Cytowany artykuł z portalu „Tygodnik Powszechny” (17 lutego 2026) promuje film „Kopnęłabym cię, gdybym mogła” jako „bezkompromisowy portret macierzyństwa”, koncentrujący się na subiektywnym, psychologicznym doświadczeniu matki chorego dziecka, pozbawionym heroizacji i transcendentnego wymiaru. Recenzja chwali film za naruszenie tabu i autentyczność w przedstawieniu „dezintegracji” i „traumy”, podczas gdy jego światopogląd jest czysto naturalistyczny, redukujący cierpienie do problemu psychospołecznego, całkowicie pomijając sakramentalne, ofiarne i zbawienne znaczenie cierpienia w świetle wiary katolickiej. Film staje się więc symptomem głębokiej apostazji, w której miejsce Boga i Jego łaski zajęła psycho-terapia i subiektywna percepcja.
Redukcja sacrum do psychologii: faktograficzna dekonstrukcja
Artykuł opisuje film, w którym „niemal do końca nie widać na ekranie twarzy dziecka”, a cała narracja jest ograniczona do „stanu umysłu Lindy”. To nie jest zabieg artystyczny, lecz teologiczna herezja w praktyce. Katolicka wiarę cierpienie ma sens jedynie w kontekście Odkupienia – jest uczestnictwem w Krzyżowym Ofiarowaniu Chrystusa (Kol 1,24). Skupienie się wyłącznie na subiektywnym, dysocjacyjnym doświadczeniu matki, pozbawione jakiejkolwiek odniesienia do łaski, ofiary czy modlitwy, jest zaprzeczeniem sakramentalnego charakteru cierpienia. Recenzent pochwala brak heroizacji, co w katolickim rozumieniu oznacza odrzucenie idei ofiary z miłości do Boga i bliźniego. Cierpienie nie jest tu drogą do świętości, ale jedynie źródłem traumy wymagającej terapeutycznego „przetworzenia”.
Język naturalizmu: od zaprzeczenia sacrum do kultu psychologii
Język artykułu jest wyrazisty: „klaustrofobiczny światek”, „rozpad”, „dezintegracja”, „trauma”, „psychoterapeutka”, „dysocjacyjne”, „autopilot”, „gorączka emocji”. Słownictwo to pochodzi z psychologii klinicznej, a nie z teologii. W katolickim piśmiennictwie przedsoborowym cierpienie opisywano jako via crucis, participatio passionis Christi, okazję do praktyki cnót: cierpliwości, nadziei, ufności. Tutaj nie ma miejsca na Boga, świętych, modlitwę czy sakramenty. Nawet obraz „niespokojnej energii” i „surrealistycznych przygód” to nie jest duchowy walka z przeszkodami, a raczej psychozy czy halucynacji wynikające z wypalenia. To język, który całkowicie marginalizuje rzeczywistość łaski i zła moralnego, redukując człowieka do psychofizycznej maszyny na granicy załamania.
Teologiczna próba nullifikacji: cierpienie pozbawione odkupienia
Błędem fundamentalnym, demaskowanym w zarówno w artykule, jak i w omawianym filmie, jest całkowite pominięcie sakramentalnego charakteru cierpienia. W Lamentabili sane exitu Pius X potępia modernistyczne dążenie do „nowości” w badaniach podstaw rzeczy, które prowadzi do skażenia dogmatów. Tutaj nowość polega na zastąpieniu dogmatu o communio sanctorum i ofierze przebłagalnej subiektywną psychologią. Film nie pyta: „W jaki sposób to cierpienie może być zjednoczone z Ofiarą Chrystusa na Golgocie?”. Pytanie zastępuje: „Jak przetrwać bez załamania?”. To jest esencja modernizmu: redukcja religii do moralności, a moralności do psychologii. Kościół zawsze nauczał, że cierpienie, zjednoczone z Chrystusem, ma wartość odkupienną. Pius XI w Quas Primas pisze, że Chrystus „panuje w sercach z powodu swojej, przewyższającej naukę miłości”. Miłość w cierpieniu jest tu całkowicie zatarła. Matka nie jest przedstawiana jako współofiarująca z Chrystusem, ale jako ofiara systemu, który „wszystko odbiera”. To jest herezja praktyczna: zaprzeczenie, że w Chrystusie „się wszystko odnawia” (Kol 1,20).
