Portal LifeSiteNews (15 stycznia 2026) relacjonuje rekordowy wzrost sprzedaży Biblii w Wielkiej Brytanii – o 124% od 2019 roku – oraz zwiększenie frekwencji w „kościołach” Anglii i Walii o 50% od 2018 roku. Jako przyczyny wskazuje się „kryzys znaczenia”, wpływ mediów społecznościowych i postaci takich jak Jordan Peterson. Autor entuzjastycznie opisuje konwersję kontrowersyjnego działacza Tommy’ego Robinsona oraz wzrost wśród młodych, którzy rzekomo poszukują „duchowości” i „kontrkultury”. Ta naiwna narracja pomija jednak istotę prawdziwego odrodzenia religijnego, zastępując katolicki obiektywizm protestanckim subiektywizmem.
Anglikańska zgliszcza i miraż „odrodzenia”
Opisywane zjawisko ma miejsce w kontekście bankructwa anglikanizmu, gdzie „Arcybiskupem Canterbury” została kobieta – co stanowi jawną drwinę z Ordinatio Sacerdotalis Piusa XII potwierdzającej niezmienną doktrynę o wyłącznym kapłaństwie mężczyzn. Jak zauważono, 67% Brytyjczyków deklaruje się jako „chrześcijanie”, lecz jest to pusty gest kulturowy. Samo czytanie Biblii bez autentycznego Magisterium Kościoła katolickiego prowadzi do herezji, co Pius IX potępił w Syllabusie błędów: „Każdy człowiek jest wolny w przyjęciu i wyznawaniu tej religii, którą uzna za prawdziwą pod kierunkiem światła rozumu” (błąd nr 15).
„Prawie nagle coś się zmieniło i ludzie zwracają się ku wierze” – stwierdza Steve Barnet z księgarni St. Andrews.
Lecz jaka „wiara”? Autor przyznaje, że młodzi kończą „w kościele; niektórzy gdzie indziej”. To dowód na relatywizm – jakby wszystkie drogi prowadziły do zbawienia, wbrew słowom Chrystusa: „Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie” (J 14,6 Wlg). Brak wymogu jedności z Rzymem i przyjęcia sakramentów w prawdziwym Kościele czyni to „odrodzenie” iluzorycznym.
Jordan Peterson i duchowa ślepa uliczka
Wzrost sprzedaży Biblii przypisuje się m.in. komentarzom Jordana Petersona, którego sam sprzedawca przyznaje: „nie jest chrześcijaninem”. Filozof ten głosi psychologiczną utylitaryzację Pisma Świętego, redukując je do narzędzia samorozwoju. To dokładnie współczesna forma modernistycznej herezji potępionej w dekrecie Lamentabili św. Piusa X: „Prawdy religijne […] są tylko interpretacją faktów religijnych, którą z dużym wysiłkiem wypracował sobie umysł ludzki” (błąd nr 22).
„Poprzez niego [Petersona] wiele osób wyrusza w duchową podróż. Niektórzy kończą w kościele; niektórzy gdzie indziej” – relacjonuje Barnet.
Katolicka zasada extra Ecclesiam nulla salus zostaje tu zastąpiona pluralistycznym błędem, że „duchowa podróż” sama w sobie ma wartość. Tymczasem św. Robert Bellarmin ostrzegał: „Niechrześcijanin w żaden sposób nie może być zbawiony” (De Romano Pontifice).
Kontrkultura czy nowa forma modernizmu?
Autor cytuje Sama Richardsona z SPCK Group: „W obliczu światowych zmian […] ludzie ponownie angażują się w pytania o sens i duchowość”. Lecz ta „duchowość” to często New Age w chrześcijańskim przebraniu. Wzrost „kościelnej” frekwencji w Anglii obejmuje głównie wspólnoty zielonoświątkowe i anglikańskie – czyli struktury pozbawione ważnych sakramentów. Nawet jeśli niektórzy trafią do modernistycznej sekty posoborowej, nie otrzymają prawdziwej Eucharystii, lecz jedynie parodię Nowego Obrządku.
