Portal Opoka relacjonuje premierę filmu „Dalej jazda 2” jako „lekką historię o układaniu swoich spraw”, gdzie główni bohaterowie odkrywają zaniedbane relacje dopiero pod wpływem zewnętrznych okoliczności – choroby czy demencji. Autor artykułu sugeruje, że mamy do czynienia z „nawróceniem w jakimś sensie”, choć jednocześnie przyznaje, że film nie jest „głębokim moralitetem”. Ta pozornie niewinna recenzja stanowi symptom głębszego kryzysu współczesnej kultury, która redukuje życie duchowe do psychologicznych uniesień.
Faktograficzne przemilczenia
Filmowa narracja skupia się wyłącznie na naturalnych konsekwencjach zaniedbań międzyludzkich, całkowicie pomijając nadprzyrodzony wymiar ludzkiego działania. Jak czytamy: „Józef (…) dopiero z powodu śmiertelnej choroby przypomina sobie, że miał wziąć kościelny ślub z Elą”. Ta scenografia żywcem wyjęta z modernistycznej teologii całkowicie ignoruje katolicką naukę o grzechu zaniechania i obowiązku naprawy wobec Boga, nie tylko ludzi.
Warto przypomnieć, że Kościół zawsze nauczał, iż każde zaniedbanie obowiązków stanowi obrazę Boga, nie tylko ludzki błąd. Tymczasem recenzent z satysfakcją odnotowuje: „Kontynuacja filmu «Dalej jazda» nie jest oczywiście głębokim moralitetem”, co demaskuje przyjętą przez twórców perspektywę czysto świecką. Brak jakiejkolwiek wzmianki o sakramentalnym charakterze małżeństwa czy konieczności spowiedzi św. przed śmiercią świadczy o całkowitym oderwaniu od katolickiej rzeczywistości.
Językowa relatywizacja
Retoryka recenzji operuje celowym rozmyciem pojęć teologicznych. Określenie „kościelny ślub” zamiast „sakramentalne małżeństwo” nie jest przypadkowe – służy zatraceniu różnicy między czysto ludzkim przyrzeczeniem a nierozerwalnym przymierzem przed Bogiem. Podobnie niepokojące jest stwierdzenie, że historia stanowi „nawrócenie w jakimś sensie”, podczas gdy w rzeczywistości mamy do czynienia z psychologiczną katharsis pozbawioną jakiegokolwiek odniesienia do łaski uświęcającej.
Ton całego artykułu zdradza typowo modernistyczne podejście, gdzie nawrócenie sprowadza się do autorefleksji, nie zaś do radykalnego zwrotu ku Bogu. Autor chwali film za to, że „przypomina, że komedia nadwiślańskiej produkcji nie musi być koniecznie głupkowatą farsą”, zupełnie pomijając fakt, iż tematyka zbawienia duszy zasługuje na poważne potraktowanie, a nie lekką komedię.
Teologiczne wypaczenia
Kardynał kwestii stanowi tu całkowite pominięcie nauki o czterech rzeczach ostatecznych. W sytuacji, gdzie występuje „śmiertelna choroba” i „demencja”, katolickie sumienie domaga się przypomnienia o sądzie szczegółowym, konieczności stanu łaski uświęcającej i niebezpieczeństwie potępienia wiecznego. Tymczasem film – wedle relacji portalu – skupia się wyłącznie na doczesnych konsekwencjach zaniedbań.
Nawet przywołana na wstępie anegdota o trzech diabłach zostaje wypaczona. Recenzent pisze: „trzeci […] przekonywał tylko ludzi, że mają jeszcze czas”, lecz sam nie wyciąga z tego właściwego wniosku – że prawdziwe nawrócenie wymaga natychmiastowego zerwania z grzechem, a nie „układania spraw”. To klasyczny przykład modernistycznej redukcji życia duchowego do terapii, gdzie Bóg staje się co najwyżej terapeutą wspomagającym nasze samopoczucie.
Symptom apostazji czasów
Opisywany film stanowi logiczną konsekwencję posoborowej dewastacji pojęcia nawrócenia. Gdy Sobór Watykański II zastąpił pokutę „dialogiem”, a grzech „słabością”, nie dziwi, że współczesna „katolicka” kultura produkuje dzieła całkowicie pozbawione nadprzyrodzonej perspektywy. Wspomniana w artykule scena „próby pojednania Józefa z bratem” bez jakiegokolwiek odniesienia do sakramentu pokuty doskonale ilustruje tę duchową zapaść.
Należy przypomnieć niezmienne nauczanie Piusa XI: „Nie można sprzeciwić się, że religia Chrystusowa winna być w państwie uważana za jedyną religię państwową” (Quas primas). Tymczasem filmowy protagonista traktuje „kościelny ślub” jako zaległy społeczny obowiązek, nie zaś jako drogę do zbawienia. Ta postawa doskonale oddaje ducha neo-kościoła, gdzie sakramenty sprowadzono do pustych rytuałów.
Konkluzja bez łaski
Najbardziej wymowne jest zdanie kończące recenzję: „Film jest całkiem zabawny i spora w tym zasługa aktorów starszej daty, którzy przypominają, że komedia nadwiślańskiej produkcji nie musi być koniecznie głupkowatą farsą”. To kwintesencja współczesnego katolicyzmu – zadowalamy się, gdy dzieło nie jest jawnie bluźniercze, zapominając, że katolicka sztuka winna prowadzić do Boga, a nie tylko unikać otwartej obsceny.
W czasach, gdy cały świat odrzuca panowanie Chrystusa Króla, powinniśmy domagać się sztuki głoszącej pełną prawdę o zbawieniu – nie zaś cieszyć się z półśrodków i „nawróceń w jakimś sensie”. Jak ostrzegał św. Pius X w dekrecie Lamentabili: „Dogmaty, sakramenty i hierarchia […] są tylko etapem ewolucji świadomości chrześcijańskiej” (propozycja 54 potępiona). Niestety, zarówno film, jak i jego recenzja, zdają się tę modernistyczną herezję potwierdzać.
Za artykułem:
Nie na wszystko będzie czas (opoka.org.pl)
Data artykułu: 09.02.2026



