Portal EWTN News (24 stycznia 2026) relacjonuje kontrowersje wokół wspólnego oświadczenia tzw. Rady Patriarchów i Zwierzchników Kościołów w Jerozolimie, które potępia „syjonizm chrześcijański” jako „szkodliwą ideologię”. Wśród sygnatariuszy znaleźli się m.in. łaciński patriarcha Jerozolimy kard. Pierbattista Pizzaballa, maronicki patriarcha Bechara Boutros al-Rahi oraz zwierzchnicy kościołów koptyjskich, ormiańskich i protestanckich. Dokument oskarża ruch o „wprowadzanie zamętu” i „podważanie jedności trzody”, odnosząc się do działalności grup takich jak Głos Chrześcijan Izraelskich. Artykuł próbuje łagodzić wymowę potępienia poprzez sztuczne rozróżnienie między „protestanckim” a rzekomo „katolickim” syjonizmem, powołując się na opinię Simone Rizkallah z organizacji Philos Catholic.
Faktograficzne przemilczenia doktrynalnej klęski
W całym dyskursie zabrakło fundamentalnego odniesienia do Quas Primas Piusa XI, gdzie papież jednoznacznie stwierdza: „Królestwo naszego Zbawiciela obejmuje wszystkich ludzi” (pkt. 13), demaskując tym samym wszelkie próby ubóstwiania ziemskich bytów politycznych. Tymczasem „zwierzchnicy” kościołów w Jerozolimie, w tym nominalni katoliccy hierarchowie, zdradzają swe powołanie mieszając się w geopolityczne spory zamiast głosić niepodważalną prawdę o powszechnym panowaniu Chrystusa Króla.
Jak zauważa Lamentabili sane exitu św. Piusa X (pkt. 22), „interpretacja Pisma Świętego […] podlega dokładniejszym osądom i poprawkom egzegetów”. Tu zaś mamy do czynienia z wręcz przeciwną tendencją – próbą relatywizacji Objawienia poprzez podporządkowanie go doraźnym interesom politycznym. Brak jakiegokolwiek odniesienia do nauczania Leona XIII czy Piusa XII o Żydach jako narzędziu Opatrzności w dziejach zbawienia (por. Humanum genus), co świadczy o całkowitym zerwaniu z katolicką hermeneutyką.
Językowa mimikra ekumenicznej zdrady
Retoryka dokumentu operuje typowo modernistycznymi frazesami: „szkodliwa ideologia”, „jedność trzody”, „współpraca międzywyznaniowa”. W świetle Syllabusa błędów Piusa IX, który potępia tezę, że „Kościół powinien się pogodzić z postępem, liberalizmem i współczesną cywilizacją” (pkt. 80), takie sformułowania stanowią jawną apostazję.
„Zwierzchnicy” posługują się językiem rodem z agend ONZ, gdzie „pluralizm” (wspomniany przez Rizkallah) oznacza w praktyce zrównanie prawdy z błędem. Tymczasem Sobór Watykański I w konstytucji Dei Filius naucza niezmiennie: „Wiara katolicka jest konieczna do zbawienia” (rozdz. 2). Brak jakiegokolwiek nawiązania do tej fundamentalnej zasady w omawianym dokumencie demaskuje jego antykatolicki charakter.
Teologiczne bankructwo „syjonizmu chrześcijańskiego”
Sam termin „syjonizm chrześcijański” to teologiczny oksymoron, sprzeczny z eschatologią katolicką. Jak uczy św. Augustyn w De civitate Dei (XX, 9), ziemskie Jeruzalem straciło swe znaczenie wraz z przyjściem Chrystusa, stając się jedynie „cieniem rzeczy przyszłych”. Tymczasem zarówno protestanccy fundamentaliści, jak i cytowani „katoliccy obserwatorzy” uprawiają bałwochwalczą sakralizację współczesnego państwa izraelskiego.
Podczas gdy Rizkallah próbuje bronić „minimalistycznego syjonizmu katolickiego”, dokumenty Magisterium nie pozostawiają wątpliwości: „Prawdziwym Syjonem jest Kościół, Nowe Jeruzalem zstępujące z nieba” (Pius XII, Mystici Corporis, pkt. 37). Wspomniane w artykule nawiązania do „powrotu Żydów do ziemi ojców” jako „znaku Opatrzności” to czysty millenaryzm potępiony już przez św. Ireneusza w Adversus haereses (V, 30).
Symptomatyczny upadek posoborowej hybrydy
Cała afera ujawnia dogłębną schizofrenię posoborowej pseudostruktury. Z jednej strony „zwierzchnicy” kościołów w Jerozolimie chcą uchodzić za strażników „chrześcijańskiej obecności”, z drugiej – sami uczestniczą w ekumenicznych zgromadzeniach z heretykami i schizmatykami, co wyraźnie potępia Mortalium animos Piusa XI (pkt. 8).
