Portal Gość Niedzielny relacjonuje skazanie 78-letniego Jimmy’ego Laia, wydawcy „Apple Daily”, na 20 lat więzienia przez sąd w Hongkongu za rzekomą „zmowę z obcymi siłami” na podstawie ustawy o bezpieczeństwie narodowym. Artykuł przedstawia Lai’a jako „symbol ruchu demokratycznego” i „świętego” współczesnej religii praw człowieka, pomijając całkowicie nadprzyrodzony wymiar prawdziwej wolności.
Fałszywy kult człowieka zamiast prawdziwego Królestwa
Cytowany artykuł zawiera typowe dla współczesnego naturalizmu przeinaczenia: „Organizacje praw człowieka alarmują… jest to w praktyce wyrok śmierci dla symbolu ruchu demokratycznego”. Tutaj ujawnia się fundamentalny błąd antropocentryzmu – wiara, że wolność jest dziełem ludzkich instytucji, a nie darem pochodzącym od Chrystusa Króla. Pius XI w encyklice Quas Primas stwierdzał jednoznacznie: „Nadzieja trwałego pokoju dotąd nie zajaśnieje narodom, dopóki jednostki i państwa wyrzekać się będą i nie zechcą uznać panowania Zbawiciela naszego”. Tymczasem cała narracja portalu koncentruje się na hic et nunc doczesnej walki o „prawa”, całkowicie ignorując wieczny wymiar ludzkiego przeznaczenia.
Językowa mistyfikacja „wolności”
Retoryka artykułu pełna jest typowo modernistycznych frazesów:
„wolność prasy”, „niezależne dziennikarstwo”, „prawa podstawowe”
. To językowe oszustwo, gdyż prawdziwa wolność – jak nauczał św. Augustyn – istnieje tylko w prawdzie, która jest Chrystus. Współczesne pojęcie „wolności słowa” często służy głoszeniu bluźnierstw i herezji, co Kościół zawsze potępiał. Już Syllabus Piusa IX wyraźnie odrzucał błąd: „Każdy człowiek jest wolny do przyjęcia i wyznawania tej religii, którą uzna za prawdziwą pod kierunkiem światła rozumu” (pkt 15). Tymczasem Lai, przedstawiany jako „męczennik wolności”, w rzeczywistości promował liberalną wizję społeczeństwa sprzeczną z katolickim porządkiem.
Teologiczne bankructwo „walki o demokrację”
Cała sprawa Laia ukazuje duchową pustkę współczesnych ruchów „prodemokratycznych”. Artykuł cytuje wypowiedź tajwańskiej Rady ds. Chin Kontynentalnych: „odmawia obywatelom podstawowego prawa do pociągania rządzących do odpowiedzialności”. To klasyczny przykład rewolucji francuskiej w nowym wydaniu – bunt przeciwko władzy jako takiej, podczas gdy św. Paweł wyraźnie nauczał: „Nie ma bowiem władzy, która by nie pochodziła od Boga” (Rz 13,1 Wlg). Komunistyczne Chiny i ich liberalni oponenci są dwiema stronami tego samego medalu – systemów odrzucających społeczne panowanie Chrystusa Króla.
Symptom globalnej apostazji
Obrona Laia przez „kardynała” Josepha Zena i organizacje międzynarodowe to część szerszego zjawiska – zastąpienia katolickiej zasady Christus Rex przez naturalistyczny kult człowieka. Wymowna jest obecność byłych pracowników „Apple Daily” manifestujących przed sądem – współczesne odpowiedniki tłumu krzyczącego „Nie mamy króla, tylko cezara!” (J 19,15 Wlg). W świetle niezmiennego nauczania Kościoła zarówno komunistyczne Chiny, jak i liberalna „opozycja” stanowią przejaw tego samego błędu – odrzucenia Boskiego autorytetu na rzecz czysto ludzkich konstruktów politycznych.
Za artykułem:
"Sądowa farsa". Prodemokratyczny potentat prasowy Jimmy Lai skazany na 20 lat więzienia (gosc.pl)
Data artykułu: 09.02.2026




