Portal „Gość Niedzielny” relacjonuje o wniosku I prezes Sądu Najwyższego, Małgorzaty Manowskiej, o rozstrzygnięcie przez pełny skład SN statusu sędziów powołanych po 2017 roku. Artykuł koncentruje się na proceduralnych aspektach „niezawisłości sądu” i „standardów prawa UE”, całkowicie pomijającfundamentalne pytanie o źródło i cel sprawiedliwości oraz o legitymizację samych struktur, w których toczy się ten spór. Jest to klasyczny przykład naturalistycznego, świeckiego rozumienia prawa, skrajnie sprzecznego z katolicką doktryną o państwie i sprawiedliwości.
Redukcja sprawiedliwości do proceduralnego formalizmu
Artykuł operuje wyłącznie w kategoriach proceduralnych: „skład orzekający”, „standard niezawisłego i bezstronnego sądu ustanowionego ustawą”, „nieważność postępowania”, „przyczyna odwoławcza”. Jest to czysta formalność prawnicza, pozbawiona jakiegokolwiek odniesienia do rzeczywistej sprawiedliwości (iustitia) rozumianej jako cnota moralna dążąca do przywrócenia ładu zgodnego z prawem Bożym. Pytanie, czy dany sąd orzeka zgodnie z prawem naturalnym i prawem Bożym, jest całkowicie przemilczane. W świetle encykliki Quas Primas Piusa XI, która ustanowiła święto Chrystusa Króla, każde prawodawstwo i orzecznictwo musi ostatecznie odnosić się do władzy Chrystusa:
„Gdy Boga i Jezusa Chrystusa usunięto z praw i z państw… stało się, iż zburzone zostały fundamenty pod tąż władzą, gdyż usunięto główną przyczynę, dlaczego jedni mają prawo rozkazywać, drudzy zaś mają obowiązek słuchać” (Pius XI, Quas Primas).
System, w którym spór o legitymację sędziów toczy się wyłącznie w kategoriach wewnętrznych procedur ustawowych (nawet tych uznanych za „wadliwe”), bez odniesienia do najwyższego prawa Bożego, jest właśnie konsekwencją usunięcia Chrystusa z prawa. Jest to bankructwo doktrynalne współczesnego pojmowania sprawiedliwości.
Konsekwencje apostazji w wymiarze sprawiedliwości
Artykuł przyjmuje za pewnik legitymizację państwa i jego sądów jako autonomicznych bytów, których jedynym problemem jest wewnętrzna spójność procedur. Jest to bezpośrednie zaprzeczenie nauczania Piusa IX w Syllabus of Errors, który potępił jako błąd:
„Nauka Kościoła jest wrogiem dobrobytowi i interesom społeczeństwa” (punkt 40).
I, co za tym idzie:
„Władza cywilna może ingerować w sprawy religijne, moralne i duchowe… może wydawać orzeczenia dotyczące instrukcji dla sumień” (punkt 44).
Manowska, zwracając się do SN jako instytucji „ustanowionej ustawą”, dokonuje akceptacji założenia, że suwerenność państwa jest ostateczna. Zapomina, że – jak poucza Pius XI – każda władza świecka jest podporządkowana Chrystusowi Królowi. Jej wniosek, choć technicznie poprawny w obrębie systemu, legitymizuje sam ten system, który – poprzez uznanie Trybunału Konstytucyjnego czy TSUE za źródło prawa – podporządkowuje polskie prawo obcym, często antychrześcijańskim, ideologiom. Jest to apostazja w działaniu: uznanie prawa człowieka (w rozumieniu świeckim) za wyższe niż prawo Boże.
Milczenie o Chrystusie Królu jako herezja praktyczna
Najbardziej wymownym „milczeniem” w artykule jest całkowite pominięcie Chrystusa jako źródła sprawiedliwości i władzy. Nie ma słowa o tym, że sędziowie, jako urzędnicy państwa, mają obowiązek publicznego uznania panowania Chrystusa, o czym pisał Pius XI:
„Niechaj więc obowiązkiem i staraniem Waszym będzie… aby w dniu oznaczonym przed tą doroczną uroczystością wygłoszono… w którychby ten lud dokładnie pouczony był o istocie, znaczeniu i ważności tego święta, wezwano, by tak życie urządził i ułożył, iżby ono odpowiadało życiu tych, którzy wiernie i gorliwie słuchają rozkazów Boskiego Króla” (Quas Primas).
Spór o sędziów, w którym nie padają słowa o obowiązku orzekania zgodnie z prawem Bożem, jest herezją praktyczną. Jest to herezja milczenia, która oddziela moralność od prawa, a państwo od Chrystusa. Artykuł, skupiając się na „niezawisłości” rozumianej jako niezależność od politycznej kontroli, przemilcza niezawisłość od prawa Bożego, która jest jedyną prawdziwą niezawisłością. Sędzia, który nie orzeka w świetle prawa naturalnego i objawionego, jest – z katolickiej perspektywy – niesprawiedliwym sędzią, niezależnie od tego, czy jego nominacja spełniała procedury ustawowe.
Symulacja prawa w sekcie posoborowej
Cały spór toczy się w obrębie struktur, które – z perspektywy integralnego katolicyzmu – są sekcją posoborową. „Sąd Najwyższy” Polski po 1958 roku, działający w ramach konstytucji uznającej „neutralność religijną” państwa (co jest potępione w Syllabus, pkt 19, 55), nie jest sądem w rozumieniu katolickim. Jest to organ państwa, które – jak pisał Pius IX – „usunęło Boga z praw”. Dlatego żadna procedura, żadne „rozstrzygnięcie” tego SN, nie zyska katolickiej legitymacji. Artykuł traktuje ten organ jak coś realnego i ważnego, podczas gdy z punktu widzenia wiary jest on symbolem buntu stworzenia przeciwko Stwórcy.
Manowska szuka rozwiązania wewnątrz systemu, podczas gdy jedynym katolickim rozwiązaniem jest publiczne wyrzeczenie się świeckiego państwa i uznanie wyłącznej władzy Chrystusa Króla. Jej wniosek, choć może być taktycznie korzystny dla jednej ze stron politycznego sporu, utrwala iluzję, że sprawiedliwość może istnieć bez Chrystusa. Jest to duchowy oszustwo najwyższego rzędu.
Wniosek: Artykuł jest symptomaticznym wyrazem apostazji współczesnego świata, który – nawet w sprawach tak poważnych jak status sędziów – nie potrafi wyjść poza kategorie proceduralnego naturalizmu. Milczy o Bogu, milczy o grzechu, milczy o odkupieniu. Jest to dokument duchowego upadku narodu, który – odrzuciwszy Chrystusa Króla – nie ma pojęcia o prawdziwej sprawiedliwości. W świetle Quas Primas, jedynym lekarstwem na tę „głupotę” (w sensie buntu przeciw mądrości Bożej) jest publiczne i urzędowe uznanie panowania Jezusa Chrystusa nad wszystkimi sprawami ludzkimi – czego ani artykuł, ani jego protagonistowie nie tylko nie robią, ale nawet nie rozumieją jako możliwości.
Za artykułem:
Sąd Najwyższy rozstrzygnie? (gosc.pl)
Data artykułu: 24.02.2026




