Portal „The Pillar” (20 lutego 2026) informuje o powstaniu inicjatywy „Dorothea Project”, grupy katolickich kobiet promującej „nauczanie społeczne Kościoła” i akcję modlitewną w odpowiedzi na politykę imigracyjną administracji Trumpa. Inicjatywa powstała w reakcji na zniesienie ochrony dla kobiet w ciąży i połogu w ośrodkach detencyjnych dla imigrantów, a jej nazwa łączy imiona Servant of God Dorothy Day i siostry Thea Bowman, z Maryją Matką Bolesną jako patronką. Grupa odrzuca etykiety polityczne, twierdząc: „Jesteśmy tu nie dlatego, że jesteśmy konserwatywni czy liberalni… jesteśmy tu, ponieważ jesteśmy katolikami”. Jej celem jest edukacja w zakresie „katolickiego nauczania społecznego” (CST) i mobilizacja do działań na rzecz godności imigrantów, w tym petycje do biskupów, modlitwy za konwersję agentów ICE oraz pomoc w ośrodkach detencyjnych.
Redukcja wiary do politycznego humanitaryzmu
Artykuł prezentuje wiarę jako zaangażowanie w sprawy społeczne, całkowicie pomijając jej nadprzyrodzony rdzeń. W całym tekście brak jest choćby jednego odniesienia do sakramentów, łaski, zbawienia duszy czy konieczności bycia w stanie łaski. To typowe dla modernistycznej redukcji religii do etyki społecznej. Prawdziwe katolickie nauczanie społeczne wypływa z dogmatów – z tajemnicy Trójcy Jedynego Boga, Wcielenia, Odkupienia – i ma na celu uporządkowanie społeczeństwa podległego Chrystusowi Królowi. Quas Primas Piusa XI (1925) wyraźnie naucza, że „pokój nie zajaśnieje narodom, dopóki jednostki i państwa wyrzekać się będą i nie zechcą uznać panowania Zbawiciela naszego”. Bez tego fundamentu działania są jedynie naturalistycznym humanitaryzmem, godnym uznania moralnie, lecz pozbawionym nadprzyrodzonej wartości. Projekt „Dorothea” nie wzywa do publicznego uznań Chrystusa za Króla narodów, nie domaga się, aby prawa państwowe odzwierciedlały Prawo Boże, nie wspomina o konieczności konwersji grzeszników. Jego „katolicyzm” sprowadza się do emocji i politycznych postaw, co jest dokładnym spełnieniem ostrzeżeń Piusa IX w Syllabus Errorum (1864), który potępił błąd, iż „Kościół jest wrogiem postępu nauk przyrodniczych i teologicznych” (błąd 57) oraz iż „prawda zmienia się wraz z człowiekiem” (błąd 58). Tu mamy ewolucję „katolicyzmu” w kierunku lewicowego aktywizmu.
Fałszywe autorytety i synkretyczna duchowość
Nazwa projektu łączy Dorothy Day (znaną z aktywizmu społecznego i sympatii do anarchizmu) oraz Theę Bowman (propagatorkę „sprawiedliwości rasowej” w duchu współczesnego antyrasizmu). Obie figury są mocno kontrowersyjne z perspektywy wiary przedsoborowej. Day otwarcie popierała stwardniałe ruchy lewicowe, a jej „solidarność z biednymi” miała często podtekst socjalistyczny. Bowman zaś promowała ekumenizm i relatywizację w imię „dialogu”. Uznawanie ich za wzorce duchowe jest niebezpieczne, gdyż wprowadza w Kościół ducha modernizmu, potępionego przez Piusa X w Lamentabili sane exitu (1907). Szczególnie niepokojące jest połączenie ich z Maryją Matką Bolesną – to próba synkretycznego „przejęcia” autentycznej pobożności marianowskiej dla legitymizacji modernistycznych idei. Maryja w tym kontekście staje się jedynie „wsparcie emocjonalne”, a nie Królowa Nieba i Zbawicielka, której royaltyzm wymaga podporządkowania całego życia Chrystusowi.
