Portal „Tygodnik Powszechny” (17 lutego 2026) publikuje artykuł psychologa Michała Bilewicza, w którym próbuje zrozumieć transgeneracyjny przekaz traumy poprzez wyłącznie naturalistyczne i psychologiczne kategorie. Artykuł ten stanowi symptomaticzny przykład całkowitego zawężenia problemu ludzkiego cierpienia do sfery biologicznej i społecznej, z całkowitym pominięciem nadprzyrodzonego wymiaru grzechu pierworodnego, kary za grzech oraz jedynego prawdziwego lekarstwa w Sakramencie Pojednania.
Redukcja metafizyki zła do epigenetyki i neurobiologii
Artykuł, powołując się na badania psychiatry Robert Jay Liftona oraz epigenetykę, definiuje kluczowe pojęcia w sposób całkowicie naturalistyczny. „Wina wobec śmierci” (death guilt) jest tu rozumiana jako mechanizm psychologiczny adaptacyjny, a nie jako stan grzechu ciężkiego przeciwko Bogu i bliźnim. Przekazywanie traumy między pokoleniami tłumaczone jest wyłącznie poprzez hipotetyczne zmiany ekspresji genów u matek będących świadkami zbrodni, co autor przedstawia jako fakt naukowy.
„Możliwe więc, że widok śmierci i sytuacja winy wobec śmierci innych mogą doprowadzić do fizjologicznych zmian u potomstwa.”
To stanowisko jest w bezpośredniej sprzeczności z niezmienną nauką katolicką. Grzech pierworodny, zakałający naturę ludzką i przekazywany z pokolenia na pokolenie, jest dogmatem wiary (sobór Trydentzki, sesja V, kan. 1-2). Jego skutki – słabość woli, skłonność do zła, podatność na cierpienie – wykraczają daleko poza sferę biologiczną i psychologiczną, sięgając samej istoty człowieka jako upadłego stworzenia. Redukując „winę” do mechanizmu obronnego przed poczuciem własnej bierności, artykuł całkowicie wymazuje jej wymiar moralny i eschatologiczny. Prawdziwa „wina” to stan odseparowania od Boga, który – jak uczył św. Augustyn – przenosi się na potomstwo jako zarażona natura (Contra Iulianum, III, 4, 7).
Przemilczenie sakramentalnego lekarstwa i sacrum
Najbardziej wymownym świadectwem apostazji duchowej artykułu jest jego absolutna pustka w kwestii nadprzyrodzonych środków zbawienia. Gdy psycholog Yael Danieli mówi o „przemilczeniach” jako mechanizmie przekazu traumy, artykuł zgadza się, że „straumatyzowani rodzice przekazują kolejnym pokoleniom niepokój i nadwrażliwość, ale nie potrafią wypowiedzieć tego, czego doświadczyli”.
Katolicka odpowiedź na tę sytuację jest jedna: jedynym skutecznym „wypowiedzeniem” i uzdrowieniem z traumy grzechu pierworodnego i grzechów osobistych jest Spowiedź. Sakrament Pojednania, ustanowiony przez Chrystusa (J 20,22-23), jest jedynym prawdziwym lekarstwem na ranę grzechu. Jego mechanizm jest nadprzyrodzony: wybaczanie przez Kościół, działającą mocą Ducha Świętego, usuwa samą przyczynę duchowej choroby. Artykuł nie wspomina o spowiedzi, pojednaniu, łasce, sakramentach czy modlitwie. Jego „leczenie traumy” to wyłącznie „jej opowiedzenie” ludziom, „którzy chcą słuchać”. To jest dokładnie to, czego potępił św. Pius X w encyklice Pascendi Dominici gregis: redukcja religii do subiektywnego doświadczenia i moralizmu społecznego, pozbawiona sakramentalnej skuteczności.
„Leczenie traumy to prawie zawsze jej opowiedzenie. Opowiedzenie jej tym, którzy chcą słuchać.”
