Portal LifeSiteNews informuje o decyzji National Institutes of Health (NIH) o zaprzestaniu finansowania badań wykorzystujących tkanki dzieci zabitych w aborcji. Instytucja argumentuje to rozwojem technologii alternatywnych, takich jak organoidy, oraz spadkiem liczby projektów badawczych opartych na tkankach abortowanych płodów (zaledwie 77 w roku podatkowym 2024). Dyrektor NIH Jay Bhattacharya stwierdził, że polityka ta odzwierciedla „najlepszą naukę” i „wartości Amerykanów” pod przywództwem Donalda Trumpa. Była asystent sekretarza HHS Charmaine Yoest nazwała decyzję „ogromnym krokiem naprzód” dla etycznych badań.
Teologiczny bankrut politycznego pragmatyzmu
Ogłoszenie NIH stanowi klasyczny przykład modernistycznej gry pozorów, gdzie ograniczenie jednej formy zła służy legitymizacji całego systemu grzechu. Choć sam zakaz wykorzystywania szczątków ofiar aborcji zasługuje na aprobatę, to jego uzasadnienie przez NIH demaskuje naturalistyczne podstawy współczesnej bioetyki. W komunikacie instytucji czytamy:
„postęp w biotechnologiach, włączając organoidy i chipy tkankowe, stworzył solidne alternatywy, które mogą napędzać odkrycia naukowe, jednocześnie zmniejszając obawy etyczne”.
To tłumaczenie ujawnia czysto utylitarystyczne podejście, gdzie „obawy etyczne” są jedynie przeszkodą techniczną, a nie absolutnym zakazem moralnym. Jak nauczał Pius XI w encyklice Casti connubii: „Żaden człowiek nie ma prawa bezpośrednio niszczyć niewinnej istoty ludzkiej” (AAS 22 [1930], 562-563). Tymczasem NIH traktuje ochronę życia jako kwestię wygody badawczej, nie zaś nienaruszalnego prawa Bożego.
Polityczne manewry w służbie relatywizmu
Chwaląc „przywództwo Trumpa”, portal pomija fundamentalny fakt: żadna administracja USA od 1973 roku nie podjęła rzeczywistych starań o całkowite zniesienie „prawa” do dzieciobójstwa prenatalnego. Nawet symboliczna Human Fetal Tissue Research Ethics Advisory Board powołana w 2020 roku – z dominacją przeciwników badań na abortowanych dzieciach – została szybko rozwiązana pod rządami Bidena. Ten cykl „postępowych” i „konserwatywnych” przemian jedynie utrwala kulturę śmierci poprzez iluzję kontroli nad złem.
Kardynał Alfredo Ottaviani w Il baluardo (1946) przestrzegał: „Demokracja, która nie uznaje królewskiej władzy Chrystusa, staje się areną walki frakcji, gdzie nawet tzw. konserwatyści służą rewolucji”. Administracja Trumpa – choć podejmująca pojedyncze słuszne działania – pozostaje więźniem masońskiej koncepcji państwa, które odmawia Chrystusowi publicznego panowania. Bez przywrócenia katolickiego porządku społecznego żadne reformy nie sięgają sedna problemu.
Etyka bez Boga: fikcja nowoczesnego sumienia
Nagłaśniane przez LifeSiteNews określenie „etyczne badania” to semantyczna pułapka. W świecie odrzucającym Objawienie nie istnieje obiektywna podstawa do rozróżnienia dobra i zła. Jak czytamy w Syllabusie błędów Piusa IX: „Moralne prawa nie potrzebują sankcji Bożej (…) Rozum ludzki jest jedynym arbitrem prawdy i fałszu, dobra i zła” (prop. 56-57).
Tymczasem Święte Oficjum w dekrecie z 1949 roku potępiło wszelką współpracę z aborcją jako „formalne uczestnictwo w praktyce zbrodniczej” (AAS 41 [1949], 557). Badania na tkankach abortowanych dzieci – nawet gdyby przynosiły medyczne korzyści – pozostają uczestnictwem materialnym w morderstwie, co Pius XII nazwał „niegodziwością nie do pogodzenia z godnością Kościoła” (przemówienie do położników, 29.10.1951).
Duchowa pustka „pro-life” bez Chrystusa Króla
Entuzjazm środowisk „pro-life” wobec działań administracji Trumpa odsłania głęboki kryzys duchowy współczesnego katolicyzmu. Brakuje tu fundamentalnego rozeznania, że każda władza cywilna – by była prawowita – musi uznać publiczne panowanie Chrystusa. Jak nauczał Pius XI w Quas primas: „Królestwo naszego Odkupiciela obejmuje wszystkich ludzi (…) Niech więc władcy państw nie odmawiają czci królującemu Chrystusowi” (AAS 17 [1925], 598).
Tymczasem amerykański ruch „pro-life” ogranicza się do taktycznej walki o pojedyncze ustawy, nie kwestionując zasadniczo bezbożnego charakteru państwa liberalnego. To przypomina starania o czystsze warunki w więzieniu, zamiast dążyć do jego zburzenia. Św. Pius X w liście do kard. Gasparriego (1910) ostrzegał: „Kościół nie może zawierać sojuszy z rewolucją, która zaprzecza królewskiemu panowaniu Chrystusa”.
Posoborowa zdrada wobec dramatu aborcji
W całej tej sprawie najbardziej porażające jest milczenie posoborowej pseudo-hierarchii. Podczas gdy NIH ogłasza technokratyczne „zwycięstwo etyki”, tzw. biskupi USA nie nawołują do publicznego pokutowania za 63 miliony ofiar aborcji od 1973 roku. Nie domagają się przywrócenia prawa Bożego. Nie ekskomunikują polityków wspierających dzieciobójstwo.
Jak trafnie diagnozował św. Pius X w encyklice Pascendi, moderniści „redukują religię do czystego sentymentu, oddzielonego od jakiegokolwiek obiektywnego dogmatu” (AAS 40 [1907], 642). Stąd ich „sprzeciw” wobec aborcji to jedynie humanitarna fasadą, pozbawiona nadprzyrodzonej perspektywy grzechu, sądu i odkupienia.
Jedyna droga: powrót do społecznego panowania Chrystusa
Rozwiązanie problemu aborcji – i wszystkich innych plag współczesności – wymaga radykalnego uznania królewskiej władzy Chrystusa. Jak głosił Pius IX w Syllabusie: „W obecnym czasie nie jest już pożyteczne, aby religia katolicka była uważana za jedyną religię państwa” (prop. 77) – co zostało potępione jako błąd.
Dopóki narody nie powrócą do publicznego wyznawania Wiary katolickiej, dopóty nawet słuszne posunięcia – jak zakaz NIH – pozostaną jedynie chwilowymi opóźnieniami w marszu ku cywilizacji śmierci. Christus vincit, Christus regnat, Christus imperat!
Za artykułem:
Trump admin says it is ending use of aborted babies’ tissue in NIH research (lifesitenews.com)
Data artykułu: 22.01.2026







