Naturalistyczne miraże pokoju w cieniu chińskiego imperializmu
Portal Gość.pl (30 stycznia 2026) relacjonuje wymianę korespondencji między przywódcą Tajwanu Lai Ching-te a uzurpatorem watykańskim Leonem XIV. W odpowiedzi na orędzie „papieża” na Światowy Dzień Pokoju, tajwański polityk deklaruje: „jakakolwiek metoda zmiany status quo Tajwanu przy użyciu siły lub przymusu nie może przynieść prawdziwego pokoju”, wskazując jako remedium „dyplomację wartości” opartą na „wolności, demokracji i rządach prawa”.
Zdrada nadprzyrodzonej wizji pokoju
Cała argumentacja Lai Ching-te, podobnie jak orędzie „Leona XIV”, pomija fundamentalną zasadę katolicką: pokój jest owocem poddania narodów pod panowanie Chrystusa Króla. Pius XI w encyklice Quas primas stanowczo nauczał: „nadzieja trwałego pokoju dotąd nie zajaśnieje narodom, dopóki jednostki i państwa wyrzekać się będą i nie zechcą uznać panowania Zbawiciela naszego”. Tymczasem zarówno komunistyczne Chiny, jak i demokratyczny Tajwan budują swe koncepcje bezpieczeństwa na naturalistycznych fundamentach, całkowicie ignorując konieczność uznania społecznego królowania Chrystusa.
„Stabilność w Cieśninie Tajwańskiej jest kamieniem węgielnym globalnego bezpieczeństwa” – Lai Ching-te
To zdanie demaskuje prawdziwy cel tajwańskiej dyplomacji: utrzymanie status quo geopolitycznego, nie zaś głoszenie prawdy o jedynym Źródle Pokoju. W świetle nauczania Leona XIII (Annum sanctum), który wskazywał, że „pokój Chrystusowy w Królestwie Chrystusowym” jest jedyną drogą do ładu międzynarodowego, takie stanowisko jest czystą apostazją od nadprzyrodzonej misji państw katolickich.
Masońska dialektyka w watykańskiej dyplomacji
Fakt utrzymywania przez struktury watykańskie stosunków dyplomatycznych z Tajwanem przy jednoczesnym zabieganiu o względy komunistycznych Chin stanowi jaskrawy przykład relatywizmu religijnego potępionego w Syllabusie błędów Piusa IX (pkt 15-18, 77-80). Stolica Apostolska, zamiast jednoznacznie potępić prześladowania katolików w Chinach i domagać się wolności religijnej, prowadzi dwulicową grę dyplomatyczną.
Wiara w „dyplomację wartości” Lai Ching-te jest szczególnie groteskowa wobec faktu, że same te wartości – wolność, demokracja, praworządność – zostały zdemaskowane przez Piusa VI jako narzędzia laicyzacji życia publicznego (Syllabus, pkt 39-42, 55). Jak zauważył św. Pius X w Lamentabili sane, modernistyczna koncepcja wolności religijnej to jedynie „maskowanie ateizmu pod płaszczykiem tolerancji” (pkt 65).
Technokratyczne złudzenia
Szokujący jest fragment listu Lai Ching-te, w którym przedstawia on tajwański sektor high-tech jako „siłę stabilizującą”, mającą przeciwdziałać militarnemu wykorzystaniu sztucznej inteligencji. To przejaw technokratycznego mesjanizmu, który Pius XI potępił w Divini Redemptoris jako „pokładanie nadziei w postępie materialnym z pominięciem życia nadprzyrodzonego”.
Tymczasem Kościół zawsze nauczał, że żadna technologia – nawet rozwijana przez „demokratyczne” państwa – nie zastąpi łaski Chrystusowej. Św. Pius X w liście apostolskim Notre charge apostolique ostrzegał przed pokusą „pokładania ufności w ludzkich wynalazkach zamiast w Odkupicielu rodzaju ludzkiego”.
Wojskowa retoryka zamiast ewangelii
Retoryka tajwańskiego przywódcy, nazywającego swój kraj „strażnikiem pierwszej bramy światowego pokoju” w nawiązaniu do koncepcji „pierwszego łańcucha wysp”, odsłania prawdziwe oblicze tego konfliktu: walkę dwóch materialistycznych imperializmów – komunistycznego i demokratycznego – o dominację w Azji Wschodniej. Żaden z tych systemów nie uznaje społecznego panowania Chrystusa Króla, co czyni ich rywalizację bezbożną z natury.
Należy przypomnieć słowa Piusa XII z przemówienia do korpusu dyplomatycznego z 1946 r.: „Pokój nie jest tylko brakiem wojny, ale owocem sprawiedliwości, która polega na oddaniu Bogu tego, co Boskie”. Dopóki zarówno Chiny, jak i Tajwan nie uznają obowiązku publicznego kultu Trójcy Przenajświętszej, wszelkie ich zabiegi o pokój pozostaną czczym teatrem politycznym.
W obliczu tych wydarzeń, katolicy winni pamiętać słowa Apokalipsy: „Błogosławieni, którzy płaczą, albowiem oni będą pocieszeni” (Ap 7,17 Wlg). Prawdziwą odpowiedzią na konflikty geopolityczne nie jest „dyplomacja wartości”, lecz publiczne zadośćuczynienie Sercu Jezusowemu przez poświęcenie narodów Chrystusowi Królowi – czego struktury posoborowe konsekwentnie odmawiają.
Za artykułem:
Siła nie przyniesie pokoju (gosc.pl)
Data artykułu: 30.01.2026








