Portal Gość.pl (10 lutego 2026) relacjonuje dostęp członków Kongresu USA do nieocenzurowanych dokumentów śledztwa w sprawie Jeffreya Epsteina. Demokratyczny kongresmen Jared Moskowitz określa treść akt jako „obrzydliwą”, wskazując na „wielu wspólników handlujących dziewczynami na całym świecie”. Republikanin Thomas Massie wspomina o „co najmniej sześciu mężczyznach” o wysokiej pozycji społecznej, których nazwiska zostały usunięte z publicznej wersji dokumentów. W kontekście licznych wzmianek o Donaldzie Trumpie (3,2 tys. dokumentów), redakcja portalu konkluduje: „Czyli pewnie, jak zwykle, oberwały płotki, tuzy są chronione”. Ta ohydna afera obnaża całkowitą degenerację porządku społecznego zbudowanego na odrzuceniu społecznego panowania Chrystusa Króla.
Nihilizm prawny jako owoc państwa wyzutego z teologii moralnej
„Reszta świata ogląda je w formie ocenzurowanej” – stwierdza portal, akceptując milcząco paradygmat relatywizmu prawnego, gdzie „ministerstwo sprawiedliwości najprawdopodobniej złamało prawo” (jak twierdzi Jamie Raskin), ukrywając zbrodnie możnych tego świata. Ten faktograficzny aspekt demaskuje fikcyjność świeckiego systemu sprawiedliwości, który – odcięty od obiektywnych norm moralnych – staje się narzędziem ochrony przestępczej oligarchii.
Podczas gdy Pius XI w Quas primas nauczał, że „królestwo Chrystusa (…) winno być wymienione wśród najważniejszych rzeczy dotyczących zbawienia dusz i wzrostu chwały Bożej”, współczesne państwa sankcjonują prawne mechanizmy chroniące handlarzy ludźmi. „Widziałem nazwiska wielu wspólników” – mówi Moskowitz, lecz w świecie pozbawionym katolickiego ordo iuris, „wspólnicy” Epsteina nigdy nie staną przed trybunałem zdolnym wymierzyć sprawiedliwość proporcjonalną do ich zbrodni przeciwko prawu naturalnemu.
Językowa kapitulacja wobec kultu plugawego zepsucia
Retoryka portalu Gość.pl odsłania teologiczne bankructwo języka mediów podszywających się pod katolickie. Określenie „wspólników Epsteina” (zamiast „zbrodniarzy” czy „sodomitów”) oraz koncentracja na technicznych aspektach cenzury dokumentów, ukazuje strategię zamazywania ontologicznej ohydy opisywanych zbrodni. Jak przypominał św. Pius X w Lamentabili sane: „dogmaty, które Kościół podaje jako objawione, są prawdami pochodzenia Bożego” – tymczasem język doniesień redukuje szokującą prawdę o masowych gwałtach na nieletnich do poziomu „politycznej afery”.
Sformułowanie „oberwały płotki, tuzy są chronione” (użyte przez redakcję) demaskuje milczącą akceptację prawa dżungli jako fundamentu współczesnego ładu. Brak jakiegokolwiek odwołania do Bożego prawa kary („Nie będziesz czynił nieczystości” – Kpł 18,22 Wlg) czy katolickiej nauki o czterech ostatnich rzeczach człowieka (sąd, śmierć, niebo, piekło), ukazuje duchową pustkę dziennikarstwa poddanego horyzontalnemu myśleniu.
Teologiczny wymiar kryminalnej zarazy
Afera Epsteina stanowi spełnienie proroctwa Piusa IX z Syllabusa errorum, który potępił błąd mówiący, że „Kościół nie ma prawa używania siły” (pkt 24). W świecie odrzucającym społeczne panowanie Chrystusa Króla, „handel dziewczętami na całym świecie” (jak przyznaje Moskowitz) staje się nieuchronnym owocem odcięcia prawodawstwa od katolickiej zasady: gratia non tollit naturam, sed perficit (łaska nie niszczy natury, lecz ją udoskonala).
Milczenie o sakramencie pokuty jako jedynej drodze nawrócenia dla zbrodniarzy tego formatu, odsłania modernistyczną herezję oddzielającą wiarę od moralności. Tymczasem jak nauczał św. Robert Bellarmin: „jawny grzesznik nie może być członkiem Kościoła”, zaś według kanonu 188 §4 Kodeksu Prawa Kanonicznego (1917) „każdy urząd staje się wakujący na mocy samego faktu (…) publicznego odstępstwa od wiary”. W świetle tej zasady, politycy biorący udział w orgiach Epsteina automatycznie utraciliby mandaty w katolickim porządku społecznym.
Duchowa zgnilizna systemu kultu człowieka
„Nazwisko Donalda Trumpa pada w ok. 3,2 tys. z ujawnionych dokumentów”
– czytamy, co odsłania demoniczny mechanizm „kultu człowieka” potępionego przez Sobór Watykański I. Koncentracja na nazwisku byłego prezydenta USA („Prezydent zapewnia, że nie ma niczego przeciwko niemu”) ukazuje patologiczną tendencję do personalizacji zła, podczas gdy systemowa przyczyna tkwi w odrzuceniu kryterium świętości jako fundamentu władzy.
Jak przypomina encyklika Quas primas: „nie ma w nas władzy, która by wyjęta była spod tego panowania” Chrystusa Króla. Tymczasem świat polityki opisany w artykule funkcjonuje jako samowystarczalny układ samousprawiedliwiających się gangsterów, gdzie „wysoko postawiony członek zagranicznego rządu” (jak wspomina Massie) może bezkarnie uczestniczyć w najohydniejszych zbrodniach. To symptomatyczne dla cywilizacji śmierci, która – oderwana od Krzyża – produkuje coraz wymyślniejsze formy deprawacji.
Za artykułem:
Polityk o dokumentach sprawy Epsteina: widziałem nazwiska wielu wspólników (gosc.pl)
Data artykułu: 10.02.2026Więcej polemik ze źródłem: gosc.pl



