Portal „Tygodnik Powszechny” (10 lutego 2026) publikuje rozmowę z Markiem Węcowskim, historykiem starożytności, który dokonuje paraleli między współczesnymi systemami demokratycznymi a Atenami V wieku p.n.e. Artykuł prezentuje demokrację jako „najbezpieczniejsze rozwiązanie” pomimo jej niedoskonałości, gloryfikując mechanizmy „autokorekty” i „kompromisu”.
Węcowski, analizując politykę Donalda Trumpa przez pryzmat Tukidydesowej „Wojny Peloponeskiej”, dowodzi, że współczesna demokracja amerykańska zachowuje resztki zdolności do samonaprawy, podobnie jak Ateny czasów Peryklesa. Jako przykład przywołuje tzw. debatę mityleńską, gdzie zgromadzenie ludowe – po rozważeniu argumentów humanitarnych i pragmatycznych – cofnęło decyzję o masakrze zbuntowanego miasta.
Religia państwa czy państwo jako religia? Kult demokracji w służbie relatywizmu
Podstawowy błąd analizy tkwi w absolutyzowaniu demokracji jako wartości samej w sobie, podczas gdy Kościół zawsze nauczał, że „żadna władza nie pochodzi od ludu, jakoby ten miał ją sobie najpierw przyznać” (Leon XIII, Diuturnum illud). Ateny, wychwalane jako kolebka „wolności”, w rzeczywistości stworzyły system, w którym „wola ludu” stała się bożyszczem – co Pius XI potępił w Quas Primas jako „kult człowieka” zastępujący prawowite panowanie Chrystusa Króla.
Węcowski przemilcza fakt, że ateńska demokracja sankcjonowała najgorsze zbrodnie: ekspansjonizm (związek morski jako narzędzie dominacji), mord polityczny (skazanie Sokratesa) i permisywizm moralny (kult Afrodyty Pandemos). Współczesne próby wskrzeszenia tego modelu – jak zauważył Pius XII – prowadzą do „dyktatury relatywizmu”, gdzie „wolność” oznacza jedynie swobodę od Dekalogu.
Pułapka Tukidydesa czy pułapka Lucyfera? Imperializm jako owoc odrzucenia porządku nadprzyrodzonego
Rozmówca „Tygodnika” trafnie wskazuje, że USA wpada w „pułapkę roli polis-tyrana”, ale nie dostrzega jej źródła: odrzucenia Boskiego mandatu władzy. Tukidydesowy dialog melijski ukazuje okrutną logikę imperiów pozbawionych transcendentnego punktu odniesienia: „silniejsi osiągają swe cele, słabsi ustępują”.
Kościół ostrzegał przed tym konsekwentnie: „Gdy usunięto Chrystusa (…) zburzone zostały fundamenty władzy” (Pius XI, Ubi arcano). Modernistyczna koncepcja „autokorekty systemu” – obecna zarówno w wypowiedziach Węcowskiego, jak i technooligarchów pokroju Petera Thiela – to iluzja, gdyż „żaden ustrój nie może się ostać, jeśli nie jest zakotwiczony w wiecznym prawie Bożym” (Pius XII, przemówienie z 24 grudnia 1944).
Europa bez Chrystusa: projekt samobójczy w świetle katolickiej eklezjologii
Szczególnie niebezpieczna jest teza, jakoby „europejska tożsamość” polegała na „umiejętności ucierania wspólnych poglądów”. To jawny relatywizm sprzeczny z nauką o Mistycznym Ciele Chrystusa. Jak przypominał Pius XII, „Kościół jest żywym organizmem, który nie może być poddany kaprysom epoki” (Mystici Corporis).
Gdy Węcowski twierdzi, że „kryzys tożsamości europejskiej” nastąpi dopiero po zwycięstwie jednej strony w konflikcie, popełnia błąd antropologiczny: jedność Europy była możliwa tylko jako Christianitas – wspólnota narodów pod berłem Chrystusa. Dziś, gdy „elity” – jak pisze „Tygodnik” – „przez lata spotykały się na wyspie Jeffreya Epsteina”, widać skutki odstępstwa: degenerację moralną, której nie uleczy żaden „mechanizm demokratyczny”, lecz tylko powrót do społecznego panowania Chrystusa Króla.
Demokracja współczesna: liturgia buntu przeciw Królestwu Bożemu
Artykuł „Tygodnika” stanowi klasyczny przykład modernistycznej hermeneutyki kontynuacji, gdzie pogańskie wzorce (Ateny) przedstawia się jako fundament „wartości europejskich”. Tymczasem Kościół uczy, że „państwa nie mogą być rządzone bezpiecznie ani szczęśliwie, jeśli w zarządach i prawach nie starają się naśladować Królestwa Chrystusowego” (Pius XI, Quas Primas).
Węcowski słusznie niepokoi się „pokusą dywersyfikacji poziomu praw obywatelskich”, ale nie wskazuje remedium: rekonkwisty chrześcijańskiej koncepcji państwa. Dopóki „wolność” będzie rozumiana jako prawo do grzechu (por. Syllabus, pkt 15, 77-80), a nie przywilej służenia Bogu – demokracja pozostanie jedynie „teatrem”, gdzie – jak w starożytnych Atenach – „lud” bawi się w boga, by za chwilę skazywać swoich proroków na śmierć.
Za artykułem:
Historyk starożytności czyta Trumpa: czy rodzi się nowy typ demokracji? (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 10.02.2026


