Portal Tygodnik Powszechny w artykule Olgi Drendy z 10 lutego 2026 r. opisuje zjawisko „kolejnej fazy sceptycyzmu”, w której ludzie przyjmują za rzeczywiste „kryptydy takie jak Wielka Stopa, syreny czy potwory z innych wymiarów”, arbitralnie decydując o prawdziwości zjawisk. Autorka wskazuje na „poznawczy bałagan” wywołany technologią AI, prowadzący do postawy: „skoro i tak nie wiadomo, co jest realne […] właściwie co stoi na przeszkodzie, żeby uznać, że równie dobrze wszystko jest możliwe”. Artykuł demaskuje jedynie zewnętrzne symptomy duchowej choroby całej epoki, pomijając jej teologiczne korzenie w odrzuceniu Regnum Christi (Królestwa Chrystusowego).
Naturalistyczne założenia jako fundament błędnej diagnozy
Analizowany tekst operuje wyłącznie kategoriami immanentystycznymi, traktując ludzką ciekawość i „ekscytację opowieścią” jako wystarczające wyjaśnienie zjawiska „wiary w baśnie”. Całkowite pominięcie nadprzyrodzonej perspektywy – w szczególności rzeczywistości grzechu pierworodnego, który zaciemnia rozum i osłabia wolę – stanowi symptomatyczny przejaw modernistycznej infekcji. Jak nauczał św. Pius X w encyklice Pascendi dominici gregis: „Modernista […] ogranicza się tylko do faktów […] Odrzuca wszelkie nadprzyrodzone poznanie”.
Większość ludzi wierzących w teorie spiskowe czy rozmaite alternatywne logiki rzeczywistości to nie są nieporadne, zagubione misie […] Traktujmy się jednak nieco poważniej, nie wszyscy na świecie żyją w nieustannym strachu.
Ta naturalistyczna redukcja odpowiada dokładnie potępionym tezom 58. i 61. z Syllabusa Piusa IX, które odrzucają nadprzyrodzony porządek łaski, stawiając na jego miejsce „akumulację dóbr materialnych” i „prawo silniejszego”. Brakuje tu fundamentalnego rozróżnienia pomiędzy credibilitas (racjonalną podstawą wiary) a fides divina (nadprzyrodzonym aktem), które stanowią nierozerwalną jedność w katolickiej koncepcji prawdy.
Językowa banalizacja sacrum
Retoryka artykułu objawia duchową pustkę poprzez celową trywializację pojęć transcendentnych. Zwroty typu „właściwie czemu nie” w kontekście wiary w „smoki czy potwory” kontrastują z powagą, jaką Kościół nakazuje oddawać prawdom wiary. Pius XI w Quas primas podkreślał: „Królestwo naszego Odkupiciela obejmuje wszystkich ludzi […] Nie można sprzeciwić się, że charakter w nim pozostaje”.
Tymczasem postmodernistyczne „wybieranie wersji wydarzeń” stanowi karykaturę katolickiej wolności, która – jak naucza Sobór Trydencki – jest zawsze podporządkowana Prawdzie Objawionej. Zastąpienie depositum fidei (depozytu wiary) „indywidualną ekscytacją” odpowiada potępionej w Lamentabili sane tezie 22.: „Dogmaty […] są pewną interpretacją faktów religijnych, którą z dużym wysiłkiem wypracował sobie umysł ludzki”.
Teologiczne bankructwo relatywizmu
Przedstawiona w artykule „logika baśni” stanowi bezpośrednią konsekwencję odrzucenia Chrystusa Króla. Gdy Pius XI ogłaszał: „Stolica Twoja, Boże, na wieki wieków” (Ps 44,7 Wlg), modernistyczny świat odpowiadał: „Nie ma królestwa, które się nie skazi” (por. Dan 2,44). Wiara w „syreny i potwory” jest teologicznym odwróceniem porządku – ucieczką od odpowiedzialności za poznanie prawdy w jej obiektywnym wymiarze.
Mam podejrzenie, że motywacją wcale nie tak rzadko bywa […] wybór takiej wersji wydarzeń, która wydaje się ciekawsza, bardziej ekscytująca.
To stwierdzenie objawia zgubną konsekwencję potępionej już w 1277 r. przez biskupa Paryża tezy o „dwóch prawdach” – gdzie subiektywne odczucie staje się miarą rzeczywistości. Jak trafnie diagnozował św. Robert Bellarmin w De Romano Pontifice: „Jawny heretyk nie może być członkiem Kościoła, gdyż odrzuca światło wiary”.
Symptom soborowej rewolucji
Opisywane zjawisko stanowi naturalny owoc „hermeneutyki ciągłości” i ekumenicznego dialogu, które zniszczyły katolicką pewność wiary. Gdy Sobór Watykański II w Nostra aetate uznał inne religie za „odbicie promienia owej Prawdy”, otworzono furtkę dla bałwochwalczego pluralizmu.
Potwierdza to słuszność przestrogi Piusa IX z Syllabusa (teza 77): „W obecnym czasie nie jest pożyteczne, aby religia katolicka była uważana za jedyną religię państwową”. Właśnie taki relatywizm prowadzi do sytuacji, gdzie – jak zauważa autorka – „w dowolną wersję wydarzeń może uwierzyć każdy”.
Jedyna antidotum: powrót do niezmiennej doktryny
Ratunkiem przed duchową anarchią nie jest „otwarcie na logikę baśni”, lecz powrót do integralnego katolicyzmu sprzed 1958 roku. Jak nauczał Pius XII w Humani generis, „Kościół katolicki jest filarem i fundamentem prawdy” (1 Tm 3,15), co wyklucza jakikolwiek kompromis z modernistycznymi herezjami.
Przed 70 laty wierni znali odpowiedź na „kryzys prawdy”: publiczne nabożeństwo do Chrystusa Króla, różaniec odmawiany w rodzinach oraz czytanie katolickich doktorów jak św. Tomasz z Akwinu. Dziś zaś – jak zauważa autorka – ludzie „zakładają, że są [potwory] prawdziwe, bo właściwie czemu nie”. Ta duchowa degrengolada jest owocem odrzucenia encykliki Quas primas, która jednoznacznie stwierdzała: „Nadzieja trwałego pokoju dotąd nie zajaśnieje narodom, dopóki […] nie zechcą uznać panowania Zbawiciela naszego”.
Za artykułem:
Sceptycyzm wszedł w kolejną fazę: uznawania za rzeczywiste tego, co komuś pasuje (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 10.02.2026




