodzonej łaski proponują psychologizującą „duchowość” pozbawioną konkretnych zobowiązań doktrynalnych. Jest to dokładnie ta sama metodologia, którą potępił św. Pius X w encyklice Pascendi, demaskując modernistów jako „najbardziej zaciętych wrogów Kościoła” (Pascendi Dominici gregis, 39).
Brak nawiązania do prawdziwego obrzezania wiary
Najjaskrawszą niespójnością artykułu jest całkowite przemilczenie konieczności walki z herezją. Św. Cyryl Jerozolimski nauczał: „Wiara jest jak depozyt powierzony tobie; choćby wszyscy błądzili, ty strzeż jej” (Katechezy). Tymczasem autor, będąc częścią struktur posoborowych które zanegowały niemal wszystkie dogmaty (m.in. poprzez deklarację Dignitatis humanae o fałszywej wolności religijnej), nie ma moralnego prawa mówić o „przynależności do Pana”.
Prawdziwe obrzezanie duchowe polega na odcięciu wszelkiej przyjaźni z błędem, zgodnie z nakazem św. Pawła: „Unikaj posępnych i niedorzecznych dociekań, wiedząc, że rodzą kłótnie. A sługa Pana nie powinien się kłócić” (2 Tm 2,23-24). Neo-Kościół jednak, zamiast odcinać heretyckie narosty, pielęgnuje je w imię fałszywego ekumenizmu i „dialogu”.
W świetle niezmiennej doktryny katolickiej, tekst ten stanowi kolejny przykład teologicznego bankructwa posoborowej pseudo-reformy. Jak ostrzegał św. Hilary z Poitiers: „Nie ma zgody między Chrystusem a Belialem, nie ma wspólnoty między wiernym a niewiernym” (O Trójcy Świętej). Dopóki struktury neo-Kościoła nie odrzucą modernistycznych błędów, wszelkie ich „duchowe” rozważania pozostaną jedynie faryzejską zasłoną dymną.
Za artykułem:
Jezus został obrzezany zgodnie z żydowską tradycją. Jaki to ma sens dla nas? (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 13.01.2026







