Portal informuje o rosnącej krytyce unijnego systemu handlu emisjami (ETS) ze strony polityków takich jak kanclerz Niemiec Friedrich Merz i prezydent Francji Emmanuel Macron, którzy uznają go za nieskuteczne narzędzie ograniczania CO₂. Artykuł podkreśla, że rozszerzenie ETS na nowe branże (budownictwo, transport) spowoduje podwyżki cen paliw o około 30 zł za tankowanie w Polsce, pogłębiając biedę i osłabiając konkurencyjność Europy. System jest przedstawiony jako spekulacyjny, gdzie wygrywają tylko traderzy, a tracą firmy i konsumenci. Wobec tego Europa, zamiast szukać realnych rozwiązań, może pójść śladem USA, rezygnując z walki z ociepleniem. To świadectwo bankructwa świeckiej ideologii, która zamiast Chrystusa Króla, stawia bałwochwalczą wiarę w „zielony ład”.
Krytyka ETS: objaw głębokiej choroby duchowej, nie tylko ekonomicznej
Artykuł koncentruje się na kosztach ekonomicznych ETS, lecz całkowicie pomija najgłębszy wymiar problemu: odrzucenie panowania Chrystusa nad gospodarką i środowiskiem. System ETS nie jest jedynie błędem ekonomicznym – jest konsekwencją ateistycznej wizji świata, w której państwo świeckie, zamiast uznawać Boże prawo i cel stworzenia, tworzy własne, pychne „zbawienie” poprzez manipulacje rynkowe. Encyklika Piusa XI Quas Primas jest tu bezlitosna: „Gdy Boga i Jezusa Chrystusa usunięto z praw i z państw… stało się, iż zburzone zostały fundamenty pod tą władzą”. Unijna polityka klimatyczna, pozbawiona jakiejkolwiek referencji do Boga, prawa naturalnego czy celów nadprzyrodzonych człowieka, jest właśnie takim zburzeniem fundamentów. Państwo, które nie uznaje Chrystusa jako Króla, staje się tyranem, narzucając obciążenia, które niszczą rodziny i małe przedsiębiorstwa, podczas gdy wielki kapitał i spekulanci czerpią zyski. To jest właśnie owoce laicyzmu potępionego w Syllabus errorum Piusa IX (punkt 55: „Kościół powinien być oddzielony od państwa”).
Język „zielonej religii”: słownictwo herezji ekologicznej
Artykuł używa terminów takich jak „transformacja energetyczna”, „zeroemisyjność”, „zielony ład”. To nie jest neutralny język ekonomiczny – to słownictwo nowej sekty, która kłania się przed bałwanem „klimatu”. „Transformacja” i „zeroemisyjność” funkcjonują jako dogmaty niepodważalne, wobec których każdy wątpliwy jest wykluczony z dyskursu. To typowe dla modernistycznej herezji: stworzenie własnego słownictwa, które zamazuje tradycyjne pojęcia. W Lamentabili sane exitu św. Pius X potępia podobne manewry: „Kościół słuchający współpracuje w taki sposób z nauczającym… iż Kościół nauczający powinien tylko zatwierdzać powszechne opinie Kościoła słuchającego”. W unijnym „dialogu” klimatycznym „Kościół słuchający” (obywatele, firmy) ma tylko potwierdzać dogmaty „Kościoła nauczającego” (burekraci UE). To jest inwersja hierarchii – ludzie służą ideologii, a nie odwrotnie.
Teologiczny bankructwo: brak rozróżnienia między stworzeniem a Stwórcą
Największym grzechem współczesnego ekologizmu jest kult stworzenia zamiast Stwórcy. Artykuł, jak i cała dyskusja o ETS, operuje wyłącznie w kategoriach materialnych: ceny, emisje, gospodarka. Nie ma ani jednego słowa o obowiązku chrześcijańskim dbania o stworzenie jako daru Bożego, o konieczności umiaru i ascetyzmu, o tym, że prawdziwa ekologia zaczyna się od odrzucenia grzechu. W Quas Primas Pius XI przypomina, że królestwo Chrystusa jest „przede wszystkim duchowe” i „przeciwstawia się jedynie królestwu szatana”. Unijna „ekologia” nie ma nic z duchowości – to czysto materialistyczny, technokratyczny projekt, który w istocie służy jedynie utrwaleniu władzy biurokratów i wzmocnieniu kontroli nad ludźmi. To jest nowoczesna wersja panteizmu potępionego w Syllabus (punkt 1: „Bóg jest identyczny z naturą rzeczy”).
Symptomatologia: ETS jako owoc soborowej rewolucji i apostazji
System ETS mógł powstać tylko w kontekście Kościoła, który odrzucił Chrystusa Króla. Po Soborze Watykańskim II „Kościół” (sekcja posoborowa) zamilkł na temat obowiązku publicznej czci Chrystusa, a świat wypełnił pustkę nowymi religiami. Papież Pius XI w Quas Primas mówił wyraźnie: „Królestwo Odkupiciela naszego obejmuje wszystkich ludzi… Panowanie Jego mianowicie nie rozciąga się tylko na same narody katolickie… lecz panowanie Jego obejmuje także wszystkich niechrześcijan”. Oznacza to, że państwo ma obowiązek uznania prawa Chrystusa nad wszystkimi sprawami – także gospodarczymi i ekologicznymi. Brak tego głosu z Watykanu od 60 lat pozwolił na wyrosnięcie totalitaryzmu „zielonej” ideologii. ETS to nie jest polityka – to kult nowej, antychrześcijańskiej wiary, w której człowiek staje się „wyrównywaczem” kosmicznej równowagi, a nie poddany Bogu. To bezpośredni owoc modernizmu potępionego w Lamentabili (propozycje 64-65: „Kościół jest wrogiem postępu… Postęp nauk wymaga reformy pojęcia nauki chrześcijańskiej”).
Konkluzja: odwrót do Chrystusa Króla, nie do bałwochwalstwa
Krytyka ETS przez Merza i Macrona jest jedynie walką o wpływy między świeckimi frakcjami. Nie ma tam miejsca na prawdę katolicką. Prawdziwym rozwiązaniem nie jest reforma ETS, lecz całkowite odrzucenie systemów, które stawiają człowieka w miejscu Boga. Katolik ma obowiązek sprzeciwiać się takim systemom nie z powodów ekonomicznych, ale z teologicznych: naruszają one pierwsze przykazanie (czczymy jednego Boga) i odsuwają Chrystusa od Jego królestwa. Pius XI w Quas Primas wezwał do corocznego święta Chrystusa Króla jako lekarstwa przeciwko „zeświecczeniu czasów obecnych”. Dziś ten „zielony” sektyrski kult jest apogeum tego zeświecczenia. Odpowiedzią nie jest inny system ekonomiczny, ale nawrócenie się do Chrystusa i Jego niezmiennej nauki: „Szukajcie najpierw Królestwa Bożego i Jego sprawiedliwości, a wszystko inne będzie wam dodane” (Mt 6,33). ETS i podobne projekty są przejawem braku tej pierwszeństwa.
Za artykułem:
Droższe paliwo, słabsza gospodarka. Europa zaczyna wątpić w system ETS (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 24.02.2026


