Portal LifeSiteNews (16 lutego 2026) publikuje komunikat prezydenta Trumpa z okazji Dnia Susan B. Anthony, w którym chwali jej „fierce moral clarity in condemning abortion” i dedication to the truth that „every human being is made in the holy image of God”. Teza: Ten akt jest apoteozą sekularnego, politycznego moralizmu, który całkowicie oddziela ochronę życia od katolickiej wiary i sakramentalnego życia, stanowiąc herezję w sferze moralnej.
Poziom faktograficzny: Historyczna fałszówka o Susan B. Anthony
Donald Trump przedstawia Susan B. Anthony (1820–1906) jako „fierce advocate” przeciw aborcji, ale historyczne dowody tego nie potwierdzają. Anthony była przede wszystkim sufrażystką i abolicjonistką. Jej główne działania koncentrowały się na prawach wyborczych kobiet i zniesieniu niewolnictwa. W jej pismach i przemówieniach aborcja nie była istotnym tematem – w XIX wieku ruch aborcjonistyczny był marginalny, a sama Anthony nie zajmowała się tą kwestią wprost. Mit o jej zaangażowaniu w „pro-life” stworzyły późniejsze organizacje, takie jak Susan B. Anthony List, które reinterpretują jej spuściznę dla celów politycznych. Trump powiela tę fałszywą narrację, nadając historycznej postaci współczesne, antyaborcyjne credo, którego ona nigdy nie głosiła.
To jest celowa deformacja historii, służąca legitymizacji współczesnego „pro-life” ruchu poprzez przypisanie mu autorytetu legendarnej postaci. W katolickiej etyce historii należy traktować z szacunkiem, ale nie można tworzyć mitów na potrzeby polityczne. Jak uczy św. Augustyn, prawda historyczna jest podstawą mądrości („Historia vero testis temporum, lux veritatis, vita memoriae…” – De Trinitate, IV, 4). Fałszowanie historii dla celów politycznych jest sprzeczne z godnością osoby i prawdą, którą Kościół chroni.
Poziom językowy: Retoryka heroizacji i sekularnego moralizmu
Język Trumpa jest nasycony heroizacją: „true American giant”, „unwavering advocate”, „fierce moral clarity”. To język mitologii politycznej, który podnosi Anthony do rangi ikony, usuwając ją z kontekstu historycznego i ideologicznego. Używa sformułowań takich jak „timeless truth” i „holy image of God”, co brzmi biblijnie, ale w kontekście całkowicie sekularnym – nie ma tu odwołania do Chrystusa, sakramentów czy Kościoła. To typowy przykład „naturalistycznego moralizmu”, gdzie wartości etyczne są wyrywane z gruntu teocentrycznego.
Wskazując na „liberty and justice for all”, Trump odwołuje się do hasła z Amerykańskiej Deklaracji Niepodległości, ale bez uznania, że prawdziwa wolność i sprawiedliwość pochodzą wyłącznie od Boga i są realizowane w Królestwie Chrystusa. Pius XI w encyklice Quas Primas nauczał: „Nie można odmówić Chrystusowi władzy nad sprawami doczesnymi” („Non possumus enim Christo denegare potestatem in rebus etiam saecularibus”). Milczenie Trumpa o Panowaniu Chrystusa nad narodami jest symptomaticzne: jego „pro-life” jest pozbawiony wymiaru teokratycznego, redukując się do polityki społecznej w ramach świeckiego państwa. To dokładnie to, co Pius IX potępił w Syllabus of Errors (punkt 77): „In the present day it is no longer expedient that the Catholic religion should be held as the only religion of the State, to the exclusion of all other forms of worship”. Trump nie mówi o religii państwowej, ale o wartościach moralnych wyrywanych z ich teologicznego fundamentu.
Poziom teologiczny: Herezja moralizmu bez teocentryzmu
Katolicka ochrona życia jest głęboko zakorzeniona w sakramentalnym i teocentrycznym światopoglądzie. Człowiek jest stworzony na obraz Boga (Gen 1,26), ale przez grzech pierworodny ten obraz jest zniekształcony, a jedynie przez łaskę Chrystusa można go odnowić. Trump mówi o „holy image of God”, ale pomija grzech, potrzebę odkupienia i sakramentów. To herezja moralistyczna, którą potępił Pius X w Lamentabili sane exitu (propozycja 58): „All the rectitude and excellence of morality ought to be placed in the accumulation and increase of riches…” – choć chodzi tu o materializm, ale ogólnie: moralność oddzielona od nadprzyrodzonego źródła. Ponadto, propozycja 56: „Moral laws do not stand in need of the divine sanction” – Trump nie odwołuje się do boskiego prawa, tylko do „moral clarity” Anthony, która jest sekularna.