To zdanie jest kluczowe. W katolicyzmie leczenie rany duszy nie jest „opowiedzeniem”, lecz usłyszeniem i przyjęciem wyroku Bożego w sakramencie. Artykuł promuje psychologię jako substytut teologii, a terapię jako substytut sakramentu. Jest to esencja modernizmu: zamiana nadprzyrodzonego na przyrodzone, sakramentu na psychoterapię, Kościoła na wspólnotę terapeutyczną.
Relatywizacja moralnej odpowiedzialności i historycznej prawdy
Autor, powołując się na Andrzeja Ledera, wprowadza najbardziej niebezpieczny koncept:
„Mieliśmy tu do czynienia nie tyle ze świadkami, co z beneficjentami zbrodni. To zaś mimowolnie było źródłem przyjemności.”
Stwierdzenie, że bycie świadkiem zbrodni (np. Holokaustu) wiąże się z „mimowolną przyjemnością”, jest nie tylko psychologicznym okrucieństwem, ale i moralnym relatywizmem. Podważa ono klasyczny podział na winę i niewinność, czyniąc każdego świadka potencjalnym współodpowiedzialnym, a nawet współuczestnikiem. To prowadzi do całkowitego zamazania moralnego horyzontu. Katolicka etyka rozróżnia wyraźnie: świadek (który ma obowiązek sprzeciwu i ratunku), sprawca oraz beneficjent. Pomylenie tych kategorii jest konsekwencją odrzucenia obiektywnej moralności na rzecz psychologizmu. Co więcej, autor nie dostrzega, że taka teza jest doskonałym narzędziem do obrony zbrodniarzy – jeśli każdy jest „beneficjentem”, to nikt nie jest odpowiedzialny w sposób ostateczny.
Również próba zinterpretowania powojennego antysemityzmu jako „uogólnionej „winy świadka”” (cytując Michaela Steinlaufa) jest niebezpiecznym uproszczeniem. Katolicka nauka o odpowiedzialności moralnej jest jasna: antysemityzm to grzech, niezależnie od jego psychologicznych źródeł. Jego istnienie nie jest „wypadkową” traumy świadków, lecz aktem woli przeciwko Bożej miłości i sprawiedliwości. Artykuł, zamiast potępić antysemityzm jako zło, próbuje go „wytłumaczyć” traumą, co jest formą usprawiedliwiania.
Obliteration of the supernatural: the European „experience” without Christ
Najbardziej bluźnierczym stanowiskiem artykułu jest jego centralna teza, wyrażona w kontekście sztuki Warlikowskiego:
„Trauma świadków to esencja europejskiego doświadczenia.”
To stwierdzenie jest doktrynalnie fałszywe i heretyckie w swej konsekwencji. Prawdziwym, definitywnym „doświadczeniem Europy” – jak każdego człowieka i narodu – jest grzech pierworodny i konieczność odkupienia przez Krew Chrystusa. Jak naucza św. Pius X w Pascendi, jedynym lekarstwem na rozpad i zniszczenie (którego trauma jest jedynie symptomem) jest Chrystus, jego Ewangelia i jego Kościół. Artykuł całkowicie wymazał tę perspektywę.
Encyklika Piusa XI Quas Primas (1925) jest tu bezpośrednim i dosadnym kontrastem. Pius XI pisze, że nieszczęścia świata wynikają z wyrzeczenia się panowania Chrystusa. Jedyną nadzieją na pokój i porządek jest przywrócenie publicznego i prywatnego panowania Chrystusa Króla.
„Gdy Boga i Jezusa Chrystusa usunięto z praw i z państw… stało się, iż zburzone zostały fundamenty pod tąż władzą.” (Quas Primas)
Artykuł Bilewicza dokładnie odwraca tę logikę: zamiast widzieć w bezbożności i odrzuceniu Chrystusa przyczynę traumy i rozpadu, widzi w traumie (rozumianej psychologicznie) przyczynę odrzucenia wartości. To jest klasyczny błąd modernizmu: odwrócenie przyczyny i skutku, zamiana metafizyki na psychologię.
