Portal Tygodnik Powszechny (3 lutego 2026) relacjonuje najnowszy film Paola Sorrentino „La Grazia”, przedstawiając go jako „portret starości na szczytach” władzy, gdzie główny bohater – prezydent De Santis (Toni Servillo) – zmaga się z decyzjami o eutanazji i ułaskawieniach. Recenzentka Anita Piotrowska chwali „ironiczny błysk w oczach Servilla” oraz „delikatne przekręcenie” postaci „papieża” z dredami, interpretując film jako wezwanie do „otwarcia się na życie we wszystkich jego komplikacjach”.
Eutanazja jako „godne odejście” – jawna apostazja od prawa naturalnego
Film Sorrentina przedstawia temat „ustawy o eutanazji” jako dylemat między opcjami „śmiercionośna” a „pozwalająca godnie odejść”. Taka fałszywa dychotomia jawnie narusza niezmienne nauczanie Kościoła: „Żadna władza nie ma prawa zniszczyć niewinnego życia ludzkiego, czy to przez aborcję, czy eutanazję” (Pius XII, Discorso ai partecipanti al Congresso internazionale di medicina pastorale, 1954). Artykuł przemilcza fakt, iż quasi-katolicki prezydent rozważający legalizację zabójstwa chorych to obraz totalnego bankructwa moralnego posoborowych struktur, które dawno porzuciły obronę „maluczkich” (Mt 25,40).
Profanacja urzędu papieskiego w służbie postmodernistycznej groteski
Scena, w której „prezydent udaje się do ojca świętego” – postaci przedstawionej jako „czarny mężczyzna z dredami” – to bluźniercza karykatura Piotrowego następcy. Już Leon XIII ostrzegał: „Szatan […] dąży do zniszczenia w ludziach wiary w Jezusa Chrystusa” (Humanum genus, 1884). W uniwersum Sorrentina, gdzie każda świętość podlega dekonstrukcji, „papież” staje się pustą ikoną pop-kulturowej poprawności, co doskonale współgra z modernistyczną wizją religii jako „dobra kulturowego”, a nie depozytu prawdy.
„Nie prawdy szukaj, ino miłości” – parafrazuje autorka polskiego klasyka, by uzasadnić relatywizm moralny filmu.
To ewidentne przejaw heresy anthropocentricae – herezji uczłowieczenia Boga, potępionej przez św. Piusa X: „Nowi apologeci […] głoszą, że dogmaty można […] formułować w ten sposób, by odpowiadały wymogom dzisiejszych czasów” (Pascendi Dominici gregis, 1907). Tymczasem Chrystus nie nakazał „szukać miłości” z pominięciem prawdy, lecz stwierdził wprost: „Ja jestem […] prawdą” (J 14,6 Wlg).
Nostalgia za utraconą metafizyką w świecie bez Boga
Recenzja wychwala „sztandarową kwestię «do kogo należą nasze dni?»” oraz „wielkie zmęczenie” bohatera, widząc w tym „uniwersalne lęki”. Filozofia egzystencjalnej pustki prezentowana w filmie stanowi jednak zaprzeczenie katolickiej koncepcji osoby, której godność płynie z bycia „uczestnikiem Boskiej natury” (2 P 1,4). Gdy Sorrentino każe swemu bohaterowi „otworzyć się na życie”, proponuje namiastkę transcendencji poprzez „kosmiczną nieważkość” – co Pius XI potępił jako „kult człowieka z pominięciem Boga” (Quas Primas, 1925).
Estetyczna dekadencja jako zwierciadło duchowego bankructwa
Opisywane w artykule „spowolnione zdjęcia”, „przeskalowane dźwięki techno” oraz „surrealistyczni strażnicy alpejscy” zdradzają istotę problemu: kino Sorrentina to katedra nowoczesnego bałwochwalstwa, gdzie forma zastępuje treść, a styl – substancję. „Vanitas vanitatum” (Koh 1,2) bez perspektywy Odkupienia staje się jedynie „eleganckim pomnikiem” własnej próżności. Tymczasem prawdziwe „wielkie piękno” może narodzić się jedynie z łaski, o której filmowe „La Grazia” zapomniało, zajęte celebrowaniem ludzkich niepewności.
„Bohater, wreszcie wolny, przebudzony, «uczłowieczony»” – pisze recenzentka, nie zauważając, że w uniwersum pozbawionym łaski uświęcającej, takie „przebudzenie” jest iluzją. Jak przypomina św. Augustyn: „Niespokojne jest serce nasze, dopóki nie spocznie w Tobie” (Confessiones, I,1). Film Sorrentina, podobnie jak cała posoborowa kultura, oferuje jedynie „nostalgiczny pomnik” tęsknoty za tym, co utracone – lecz bez wskazania jedynej Drogi powrotu.
Za artykułem:
Film „La Grazia”: wszystko, za co kochamy Sorrentina. Albo wręcz przeciwnie (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 03.02.2026








