Amerykańsko-europejski kompromis w sprawie Grenlandii: triumf pragmatyzmu nad zasadami
Portal Tygodnik Powszechny (22 stycznia 2026) relacjonuje zakończenie kryzysu grenlandzkiego poprzez „ramowe porozumienie” między administracją Donalda Trumpa a Europą. Według doniesień, po „chaotycznym i dygresyjnym” wystąpieniu Trumpa w Davos, gdzie domagał się „pełnego włączenia wielkiej wyspy do USA”, doszło do porozumienia z sekretarzem generalnym NATO Markiem Rutte. Choć szczegóły pozostają niejawne, autor Jacek Stawiski sugeruje, że układ prawdopodobnie przewiduje rozbudowę amerykańskiej infrastruktury wojskowej na Grenlandii przy zachowaniu formalnej przynależności wyspy do Danii. Artykuł wyraża „poczucie wielkiego niesmaku” wobec metod Trumpa, porównując grenlandzki spór do „zimnej wojny” i wskazując na korzyści geopolityczne dla Rosji. W tle przewija się krytyka projektu „Rady Pokoju” Trumpa jako próby zastąpienia ONZ, co według autora grozi powtórką błędów lat 30. XX wieku.
Naturalizm geopolityczny: redukcja stosunków międzynarodowych do gry sił
Komentowany artykuł ujawnia fundamentalną wadę współczesnej dyplomacji: całkowite oderwanie od transcendentnego porządku moralnego. Opisując grenlandzki spór wyłącznie w kategoriach „poczucia niesmaku”, „żalów” i „strat porcelany dyplomatycznej”, autor pomija kluczowe kryterium katolickiej nauki społecznej: nienaruszalność suwerenności narodów jako przejawu prawa naturalnego. Już Leon XIII w encyklice Immortale Dei (1885) nauczał, że „władza publiczna pochodzi od Boga, nie od tłumu”, zaś Pius XII w Summi Pontificatus (1939) potępił „bałwochwalczy kult państwa” naruszający prawa podbitych narodów. Tymczasem próba aneksji Grenlandii – nawet „nie siłowej” – stanowi jawną pogwałcenie zasady pomocniczości, którą Jan XXIII w Mater et Magistra (1961) nazwał „niezbywalnym filarem ładu międzynarodowego”.
„Trump argumentował, że Ameryka tak wiele płaci i robi dla Sojuszu Atlantyckiego, i że Grenlandia po prostu jej się należy”
To zdanie demaskuje materialistyczną logikę transakcji wymiennej, gdzie sojusz wojskowy usprawiedliwia naruszenie suwerenności. W świetle encykliki Piusa XI Quas Primas (1925), która ustanowiła uroczystość Chrystusa Króla, każda władza polityczna musi uznać, że „królestwa ziemskie otrzymują od niebieskiego Króla obfitość dobrodziejstw”. Trumpowska retoryka „należy się” stanowi więc przejaw laicyzmu potępionego w tejże encyklice jako „odrzucenie panowania Chrystusa nad narodami”.
Fałszywy ekumenizm władzy: „Rada Pokoju” jako parodia królestwa Bożego
Szczególnie niepokojący jest fragment o tworzeniu przez Trumpa „Rady Pokoju” jako alternatywy dla ONZ. Autor słusznie wskazuje na historyczne analogie do Ligi Narodów, lecz nie sięga po teologiczną diagnozę problemu. Każda próba budowy pokoju bez odniesienia do Chrystusa – Jedynego Księcia Pokoju (Iz 9,5) – skazana jest na klęskę, co dobitnie wyjaśnia Pius XII w radiowym orędziu z 24 sierpnia 1939 r.: „Pokój dziełem sprawiedliwości […] która uznaje, szanuje i broni praw Boskich i ludzkich”. Tymczasem „Rada Pokoju” Trumpa, skupiona na doraźnych interesach mocarstw, reprodukuje błąd modernizmu potępiony w Lamentabili sane (1907): redukcję religii do „prywatnego uczucia” bez wpływu na porządek społeczny.
Milczenie o roli Kościoła: apostazja intelektualna elit
Najcięższym zarzutem wobec artykułu jest całkowite pominięcie roli Kościoła jako strażnika ładu międzynarodowego. W tekście nie znajdziemy ani jednego odniesienia do nauczania papieskiego, katolickiej nauki społecznej czy choćby ogólnych zasad etycznych. To symptomatyczne dla „ducha Davos” – technokratycznego forum, gdzie jak zauważył Pius XI w Quadragesimo anno (1931), „wielcy tego świata układają się o losach narodów, zapominając, że nad nimi jest Bóg, który ich rozliczy”. W sytuacji, gdy Europa pozwala się pouczać „o polityce społecznej” przez administrację USA, należy przypomnieć słowa Leona XIII z Rerum novarum (1891): „Państwa istnieją nie po to, by gromadzić bogactwa, lecz by strzec sprawiedliwości”.
Duchowa Grenlandia: lodowe serca wobec królestwa Chrystusa
Metafory „zimnej wojny” i „odwilży” zastosowane do grenlandzkiego kryzysu nabierają głębszego znaczenia w perspektywie duchowej. Prawdziwą „lodową wyspą” okazują się serca przywódców, którzy – jak pisze autor – „za cel obrali sobie Europę i atakują ją za wszystko”. W encyklice Quas primas Pius XI przestrzegał: „Gdy usunięto Jezusa Chrystusa […] z życia prywatnego, rodzinnego i publicznego, wówczas nawiedził świat cały wylew zła”. Brak reakcji Europy na próby aneksji części suwerennego państwa dowodzi, że kontynent ten – odrzuciwszy swe chrześcijańskie korzenie – utracił zdolność obrony podstawowych zasad cywilizacji łacińskiej.
Podsumowując, komentowany artykuł – choć poprawnie diagnozujący polityczne napięcia – pozostaje więźniem naturalistycznej wizji stosunków międzynarodowych, gdzie nie ma miejsca na normy moralne wypływające z prawa Bożego. Jak nauczał św. Augustyn w De civitate Dei, „pokój bez sprawiedliwości to tylko zgoda złodziei”. Dopóki Europa nie powróci do uznania królewskiej władzy Chrystusa nad narodami, każdy „kompromis” będzie jedynie zawieszeniem broni między kolejnymi przejawami pychy władzy.
Za artykułem:
Grenlandia po Davos. Kryzys zażegnany, zaufanie stracone (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 22.01.2026