„Sprawiedliwi powrócą dopiero po latach” – bez odwołania do Krwi Chrystusa
Pod koniec artykuł odnosi się do „sprawiedliwych” (jak ratujących Żydów), którzy powracają „jako zbiorowe alibi”. To sformułowanie jest nie tylko historycznie nieprecyzyjne (wiele z nich zostało zabitych), ale i teologicznie puste. Katolicka odpowiedź na zło i traumę nie jest „alibi”, lecz ofiarą. Jedynym „sprawiedliwym”, który może być „alibiem” dla grzeszników, jest Jezus Chrystus, Ofiara Kalwaryjska, której moc jest wieczna i wystarczająca dla wszystkich pokoleń. Artykuł nie wspomina o Krzyżu, o Ofierze, o Odkupieniu. Jego „sprawiedliwi” to ludzie, którzy – jak się wydaje – „mieli wybór”, ale w kontekście całkowitej relatywizacji moralnej, ten „wybór” traci swój absolutny sens.
Katolickie nauczanie jest odmienne: każdy człowiek, nawet w ekstremalnej sytuacji, ma wolność i obowiązek wybrać Boga i dobro (por. encyklika Libertas Praestantissimum Leona XIII). Ta wolność jest łaską, a jej źródłem jest Krzyż. Bez odwołania do Krzyża i łaski, mówienie o „wyborze” jest bezwartościowe.
Symptomatologia: psychologizacja jako ostateczny etap apostazji
Artykuł Bilewicza jest symptomem zaawansowanej fazy apostazji, o której ostrzegał św. Pius X. W Lamentabili sane exitu potępiał błędy modernistów, które w tym artykule są w pełni obecne:
- Redukcja Pisma Świętego i historii do psychologii: historia Europy jest teraz tylko „doświadczeniem” traumy, nie historią zbawienia i grzechu.
- Odrzucenie nadprzyrodzonego: żadnego miejsca dla sakramentu, łaski, Bożego sądu, czy nieba.
- Ewolucja doktryny: pojęcie „winy” ewoluuje od stanu grzechu do mechanizmu obronnego.
- Utrata poczucia absolutu: moralność jest relatywizowana przez „obwinianie ofiar” jako mechanizm psychologiczny.
Artykuł ten jest właśnie tym, co Pius IX potępił w Syllabus Errorum: redukcją religii do psychologii i społeczności, usunięciem Boga z prawa i życia publicznego (błęd 55, 77-80). Jego „Europa” to Europa bez Chrystusa Króla, Europa, której jedynym lekarstwem jest „opowiedzenie” innym, a nie pokuta i nawrócenie.
Konkluzja: od psychologizacji do powrotu do katolickiej metafizyki
Artykuł Michała Bilewicza jest intelektualnie i duchowo szkodliwy. Przedstawia ludzkie cierpienie jako problem techniczny do rozwiązania przez psychologię społeczną i epigenetykę, całkowicie wymazując jego źródło – grzech pierworodny i osobiste – oraz jego jedyne prawdziwe lekarstwo – łaskę uzyskawaną przez sakramenty. Jego diagnoza „traumy świadka” jest prawdziwa w swojej obserwacji, ale całkowicie fałszywa w swojej interpretacji i całkowicie niewystarczająca w zaproponowanym „lekarstwie”.
Prawdziwe leczenie traumy, w katolickim rozumieniu, jest procesem metafizycznym: od przyznania się do grzechu (który jest ostatecznym źródłem wszelkiej traumy i rozpadu), przez usłyszenie wyroku odpuszczenia w spowiedzi, po przyjęcie łaski usprawiedliwienia, która uzdrawia naturę. To jest jedyne lekarstwo, które dotyka przyczyny, a nie tylko symptomów. Artykuł, w swej całkowitej niewiedzy o tym, jest tylko kolejnym dowodem na głęboką duchową zagładę, w jaką popadły struktury posoborowe, gdzie nawet najgłębsze cierpienie człowieka jest redukowane do dyskursu psychologicznego, a nie wzywającego wołania do Boga: „O Panie, zmiłuj się nade mną grzesznym!”.
Za artykułem:
Leczenie traumy to prawie zawsze jej opowiedzenie. O ile ktoś zechce słuchać (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 17.02.2026






