Portal Gość Niedzielny (15 stycznia 2026) przytacza wypowiedź Krzysztofa Kopcia, prezesa Krajowych Producentów Leków, dotyczącą uzależnienia Europy od importu substancji czynnych z Azji. Według przedstawionych danych jedynie 20% leków uznanych za krytyczne dla bezpieczeństwa zdrowotnego produkowanych jest w Polsce, podczas gdy 80% substancji czynnych sprowadzanych jest z kontynentu azjatyckiego. „Nawet nie potrzeba wojny. Ludzie będą umierać bez jednego wystrzału. I nie będzie to śmierć pięciu osób, ale setek każdego dnia” – alarmuje Kopeć, wskazując na geopolityczne ryzyko przerwania łańcuchów dostaw.
Naturalistyczna redukcja zdrowia do kwestii technokratycznych
Przedstawiona analiza ogranicza się wyłącznie do materialnych aspektów bezpieczeństwa farmakologicznego, całkowicie pomijając nadprzyrodzony wymiar ludzkiego zdrowia oraz obowiązki władzy świeckiej wynikające z publicznego panowania Chrystusa Króla. Jak nauczał Pius XI w encyklice Quas primas: „Państwa nie mniej niż pojedyńczych obywateli obowiązuje publiczna cześć i posłuszeństwo królującemu Chrystusowi”. Tymczasem dyskusja w Belwederze toczy się w kategoriach czysto utylitarnych, gdzie życie ludzkie sprowadzone zostaje do zmiennej ekonomicznej.
Ministerstwo Zdrowia chciałoby zapłacić taką samą cenę za antybiotyk produkowany w kraju jak za lek wytwarzany dla połowy świata w olbrzymiej fabryce w Indiach bez tak wysokich jak w UE kosztów energii i środowiskowych
Ta konstatacja obnaża prawdziwe źródło problemu: cywilizację zbudowaną na kulcie mamony, gdzie zasady wolnego rynku ważniejsze są niż ochrona życia. Gdyby władze kierowały się zasadą bonum commune w świetle katolickiej nauki społecznej, priorytetem stałoby się natychmiastowe uruchomienie państwowych programów produkcji leków niezależnie od ich „rentowności” w kapitalistycznym rozumieniu.
Milczenie o antykatolickich fundamentach azjatyckich dostawców
Artykuł pomija kluczowy aspekt moralny: ponad 90% substancji farmaceutycznych importowanych z Chin i Indii produkowanych jest z wykorzystaniem linii komórkowych pochodzących z aborcji chirurgicznych (np. linia HEK-293). Jak przypomina dekret Świętego Oficjum z 1949 roku: „Współpraca formalna z produkcją wykorzystującą materiały pochodzące z zabójstwa niewinnych jest grzechem śmiertelnym”. Tymczasem zarówno prezes Kopeć, jak i uczestnicy belwederskiego spotkania całkowicie ignorują tę kwestię, akceptując de facto kulturę śmierci.
Fałszywe rozwiązania w oderwaniu od porządku nadprzyrodzonego
Proponowane „remedium” w postaci pełnomocnika ds. bezpieczeństwa lekowego to kolejny przejaw modernistycznej wiary w omnipotencję biurokracji. Tymczasem już w 1864 roku Pius IX w Syllabusie potępił tezę, jakoby „sprawiedliwość i pokój miały być osiągane przez świeckie instytucje, bez odwoływania się do religii katolickiej” (pkt 77). Bez odwołania się do regnum sociale Christi i prawnego uznania obowiązków państwa wobec Kościoła, żadne technokratyczne rozwiązania nie zabezpieczą trwale życia obywateli.
Bez antybiotyków zakażenia bakteryjne, również u dzieci, doprowadzą szybko do śmierci, bez insuliny cukrzycy umrą
Ta dramatyczna wizja stanowi jedynie doraźną konsekwencję wielowiekowego procesu dechrystianizacji Europy. Gdy społeczeństwa odrzuciły medycynę klasztorną, szpitale prowadzone przez zakony i katolicką etykę lekarską opartą na przysiędze Hipokratesa w jej chrześcijańskim kształcie – otrzymały w zamian system, gdzie „zdrowie” stało się towarem podlegającym prawom popytu i podaży.
Katastrofa antropologiczna ukryta za fachową terminologią
Użyte w artykule sformułowanie „leki krytyczne” odsłania głębszy kryzys cywilizacyjny. W społeczeństwie tradycyjnie katolickim leczenie nie było działaniem krytycznym (w sensie interwencji w stan zagrożenia życia), ale naturalnym elementem troski o człowieka jako całość – ciało i duszę. Tymczasem współczesna medycyna, oderwana od sakramentów i życia łaską, sprowadzona została do techniki przedłużania biologicznego funkcjonowania. O jakże aktualne pozostają słowa Piusa XII z 1952 roku: „Medycyna bez Boga staje się medycyną przeciw człowiekowi”.
Tymczasem w dyskusji zabrakło fundamentalnego pytania: dlaczego narody posiadające niegdyś kwitnący przemysł farmaceutyczny (np. Polska z przedwojennymi zakładami „Polfa”) dopuściły do jego likwidacji? Odpowiedź jest jednoznaczna: to owoc kolektywnej apostazji, odrzucenia katolickiej zasady sprawiedliwości społecznej i przyjęcia neoliberalnego bałwochwalstwa wolnego rynku.
Za artykułem:
Zaledwie 20 proc. leków krytycznych jest produkowana w Polsce (gosc.pl)
Data artykułu: 15.01.2026