Symptomatologia apostazji: od sacrum do samospełnienia
Film i jego recenzja są symptomami systemowej choroby, jaką jest sekta posoborowa. Pierwszym objawem jest usunięcie Boga z codzienności. Świat filmu to świat bez modlitwy, bez sakramentów (choćby chrzestu czy namaszczenia chorych), bez wspólnoty wierzącej (kościół jest zastąpiony przez psychoterapeutę). Drugim objawem jest kult jednostki i jej subiektywnego doświadczenia. Recenzent chwali „własną logikę” i „nieoczywistą empatię” filmu, czyli uznanie indywidualnej percepcji za ostateczny sąd. To jest bezpośrednie naruszenie Syllabusu Piusa IX, który potępia błąd nr 3: „Human reason, without any reference whatsoever to God, is the sole arbiter of truth and falsehood, and of good and evil”. Tutaj rozum (lub raczej emocje) Lindy jest jedynym arbitrem jej rzeczywistości. Trzecim objawem jest redukcja misji Kościoła do humanitaryzmu. Problem nie jest grzechem, brakiem łaski czy odrzuceniem Chrystusa, ale „wypaleniem opiekuńczym” i „brakiem zasobów”. Kościół ma nieść zbawienie przez sakramenty i nauczanie, a nie przez „wspieranie matek w stresie”. To jest właśnie „duchowość” sekty posoborowej: zewnętrzne działania dobra zastępują wewnętrzną świętość.
Redukcja dzieck do „obiektu opieki”: zaprzeczenie godności osoby
Kluczowy, choć pominięty przez recenzenta, problem jest teologiczno-antropologiczny. Dziecko w filmie jest poza kadrem, bez imienia, bez głosu (tylko przez interkom). To nie jest zabieg artystyczny, lecz ontologiczne znieważenie. W wierze katolickiej każde dziecko jest imago Dei, odziedziczyło duszę nieśmiertelną, jest powołane do świętości. Tutaj dziecko jest jedynie obiektem troski, źródłem stresu, „problemem medycznym”. To odzwierciedla herezję, która widzi w człowieku nie istotę zdolną do łaski i zbawienia, ale biolologiczny byt wymagający pielęgnowania. Pius XI w Quas Primas podkreśla, że królestwo Chrystusa jest duchowe i wymaga „przygotowania przez pokutę” i „wejścia przez wiarę i chrzest”. Film nie pozostawia miejsca na taką perspektywę – jest to całkowicie świat bez nadprzyrodczej nadziei.
Ekonomia łaski zlikwidowana: psychoterapia zamiast sakramentu
Bohaterka jest psychoterapeutką. To nie jest przypadkowe. W sekcie posoborowej spowiedź została zastąpiona przez psychoterapię, a grzech przez „traumę”. Recenzent chwali „satyrę” na instytucje pomocowe i samą psychoterapię, ale nie dostrzega, że to właśnie jest źródłem tragedii: brak prawdziwego sakramentu pojednania. W Syllabusus Errorum Piusa IX potępia się błąd nr 57: „The science of philosophical things and morals and also civil laws may and ought to keep aloof from divine and ecclesiastical authority”. Film dokładnie to realizuje: moralność (co jest dobre dla dziecka, co jest winą matki) ustala się w gabinecie terapeutycznym, a nie w świetle Prawa Bożego i Kościoła. To jest najgłębszy wymiar apostazji: usunięcie Boga z sfery moralnego osądu.
Konkluzja: odrzucenie w imię „autentyczności”
Film „Kopnęłabym cię, gdybym mogła” i jego pozytywna recepcja w katolickim medium są aktem duchowego sabotażu. Przedstawiają macierzyństwo jako sytuację bez Boga, cierpienie jako problem bez Odkupiciela, a psychologiczny rozpad jako nieunikniony los w świecie pozbawionym transcendencji. Jest to dokładne wypełnienie ostrzeżenia św. Piusa X w Pascendi Dominici gregis o modernistach, którzy „pod pozorem poważniejszej krytyki” niszczą dogmaty. Tutaj dogmat o communio sanctorum i wartości odkupiennej cierpienia jest zastąpiony mitem o „autentyczności” subiektywnego załamania. Prawdziwa heroizacja macierzyństwa polega na ofiarowaniu cierpienia z Chrystusem za zbawienie duszy dziecka i świata, a nie na jego eksploracji w imię „sztuki”. Kościół katolicki, który nie potępi takiego filmu jako sprzecznego z wiarą, jest już sekta apostacka.
Za artykułem:
„Kopnęłabym cię, gdybym mogła”: bezkompromisowy portret macierzyństwa w filmie (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 17.02.2026