Gdy biskup William Shomali ostrzega przed „ideologią broniącą jednej strony”, zapomina, że katolicyzm zawsze był „stronniczy” – po stronie Chrystusa Króla przeciwko buntowi Lucyfera. Jego słowa: „Kościół nie popiera żadnej ze stron” to zdrada misji Militantis Ecclesiae, która ma „walczyć pod sztandarami Krzyża” (Leon XIII, Satis cognitum, pkt. 3).
„Ci, którzy promują [syjonizm], twierdzą, że reprezentują chrześcijański punkt widzenia, podczas gdy w rzeczywistości są mniejszością” – mówi Shomali w wywiadzie dla Al Jazeera.
Paradoksalnie, to właśnie „zwierzchnicy” kościołów w Jerozolimie stanowią dziś mniejszość – garstkę kompromisowych hierarchów oderwanych od katolickiej Tradycji. Prawdziwy głos Kościoła rozbrzmiewa w niezmiennej doktrynie: „Chrystus króluje!”, a nie w geopolitycznych rozgrywkach pomiędzy syjonistami a ich oponentami.
Duchowa ruina w caju ekumenicznego dialogu
Przytaczana w artykule „Asocjacja Katolików Hebrajskich” to kolejny owoc posoborowego zamętu. Twierdzenie, że można być „żydowskim katolikiem” zachowującym „tradycje przodków” stoi w jawnej sprzeczności z nauczaniem św. Pawła: „Nie masz Żyda ani poganina […] albowiem wy wszyscy jedno jesteście w Jezusie Chrystusie” (Ga 3, 28 Wlg). Jak uczy Pius XII w Mystici Corporis, w Kościele nie ma miejsca na etniczne podziały – wszyscy stajemy się „nowym stworzeniem” w Chrystusie (pkt. 30).
Cała dyskusja przypomina groteskowy teatr, gdzie dawni pasterze Kościoła zamienili się w geopolitycznych analityków, zaś prawdziwe owce rozproszono pośród wilków ideologii. Jak prorokował Pius X w Pascendi dominici gregis (pkt. 3), moderniści „wszystko redukują do czystego symbolizmu”, czego jaskrawym przykładem jest spór o „syjonizm” – ideologiczny fantom przesłaniający jedyną prawdę: Christus vincit, Christus regnat, Christus imperat!
[Posoborowie] Fałszywi pasterze w służbie geopolitycznych rozgrywek
Portal EWTN News (24 stycznia 2026) relacjonuje kontrowersje wokół wspólnego oświadczenia tzw. Rady Patriarchów i Zwierzchników Kościołów w Jerozolimie, które potępia „syjonizm chrześcijański” jako „szkodliwą ideologię”. Wśród sygnatariuszy znaleźli się m.in. łaciński patriarcha Jerozolimy kard. Pierbattista Pizzaballa, maronicki patriarcha Bechara Boutros al-Rahi oraz zwierzchnicy kościołów koptyjskich, ormiańskich i protestanckich. Dokument oskarża ruch o „wprowadzanie zamętu” i „podważanie jedności trzody”, odnosząc się do działalności grup takich jak Głos Chrześcijan Izraelskich. Artykuł próbuje łagodzić wymowę potępienia poprzez sztuczne rozróżnienie między „protestanckim” a rzekomo „katolickim” syjonizmem, powołując się na opinię Simone Rizkallah z organizacji Philos Catholic.
Faktograficzne przemilczenia doktrynalnej klęski
W całym dyskursie zabrakło fundamentalnego odniesienia do Quas Primas Piusa XI, gdzie papież jednoznacznie stwierdza: „Królestwo naszego Zbawiciela obejmuje wszystkich ludzi” (pkt. 13), demaskując tym samym wszelkie próby ubóstwiania ziemskich bytów politycznych. Tymczasem „zwierzchnicy” kościołów w Jerozolimie, w tym nominalni katoliccy hierarchowie, zdradzają swe powołanie mieszając się w geopolityczne spory zamiast głosić niepodważalną prawdę o powszechnym panowaniu Chrystusa Króla.
Jak zauważa Lamentabili sane exitu św. Piusa X (pkt. 22), „interpretacja Pisma Świętego […] podlega dokładniejszym osądom i poprawkom egzegetów”. Tu zaś mamy do czynienia z wręcz przeciwną tendencją – próbą relatywizacji Objawienia poprzez podporządkowanie go doraźnym interesom politycznym. Brak jakiegokolwiek odniesienia do nauczania Leona XIII czy Piusa XII o Żydach jako narzędziu Opatrzności w dziejach zbawienia (por. Humanum genus), co świadczy o całkowitym zerwaniu z katolicką hermeneutyką.