Trump nie wspomina o sakramentach, modlitwie, czy Kościele jako podmiocie pomocy. Jego program: „bolstering federal support for adoption, expanding vital resources for expectant mothers” – to dobre działania, ale w katolickiej etyce muszą być związane z ewangelizacją i sakramentami. Samo wsparcie materialne bez prowadzenia dusz do Chrystusa jest niewystarczające. Jak mówi św. Paweł: „Nie chlebem jedynym żyje człowiek, ale każdem słowem, które wychodzi z ust Bożych” (Mt 4,4). Trumpowska wizja jest redukcjonistyczna: ochrona życia sprowadzona do programów socjalnych, bez wymiaru duchowego. To dokładnie to, co Pius IX potępił w Syllabus of Errors (punkt 57): „The science of philosophical things and morals and also civil laws may and ought to keep aloof from divine and ecclesiastical authority”.
Dodatkowo, Trump wspiera „equal opportunities for women and girls in athletics”. W katolickiej etyce płcie mają różne role, a równość nie oznacza identyczności. Ta retoryka jest bliska feminizmowi, który Kościół krytykował (np. Pius XI w Casti Connubii o roli matki i ojca). To kolejny sygnał, że Trumpowski „pro-life” jest w rzeczywistości częścią szerszej agendy liberalnej, która podważa naturalny ład.
Poziom symptomatyczny: Symptom soborowej i postsoborowej apostazji
Mit o Susan B. Anthony jako „pro-life” ikonie jest częścią szerszej strategii: oddzielenie ochrony życia od katolickiego światopoglądu, aby przyciągnąć szerokie audytorium, w tym protestantów i niewierzących. To jest klasyczny modernizm: adaptacja wiary do współczesnych nastrojów, usuwanie tego, co kontrowersyjne (Chrystus, sakramenty, Kościół). Trump reprezentuje kult człowieka, gdzie ochrona życia jest wartością samą w sobie, niezależnie od Chrystusa. Jak ostrzegał Pius XI w Quas Primas: „Gdy Boga i Jezusa Chrystusa usunięto z praw i z państw… stało się, iż zburzone zostały fundamenty pod tąż władzą”. Trump nie wspomina o Królestwie Chrystusa, o obowiązku państwa uznania Panowania Chrystusa. Jego „pro-life” jest pozbawiony wymiaru teokratycznego, co jest apostazją od katolickiej doktryny o relacji między religią a życiem publicznym.
To symptom głębokiej choroby współczesnego „pro-life” ruchu, który stał się politycznym lobby, oddzielonym od Kościoła. W katolicyzmie ochrona życia jest integralną częścią wiary, nie zaś samodzielną wartością. Jak uczy św. Jan Paweł II w Evangelium Vitae (choć to dokument posoborowy, ale w zgodzie z przedsoborową tradycją), ochrona życia wynika z godności osoby stworzonej na obraz Boga i odkupionej przez Chrystusa. Trump nie mówi o odkupieniu, łasce, czy sakramentach. Jego retoryka jest naturalistyczna, co jest herezją w sferze moralnej. To właśnie jest „duchowa zgnilizna” współczesności, gdzie dobre uczynki są oddzielane od źródła, którym jest Chrystus.
W konsekwencji, komunikat Trumpa nie jest tylko politycznym gestem, ale heretyckim aktem, który redukuje ochronę życia do sekularnego moralizmu, pozbawiając ją teocentrycznego i sakramentalnego wymiaru. Kościół katolicki, wierny niezmiennej tradycji, musi odrzucić taką wizję i głosić pełne Ewangelium Życia, w którym ochrona życia jest nierozerwalnie związana z Panowaniem Chrystusa Króla nad wszystkimi aspektami życia jednostki i społeczeństwa. Jak poucza Pius XI w Quas Primas: „Gdyby Królestwo Chrystusa objęło w rzeczy samej wszystkich, jak ich z prawa obejmuje, mielibyśmy nadzieję, że spłynęłyby na całe społeczeństwo niesłychane dobrodziejstwa”. Bez tego królestwa, ochrona życia jest jedynie iluzją.
Za artykułem:
Trump honors pro-life work of Susan B. Anthony in official statement (lifesitenews.com)
Data artykułu: 16.02.2026



