Portal Gość Niedzielny (19 stycznia 2026) relacjonuje katastrofę kolejową w Adamuz pod Kordobą, gdzie zginęło co najmniej 39 osób. Artykuł skupia się na suchych faktach: liczbie ofiar, reakcjach władz i zawieszeniu ruchu kolejowego. Brakuje jakiejkolwiek wzmianki o potrzebie modlitwy za zmarłych, sakramentach dla konających czy wezwania do nawrócenia w obliczu śmierci. To nie relacja, lecz redukcja człowieka do statystyki w duchu naturalistycznego humanizmu.
Śmierć jako statystyka: antropocentryzm współczesnych mediów
„Dwa pociągi dużych prędkości wykoleiły się w niedzielę wieczorem w Adamuz w prowincji Kordoba w Andaluzji na południu Hiszpanii. W katastrofie zginęło co najmniej 21 osób, kilkadziesiąt zostało rannych”
Portal nie zadaje podstawowego pytania: ilu z tych nieszczęśników miało dostęp do kapłana w godzinie śmierci? Czy ktokolwiek z hiszpańskich „duchownych” pospieszył z sakramentami, czy też – zgodnie z duchem posoborowej apostazji – ograniczono się do „wsparcia psychologicznego”? Przypomina to słowa Piusa XI w Quas primas: „Gdy Boga i Jezusa Chrystusa usunięto z praw i z państw (…) zburzone zostały fundamenty pod tąż władzą”.
Polityczne kondolencje w miejsce modlitwy
Relacja cytuje „kondolencje” świeckich przywódców: Pedro Sancheza, Ursuli von der Leyen czy Emmanuela Macrona. Żadne z nich nie wspomina o Bogu, wiecznym sądzie czy obowiązku modlitwy za zmarłych. Tymczasem Rituale Romanum wyraźnie nakazuje kapłanom: „Niech przy łożu umierającego nie zabraknie Krzyża świętego, wody święconej i gromnicy”. W zamian otrzymujemy puste frazy o „głębokim smutku” i „składaniu kwiatów” – jakby śmierć była wydarzeniem czysto społecznym, a nie przejściem przed oblicze Sędziego Żywego i Martwych.
Technokracja bez moralnego kręgosłupa
Minister transportu Oscar Puente twierdzi, że przyczyny wypadku są „trudne do wyjaśnienia”. Tymczasem już w 1864 r. Pius IX w Syllabus errorum potępił błąd: „Władza (…) nie ma obowiązku czynić zadość religii katolickiej” (pkt 77). Hiszpania, która w 1931 r. odrzuciła Królestwo Chrystusa, zbiera dziś żniwo buntu przeciwko Boskiemu porządkowi. Gdy w 2013 r. 79 osób zginęło w Santiago de Compostela, winą obarczono maszynistę. Nikt nie odważył się zapytać: czy ta katastrofa nie była karą za profanację świętego miejsca pielgrzymek?
Kryzys sakramentalny: Kościół milczy, gdy dusze giną
Szokuje całkowite przemilczenie kwestii duchowej opieki nad ofiarami. Czy w pociągach hiszpańskich przewoźników (Iryo, Renfe) znajdują się katoliccy kapłani gotowi nieść posługę umierającym? W obliczu apostazji 90% hiszpańskiego „duchowieństwa” odpowiedź jest oczywista. Jak pisał św. Robert Bellarmin: „Jawny heretyk nie może być kapłanem, gdyż utracił władzę kluczy” (De Romano Pontifice). Tymczasem portal cytuje „modlitewne” gesty hiszpańskiej rodziny królewskiej – tej samej, która od dekad finansuje aborcję i genderową rewolucję.
Memento mori: wołanie z popiołów
Katastrofa w Adamuz jest krzyczącym przypomnieniem: „Pamiętaj na śmierć”. Gdy w 1980 r. 87 osób zginęło w podpoznańskiej katastrofie, prymas Wyszyński natychmiast wysłał kapłanów z posługą sakramentalną. Dziś „biskupi” hiszpańscy ograniczają się do „koordynacji działań kryzysowych” z rządem. To spełnienie proroctwa Leona XIII: „Gdy Kościół zostanie odsunięty od udziału w rządach państwa, niebawem upadnie władza” (Immortale Dei).
Tymczasem prawdziwy Kościół katolicki nie ustaje w modlitwie: „Wieczny odpoczynek racz im dać, Panie, a światłość wiekuista niechaj im świeci”. I przypomina: jedyną odpowiedzią na tragedię jest Różaniec, post i nawrócenie – zanim Bóg zawoła nas na sąd.
Za artykułem:
Katastrofa kolejowa w Hiszpanii: Nie żyje co najmniej 21 osób (gosc.pl)
Data artykułu: 19.01.2026







