Wpływ księżyca: bałwochwalstwo w romantycznej komedii
Portal Tygodnik Powszechny (13.02.2026) chwali film „Wpływ księżyca” z 1987 roku za lekkość, oryginalność i połączenie kultury wysokiej z popularną, ukazując romantyczną transcendencję poprzez historię kobiety zakochującej się w bracie narzeczonego. Recenzja pomija jakiekolwiek odniesienia do wiary, moralności chrześcijańskiej czy królestwa Chrystusa, promując naturalistyczny humanizm. To kolejny przykład apostazji w kulturze posoborowej.
Faktograficzna dekonstrukcja: miłość pozamałżeńska jako „magiczna transcendencja”
Film „Wpływ księżyca” przedstawia historię Loretty Castorini, 37-letniej Włoszkanki z Brooklynu, która jest narzeczoną Johnny’ego Cammareri, ale niespodziewanie zakochuje się w jego bracie, Ronnym. Ta miłość jest przedstawiona jako coś magicznego, nieuniknionego, pod wpływem „księżycowego światła”. W katolickiej moralności, narzeczeństwo jest zobowiązaniem, a uczucie do osoby trzeciej stanowi cudzołóstwo (czwarte przykazanie: „nie cudzołóż”). Kościół naucza, że małżeństwo jest święte i niepodzielne, a miłość przedmałżeńska ma być czysta i ukierunkowana na przyszły związek. Film gloryfikuje złamanie obietnicy i grzech, przedstawiając go jako pozytywną, „transcendentną” siłę. To jest bezpośrednie naruszenie moralności chrześcijańskiej, która uznaje za grzech nie tylko czyn, ale też skłonności i emocje sprzeczne z prawem Bożym. Jak mówi św. Paweł: „Cnotliwi wiarą żyją” (Rz 1,17), a nie kaprysami emocji.
Język relatywizmu: „osobliwy klimat” zamiast obiektywnej prawdy
Recenzja używa sformułowań takich jak „osobliwy klimat”, „czarujący”, „słodko-gorzki”, „dziwaczność”, „magiczny element”. Jest to język subiektywny, emocjonalny, który podważa obiektywną prawdę i moralność. W katolicyzmie prawda jest obiektywna, oparta na Prawie Bożym i nauce Kościoła. Język tego typu prowadzi do relatywizmu, gdzie każde doświadczenie jest „właściwe” i niepodlegające ocenie. To typowy modernistyczny zabieg, potępiony przez Piusa X w encyklice „Pascendi Dominici gregis” i dekrecie „Lamentabili sane exitu”. Modernizm podważa obiektywną prawdę objawioną, zastępując ją subiektywnym doświadczeniem. Film, a także jego recenzja, są przejawem tego: miłość jest „transcendencją”, ale transcendencją bez Boga, opartą na emocjach, a nie na łasce.
Teologiczny void: brak królestwa Chrystusa w romantycznej narracji
Najbardziej rażące jest całkowite milczenie o Bogu, Chrystusie, sakramentach, łasce w całej narracji filmu i recenzji. To nie jest przypadkowe; jest to świadome odrzucenie królestwa Chrystusa. Encyklika Piusa XI Quas primas naucza: „Gdy Boga i Jezusa Chrystusa usunięto z praw i z państw i gdy już nie od Boga, lecz od ludzi wywodzono początek władzy, stało się iż zburzone zostały fundamenty pod tąż władzą, gdyż usunięto główną przyczynę, dlaczego jedni mają prawo rozkazywać, drudzy zaś mają obowiązek słuchać.” Film, jako element kultury, przyczynia się do tego usunięcia. Ponadto, Syllabus of Errors Piusa IX potępia błąd 16: „Man may, in the observance of any religion whatever, find the way of eternal salvation, and arrive at eternal salvation.” Film promuje miłość jako „religię”, która sama w sobie prowadzi do spełnienia, bez względu na kontekst moralny czy religijny. To jest indyferentyzm religijny w praktyce. Błąd 77: „In the present day it is no longer expedient that the Catholic religion should be held as the only religion of the State, to the exclusion of all other forms of worship.” Film nie dotyczy państwa, ale kultury, i promuje światopogląd bez Boga, który jest równoznaczny z wykluczeniem katolicyzmu z życia publicznego. Błąd 80: „The Roman Pontiff can, and ought to, reconcile himself, and come to terms with progress, liberalism and modern civilization.” Recenzja w „Tygodniku Powszechnym” właśnie tak robi: pogodziła katolicyzm z romantycznym humanizmem, który jest częścią modernizmu.
Symptom apostazji: kultura posoborowa gloryfikująca humanizm bez Boga
Ten film i jego promocja przez katolicki tygodnik są typowym objawem systemowej apostazji, która nastąpiła po soborze watykańskim II. Kościół, który powinien być „światłem narodów”, stał się promovtem świeckich wartości. Dekret Piusa X Lamentabili sane exitu potępia błędy modernizmu, m.in. błąd 58: „All the rectitude and excellence of morality ought to be placed in the accumulation and increase of riches by every possible means, and the gratification of pleasure.” Film gloryfikuje przyjemność (miłość) jako najwyższą wartość, co jest materializmem i hedonizmem. Błąd 63: „It is lawful to refuse obedience to legitimate princes, and even to rebel against them.” Loretta buntuje się przeciwko narzeczeństwu (które jest formą społecznej władzy i zobowiązania), co jest usprawiedliwieniem buntu. Błąd 64: „The violation of any solemn oath, as well as any wicked and flagitious action repugnant to the eternal law, is not only not blamable but is altogether lawful and worthy of the highest praise when done through love of country.” Tutaj „love” (miłość) jest usprawiedliwieniem złamania obietnicy. To jest dokładnie to, co film robi: łamie świętą obietnicę dla wyższej „miłości”. W katolicyzmie, jedyną miłością, która usprawiedliwia wszystko, jest miłość do Boga, a nie emocjonalny kaprys. To jest przejaw apostazji, o której mówi Pius X: „synteza wszystkich błędów” – modernizm, który wchłonął wszystkie herezje.
W czasach, gdy struktury posoborowe propagują takie filmy jako „klasykę”, a „Tygodnik Powszechny” je chwali, wierni muszą odrzucić tę bałwochwalczą kulturę i powrócić do niezmiennej Tradycji. Prawdziwa transcendencja jest tylko w Chrystusie, a nie w księżycu czy emocjach. Prawdziwa miłość jest w małżeństwie sakramentalnym, a nie w cudzołóstwie. Prawdziwa wolność jest w posłuszeństwie prawu Bożemu, a nie w buncie przeciwko zobowiązaniom.
Za artykułem:
„Wpływ księżyca”: komedia romantyczna, którą warto sobie przypomnieć (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 13.02.2026