Językowa mimikra ekumenicznej zdrady
Retoryka dokumentu operuje typowo modernistycznymi frazesami: „szkodliwa ideologia”, „jedność trzody”, „współpraca międzywyznaniowa”. W świetle Syllabusa błędów Piusa IX, który potępia tezę, że „Kościół powinien się pogodzić z postępem, liberalizmem i współczesną cywilizacją” (pkt. 80), takie sformułowania stanowią jawną apostazję.
„Zwierzchnicy” posługują się językiem rodem z agend ONZ, gdzie „pluralizm” (wspomniany przez Rizkallah) oznacza w praktyce zrównanie prawdy z błędem. Tymczasem Sobór Watykański I w konstytucji Dei Filius naucza niezmiennie: „Wiara katolicka jest konieczna do zbawienia” (rozdz. 2). Brak jakiegokolwiek nawiązania do tej fundamentalnej zasady w omawianym dokumencie demaskuje jego antykatolicki charakter.
Teologiczne bankructwo „syjonizmu chrześcijańskiego”
Sam termin „syjonizm chrześcijański” to teologiczny oksymoron, sprzeczny z eschatologią katolicką. Jak uczy św. Augustyn w De civitate Dei (XX, 9), ziemskie Jeruzalem straciło swe znaczenie wraz z przyjściem Chrystusa, stając się jedynie „cieniem rzeczy przyszłych”. Tymczasem zarówno protestanccy fundamentaliści, jak i cytowani „katoliccy obserwatorzy” uprawiają bałwochwalczą sakralizację współczesnego państwa izraelskiego.
Podczas gdy Rizkallah próbuje bronić „minimalistycznego syjonizmu katolickiego”, dokumenty Magisterium nie pozostawiają wątpliwości: „Prawdziwym Syjonem jest Kościół, Nowe Jeruzalem zstępujące z nieba” (Pius XII, Mystici Corporis, pkt. 37). Wspomniane w artykule nawiązania do „powrotu Żydów do ziemi ojców” jako „znaku Opatrzności” to czysty millenaryzm potępiony już przez św. Ireneusza w Adversus haereses (V, 30).
Symptomatyczny upadek posoborowej hybrydy
Cała afera ujawnia dogłębną schizofrenię posoborowej pseudostruktury. Z jednej strony „zwierzchnicy” kościołów w Jerozolimie chcą uchodzić za strażników „chrześcijańskiej obecności”, z drugiej – sami uczestniczą w ekumenicznych zgromadzeniach z heretykami i schizmatykami, co wyraźnie potępia Mortalium animos Piusa XI (pkt. 8).
Gdy biskup William Shomali ostrzega przed „ideologią broniącą jednej strony”, zapomina, że katolicyzm zawsze był „stronniczy” – po stronie Chrystusa Króla przeciwko buntowi Lucyfera. Jego słowa: „Kościół nie popiera żadnej ze stron” to zdrada misji Militantis Ecclesiae, która ma „walczyć pod sztandarami Krzyża” (Leon XIII, Satis cognitum, pkt. 3).
„Ci, którzy promują [syjonizm], twierdzą, że reprezentują chrześcijański punkt widzenia, podczas gdy w rzeczywistości są mniejszością” – mówi Shomali w wywiadzie dla Al Jazeera.
Paradoksalnie, to właśnie „zwierzchnicy” kościołów w Jerozolimie stanowią dziś mniejszość – garstkę kompromisowych hierarchów oderwanych od katolickiej Tradycji. Prawdziwy głos Kościoła rozbrzmiewa w niezmiennej doktrynie: „Chrystus króluje!”, a nie w geopolitycznych rozgrywkach pomiędzy syjonistami a ich oponentami.
Duchowa ruina w caju ekumenicznego dialogu
Przytaczana w artykule „Asocjacja Katolików Hebrajskich” to kolejny owoc posoborowego zamętu. Twierdzenie, że można być „żydowskim katolikiem” zachowującym „tradycje przodków” stoi w jawnej sprzeczności z nauczaniem św. Pawła: „Nie masz Żyda ani poganina […] albowiem wy wszyscy jedno jesteście w Jezusie Chrystusie” (Ga 3, 28 Wlg). Jak uczy Pius XII w Mystici Corporis, w Kościele nie ma miejsca na etniczne podziały – wszyscy stajemy się „nowym stworzeniem” w Chrystusie (pkt. 30).
Cała dyskusja przypomina groteskowy teatr, gdzie dawni pasterze Kościoła zamienili się w geopolitycznych analityków, zaś prawdziwe owce rozproszono pośród wilków ideologii. Jak prorokował Pius X w Pascendi dominici gregis (pkt. 3), moderniści „wszystko redukują do czystego symbolizmu”, czego jaskrawym przykładem jest spór o „syjonizm” – ideologiczny fantom przesłaniający jedyną prawdę: Christus vincit, Christus regnat, Christus imperat!
Za artykułem:
Condemnation of Christian Zionism by Heads of Churches in Jerusalem stirs controversy (ewtnnews.com)
Data artykułu: 24.01.2026