Milczenie o herezji współczesnych hierarchów
Grupa zwraca się do „biskupów” z prośbą o Speaking out. To jest kluczowy błąd teologiczny i praktyczny. W obecnej sytuacji, gdy większość biskupów na świecie jest heretykami (np. popierających herezje jak ekumenizm, wolność religijna, zmiany w moralności), zwracanie się do nich jak do prawdziwych pasterzy jest sprzeczne z nauką Kościoła. Św. Robert Bellarmin w De Romano Pontifice nauczał, że jawny heretyk traci urząd ipso facto. Kanon 188.4 Kodeksu Prawa Kanonicznego z 1917 r. stanowi, że urząd staje się wakujący na skutek samego faktu „publicznego odstępstwa od wiary katolickiej”. Większość współczesnych biskupów publicznie odrzuca wiarę w wyjątkowość Kościoła katolickiego (np. poprzez ekumenizm), więc są już poza Kościołem. Prośba do nich o interwencję jest więc prośbą do osób pozbawionych władzy, a współpraca z nimi – grzechem. Prawdziwa pomoc imigrantom (lub komukolwiek) musi pochodzić od prawdziwych katolików, a nie od heretyków.
Relatywizacja „sprawiedliwości społecznej” przez pryzmat polityki partyjnej
Grupa odrzuca etykiety „konserwatywny/liberalny”, ale jej własne działania (listy do biskupów, modlitwy za konwersję agentów państwowych) są wyraźnie lewicowo zorientowane w amerykańskim kontekście. Jej członkini, Ana Lopez, mówi o „rasowym profilowaniu”, a Kathy Phipps o „języku inwazji i przestępców”. To bezpośrednie przyjęcie lewicowej retoryki. Prawdziwe katolickie nauczanie społeczne, jak podkreślał Leon XIII w Rerum Novarum i Pius XI w Quadragesimo Anno, opiera się na zasadzie pomocniczości i wspólnego dobra, ale nigdy nie popiera ideologii, które są sprzeczne z prawem naturalnym (jak socjalizm, komunizm). Brak w artykule odwołania do encykliki Immortale Dei (1885) czy Libertas Praestantissimum (1888) Piusa X, które potępiały „wolność sumienia” jako herezję. Tu wolność jest rozumiana w duchu liberalnym, a nie katolickim.
Brak wymiaru nadprzyrodzonego i sakramentalnego
Najbardziej wymownym milczeniem jest całkowite pominięcie sakramentów. Prawdziwa pomoc bliźnim w katolicyzmie to nie tylko „działanie”, ale przede wszystkim modlitwa, ofiara, udzielanie sakramentów (np. spowiedź, namaszczenie chorych). W artykule nie ma mowy o konieczności nawrócenia grzeszników, o tym, że imigranci (jak wszyscy ludzie) potrzebują zbawienia duszy. To jest właśnie owoce soborowej rewolucji, która zredukowała wiarę do „sprawiedliwości społecznej”. Lamentabili sane exitu potępiło błąd, iż „sakramenty powstały w wyniku interpretacji… myśli i zamiarów Chrystusa” (błąd 40). Tutaj sakramenty są w ogóle pominięte, co jest jeszcze gorsze.
Zagrożenie synkretyzmem i ekumenizmem
Grupa nawiązuje do „Maryi Matki Bolesnej”, ale bez kontekstu jej królewskiej godności i roli w odkupieniu. To może prowadzić do banalnego, emocjonalnego kultu, a nie katolickiej dewocji. Ponadto, skupienie się na „godności” bez odwołania do konieczności bycia w łasce Bożej (a więc w stanie sprawiedliwości) jest niebezpieczne. Godność człowieka pochodzi od bycia obrazem Boga, ale jest zraniona przez grzech. Prawdziwa pomoc polega na przywróceniu tego obrazu przez łaskę, a nie tylko na poprawie warunków materialnych. To jest właśnie odróżnienie między katolicyzmem a humanitaryzmem.
Podsumowanie
„Dorothea Project” jest typowym przykładem modernistycznej apostazji: redukuje wiarę do działań społecznych, odrzuca autorytet prawdziwych hierarchów (lub nie rozpoznaje ich), promuje synkretyczne wzorce duchowości i operuje w kategoriach politycznych zamiast teologicznych. Jej „katolicyzm” to sekciarska reinterpretacja wiary w duchu soborowego ekumenizmu i humanitaryzmu. Prawdziwa pomoc imigrantom – jak każdemu bliźniemu – musi wynikać z miłości Chrystusa, objawionej w sakramentach i nauczanej przez prawdziwych nauczycieli wiary, a nie przez grupy odwołujące się do kontrowersyjnych postaci i pomijające najważniejsze: konieczność zbawienia duszy i publicznego królowania Chrystusa nad społeczeństwem.
Za artykułem:
'Catholic out loud' – Dorothea Project aims to spread Catholic social teaching (pillarcatholic.com)
Data artykułu: 20.02.2026




