Portal LifeSiteNews relacjonuje wypowiedź „kardynała” Josepha Zena, który określił styczniowy konsystorz zwołany przez antypapieża Leona XIV jako „przejęty przez pachołków Franciszka”. Uczestniczący w tym modernistycznym spektaklu Zen deklaruje „wdzięczność” za możliwość zabrania głosu, jednocześnie piętnując ograniczenia czasowe i dominację kluczowych figur posoborowej rewolucji: „Fernández, Grech i Roche rozdawali dokumenty, jakby chcieli kontynuować Synod o Synodalności”. Całość przypominała zdaniem „kardynała” zeszłoroczny Synod Biskupów, gdzie „wszyscy siedzą przy okrągłym stole, formalne sesje ograniczone do minimum”. Zen ubolewa, iż podczas 45-minutowych posiedzeń plenarnych mówcy mogli zabierać głos jedynie przez 3 minuty, co uniemożliwiało rzeczową dyskusję.
Synodalny zamach na władzę biskupów
W swoim trzeminutowym wystąpieniu Zen potępił synodalny proces jako „żelazną manipulację”, która pozbawia biskupów ich władzy poprzez bezpośrednie odwoływanie się do laikatu oraz forsowanie z góry założonych tez. Choć chiński hierarcha nie precyzuje, jakie konkretnie doktrynalne trucizny zawiera dokumentacja synodalna, jego krytyka jedynie muskuje powierzchnię problemu. Jak bowiem nauczał św. Pius X w encyklice Pascendi dominici gregis: „Moderniści […] chcą, aby demokratyzacja porządku kościelnego szła w parze z demokratyzacją państwa” (n. 25). Cały mechanizm „wysłuchania ludu Bożego” stanowi jawną zdradę zasady Lex orandi, lex credendi, zastępując objawioną prawdę zbiorowym subiektywizmem.
„Przed rozpoczęciem obrad kaznodzieja ‚Synodu Biskupów’ wygłosił homilię do kardynałów. Fernández rozdał dokument. Grech zabrał głos. Nawet jeśli liturgia nie była tym razem przedmiotem dyskusji, Roche również rozdał materiał” – relacjonuje Zen.
Wspomniane dokumenty – choć nieujawnione publicznie – noszą znamiona kontynuacji herezji posoborowych. Szczególnie znacząca jest rola „kardynała” Roche, który rozesłał apologetykę restrykcji wobec Mszy Trydenckiej. Jak stwierdza dekret Quo primum św. Piusa V: „Nikomu nie wolno zmieniać tego Naszego listu apostolskiego ani śmiać się przeciwko niniejszemu Naszemu zezwoleniu, postanowieniu, rozporządzeniu, przykazaniu, woli i dekretowi”. Tymczasem posoborowi uzurpatorzy regularnie depczą tę zasadę, udowadniając swą niekatolicką naturę.
Teologiczny relatywizm w służbie apostazji
Doniesienia o wystąpieniu „kardynała” Fernándeza potwierdzają trwającą erozję doktryny. Jego twierdzenie, że „nie wszystkie prawdy doktryny Kościoła mają tę samą wagę”, stanowi jawne odrzucenie nauczania Soboru Watykańskiego I, który w konstytucji Dei Filius stwierdza: „Wszystkie bowiem prawdy przez Boga objawione należy w równym stopniu przyjmować wiarą boską i katolicką” (rozdz. 3). Tymczasem modernistyczni ideolodzy – jak zauważa św. Pius X – „uczą, że dogmaty nie tylko mogą, ale powinny się rozwijać i zmieniać” (Lamentabili sane exitu, potępienie zdania 22).
Grech z kolei podkreślał, że „zawsze należy do Biskupa Rzymu zwoływanie, towarzyszenie, kończenie i – jeśli to konieczne – zawieszanie procesu synodalnego”. To typowy sofizmat posoborowej eklezjologii, która redukuje Kościół do monarchii absolutnej z papieżem-despotą, podczas gdy tradycyjna teologia naucza o suprema potestas soborów powszechnych (Bellarmin, De conciliis). Jak przypomina Syllabus błędów Piusa IX: „Sobory powszechne są zobowiązane do badania kontrowersji powstających w związku z Papieżem Rzymskim” (pkt 23).
Strukturalna nieprawowitość pseudo-konsystorza
Sam fakt zwołania konsystorza przez antypapieża Leona XIV (Roberta Prevosta) stanowi akt nielegalny z punktu widzenia prawa kanonicznego. Kanon 233 §1 Kodeksu z 1917 stanowi jednoznacznie: „Tylko prawowity następca św. Piotra ma prawo mianować kardynałów”. Tymczasem zarówno Bergoglio, jak i jego następca utracili wszelką jurysdykcję na mocy kanonu 188 §4 poprzez publiczne odstępstwo od wiary. Jak nauczał św. Robert Bellarmin: „Papiestwo nie jest czymś, co może istnieć bez Kościoła, podobnie jak królestwo nie może istnieć bez poddanych” (De Romano Pontifice, II, 30).
Zen, chwaląc „umiejętność słuchania” Prevosta, wpada w tę samą pułapkę co lefebryści, uznając formalną strukturę antykościoła za ważną. Tymczasem św. Cyryl Aleksandryjski w liście do duchowieństwa Konstantynopola stwierdza: „Ten, kto odstąpił od wiary z takim głoszeniem, nie może nikogo złożyć z urzędu ani usunąć”. Uczestnictwo w pseudo-konsystorzach – nawet z „dobrymi intencjami” – stanowi współudział w antyliturgii apostazji.
Duchowa pułapka „walczących tradycjonalistów”
Zen z autoironią nazywa siebie „niegrzecznym chłopcem”, którego jedynie „tradycjonalistyczni bracia i siostry” doceniają. Ta postawa odsłania tragikomiczny paradoks posoborowego „oporu”: krytykując poszczególne nadużycia, „konserwatyści” wciąż uznają legitymację struktur, które te nadużycia systematycznie produkują. Jak zauważył arcybiskup Marcel Lefebvre w 1987 roku: „Nie możemy oczekiwać od Rzymu, który przyjął herezję, by nagle stał się źródłem odnowy”.
Prawdziwi katolicy nie mogą mieć złudzeń co do natury posoborowej sekty. Jak głosi encyklika Quas primas Piusa XI: „Pokój Chrystusowy nie zajaśnieje narodom, dopóki ludzie nie uznają panowania Zbawiciela”. Tymczasem neo-kościół głosi kult człowieka pod pozorem „synodalności”, co Pius XII potępił jako „zgubne pomieszanie pojęć, które prowadzi do relatywizmu doktrynalnego i moralnego” (przemówienie do kardynałów, 2 listopada 1954).
Ostateczna ocena tego modernistycznego teatru niech będzie słowami św. Pawła: „Nie mieszajcie się w obce jarzmo z niewiernymi. Alboż bowiem może być jakaś wspólnota sprawiedliwości z nieprawością?” (2 Kor 6,14). Katolikom nie wolno uczestniczyć w „reformowaniu” antykościoła – ich obowiązkiem jest trwać przy niezmiennej Ofierze Mszy Świętej i prawowitych pasterzach, którzy dochowali wierności.
Za artykułem:
Cardinal Zen says consistory was ‘hijacked by Pope Francis’ henchmen’ (lifesitenews.com)
Data artykułu: 20.01.2026