„Prowadzącą siłą są młodzi ludzie. […] 16% osób w wieku 18-24 lat deklaruje udział w miesięcznych nabożeństwach” – podaje raport.
Brak jednak danych, ilu z nich przyjmuje katolickie sakramenty, ilu zaś popiera herezje gender czy „małżeństwa” homoseksualne, głoszone przez anglikanów. To nie odrodzenie, lecz recykling herezji w nowym opakowaniu. Pius XI w Quas Primas przypominał: „Pokój Chrystusowy w Królestwie Chrystusowym” – nie zaś w świeckich substytutach.
Tommy Robinson: konwersja bez nawrócenia
Artykuł wspomina konwersję Tommy’ego Robinsona, byłego lidera antymuzułmańskiego English Defence League. Jego deklaracja wiary pozbawiona jest jednak elementów kluczowych: wyrzeczenia się błędów, poddania Magisterium, przyjęcia sakramentów. To typowy przykład emocjonalnego protestantyzmu, gdzie subiektywne doświadczenie zastępuje obiektywną prawdę. Jak zauważa Robinson:
„Byliśmy zagubionymi owcami jako ruch. […] straciliśmy wiarę. Kiedy przyjeżdżaliśmy do miasta, przywódcy kościelni stawali w jednym rzędzie z muzułmańskimi przywódcami, by nas potępić”.
To symptomatyczne: „kościelni przywódcy” anglikańscy sprzymierzyli się z islamem przeciw własnemu narodowi – ale rozwiązaniem nie jest powrót do heretyckich struktur, lecz do jedynego Kościoła założonego przez Chrystusa. Brakuje tu jednak wezwania do nawrócenia na katolicyzm.
Biblia bez Kościoła: brama do herezji
Opisywany wzrost sprzedaży Biblii w oderwaniu od katolickiej Tradycji to nie triumf, lecz niebezpieczeństwo. Jak przypomina dekret Lamentabili: „Interpretacja Pisma Świętego […] nie należy wyłącznie do władzy kościelnej” (błąd nr 4). Protestanckie sola scriptura prowadzi do subiektywizmu, gdzie każdy „tłumaczy” Biblię według uznania – jak Peterson czy zielonoświątkowcy.
„Widzimy wzrost liczby osób sięgających po Biblię od zera. […] To zdecydowanie młodzi ludzie poszukujący jakiejś duchowości” – mówi Aude Pasquier z księgarni Church House.
Katolik wie jednak, że Pismo Święte jest własnością Kościoła (św. Augustyn: „Nie uwierzyłbym Ewangelii, gdyby nie autorytet Kościoła”). Bez Magisterium Biblia staje się narzędziem herezji – czego przykładem są wspomniani „chrześcijańscy nacjonaliści”, często popadający w schizmę.
Milczenie o prawdziwym kryzysie
Największym zaniedbaniem artykułu jest brak analizy przyczyn upadku religijności: modernistycznej destrukcji Kościoła po Vaticanum II. To nie „duch czasu”, ale zdrada hierarchów doprowadziła do apostazji Zachodu. Gdy „kardynałowie” głoszą herezje, a „papieże” całują koran, ludzie tracą zaufanie do religii. Autor wspomina o „kryzysie zdrowia psychicznego” i AI, lecz nie widzi, że są one owocem odrzucenia Chrystusa Króla.
Prawdziwe odrodzenie wymagałoby:
1. Odrzucenia posoborowych reform i powrotu do Mszy trydenckiej.
2. Nawrócenia się na jedyny prawdziwy Kościół katolicki.
3. Publicznego uznania społecznego panowania Chrystusa (Quas Primas).
Żaden z tych elementów nie pojawia się w relacjonowanym „przebudzeniu”. To nie rewolucja dla Królestwa, lecz kolejna efemeryda w upadającym świecie.
Za artykułem:
Surge in Bible sales could be a sign of Christian revival in UK (lifesitenews.com)
Data artykułu: 15.01.2026







