Portal Gość.pl relacjonuje tragiczny wypadek kolumbijskiego muzyka Yeisona Jimeneza, który zginął w katastrofie awionetki. Artykuł szczególną uwagę poświęca rzekomym proroczym snom artysty, w których „przewidział swoją tragiczną śmierć”. Wypowiedź Jimeneza z wywiadu dla telewizji Caracol przedstawiona jest jako osobliwe „proroctwo”, a cała narracja utrzymana jest w duchu emocjonalnego sensacjonalizmu, całkowicie pomijając katolicką naukę o śmierci, sądzie szczególnym i ostatecznym.
Naturalistyczna redukcja śmierci do medialnego spektaklu
Opisując ostatnie dni muzyka, autorzy cytują jego słowa:
Śniło mi się, że lecieliśmy samolotem, w którym wystąpiła awaria. Zginęliśmy w wypadku, o którym następnie mówiono w mediach
– nadając im rangę quasi-mistycznego objawienia. Tymczasem Kościół katolicki zawsze przestrzegał przed nadawaniem snom charakteru prognostycznego, zgodnie z zasadą „somnia ne cures” (snów nie badaj). Jak nauczał św. Jan od Krzyża w Drodze na Górę Karmel: „Szatan często przemawia przez sny, by wprowadzić duszę w zamęt i pychę fałszywego mistycyzmu”.
Artykuł całkowicie pomija duchowe niebezpieczeństwo przypisywania snom znaczenia wykraczającego poza naturalny porządek. Brak tu choćby elementarnego ostrzeżenia przed okultyzmem, co stanowi rażące zaniedbanie w kontekście katolickiego nauczania potępionego w kanonie 6 synodu w Elwirze (306 r.) oraz w bulli „Super illius specula” Jana XXII z 1326 r.
Teologiczny bankructwo posoborowego języka
Szczególnie wymowne jest zacytowane zdanie Jimeneza: „zawsze jest pokorny, wiedząc, że to, co otrzymał od Boga może mu zostać zabrane”. To typowo protestanckie rozumienie Opatrzności, sprzeczne z katolicką koncepcją łaski uświęcającej. Jak uczy św. Tomasz z Akwinu w Sumie teologicznej (I-II, q. 114 a. 8): „Łaska uświęcająca jest trwałym darem, który człowiek może utracić jedynie przez grzech śmiertelny”, a nie przez kaprys Boży.
Brak jakiejkolwiek reakcji dziennikarzy na tę teologiczną herezję ukazuje głęboki kryzys formacji doktrynalnej w strukturach pseudokatolickich mediów. To właśnie owoc dekretu „Lamentabili sane exitu” św. Piusa X, który potępił modernizm relatywizujący pojęcie łaski (punkt 25).
Milczenie o rzeczach ostatecznych
Najcięższym zarzutem wobec komentowanego tekstu jest całkowite przemilczenie katolickiej nauki o czterech rzeczach ostatecznych: śmierci, sądzie, niebie i piekle. Żadnej wzmianki o potrzebie modlitwy za zmarłych, o obowiązku stanu łaski uświęcającej w chwili śmierci, o straszliwym niebezpieczeństwie potępienia wiecznego.
Tymczasem Sobór Trydencki w dekrecie o czyśćcu (1563) wyraźnie nakazuje: „Kapłani niech pouczają wiernych o obowiązku modlitwy za zmarłych” (sesja XXV). Artykuł ogranicza się do relacji medialnego szumu wokół tragedii, sprowadzając życie ludzkie do poziomu sensacyjnego doniesienia. To jawny przejaw naturalizmu potępionego w syllabusie Piusa IX (punkty 1-8).
W kontekście śmierci katolik powinien pamiętać słowa „Officium Defunctorum”: „Dzień gniewu, ów dzień straszliwy, co w proch świat cały starze zwali” (Dies irae). Tymczasem dziennikarze portalu, reprezentujący posoborową mentalność, serwują czytelnikom duchową wydmuszkę – pokazując, jak głęboko struktury okupujące Watykan zdradziły swoją misję ewangelizacyjną.
Za artykułem:
Muzyk, który zginął w katastrofie samolotu, przewidział swoją śmierć (gosc.pl)
Data artykułu: 13.01.2026







