Portal Gość Niedzielny (24 lutego 2026) informuje o oświadczeniu rzecznika prasowego archidiecezji gnieźnieńskiej, ks. Remigiusza Malewicza, dotyczącego kontrowersyjnej wystawy w Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie. Wystawa prezentuje wizerunki religijne, w tym Jezusa Chrystusa, w konwencji memów z podpisami „budzącymi ból i poczucie braku należnego szacunku”. Rzecznik wyraża „głębokie zaniepokojenie” i „ubolewanie”, przypomina o wolności twórczości i odpowiedzialności za słowo, oraz informuje, że zastrzeżenia zostały przekazane dyrekcji muzeum.
Kapitulacja przed bluźnierstwem zamiast obrony czci Boga
Oświadczenie kurii gnieźnieńskiej jest klasycznym przykładem tego, czym stała się hierarchia „Kościoła” posoborowego: instytucja, która widzi profanację najświętszych wizerunków, a odpowiada na to językiem biurokratycznego ubolewania i dyplomatycznych sugestii. Zamiast stanowczego potępienia i żądania natychmiastowego zamknięcia wystawy, otrzymujemy frazy o „wolności twórczości artystycznej” i „autonomii instytucji kultury”. Jest to właśnie ta sama relatywizująca i naturalistyczna mentalność, którą Pius IX potępił w Syllabus of Errors, zwłaszcza w błędach 77 i 79 dotyczących wolności kultów i ich szkodliwości. Gdzie jest głos, który przypomina, że dla wierzącego wizerunek Chrystusa nie jest „elementem kulturowego przekazu”, ale oknem na niebo i przedmiotem latrii? Gdzie jest odwołanie do pierwszej i drugiej przykazania, które zabrania czynienia sobie grawerów i obrazów w celu ich adoracji, ale także – a przede wszystkim – wymaga czci i szacunku dla tego, co reprezentują? Milczy się tu o najgłębszej prawdzie: obrazy święte są sacramentalia, drogami łaski, a ich publiczne znieważanie jest bluźnierstwem i grzechem wołającym do nieba o pomstę.
Analiza języka: „ból”, „szacunek”, „wolność” – słownictwo apostazji
Język oświadczenia jest diagnostyczny dla choroby, która zjadła współczesne struktury. Użyto słów: „ból”, „poczucie braku należnego szacunku”. To język subiektywizmu i psychologizmu, a nie języka prawa Bożego i obiektywnej moralności. Nie chodzi o to, czy ktoś „odczuwa ból”, ale o to, że Bóg został obrażony. Prawda wiary i moralność są obiektywne, nie zależą od subiektywnych odczuć „wśród wiernych”. Kolejna kluczowa fraza: „szanujemy wolność twórczości artystycznej oraz autonomię instytucji kultury”. To bezpośrednie powtórzenie błędów liberalizmu z Syllabusu (błęd 77, 78, 79), które Pius IX nazwał „pestami”. Wolność, o której mówi Kościół, jest wolnością w prawdzie (J 8,32), nie wolnością od prawdy. Autonomia kultury, która staje się sędzią nad sacrum, jest właśnie tym „zeświecczeniem”, o którym Pius XI mówił w Quas Primas, które „usunęło Jezusa Chrystusa i Jego najświętsze prawo z życia prywatnego, rodzinnego i publicznego”. Rzecznik kurii, zamiast przypomnieć o królewskiej godności Chrystusa, która wymaga, aby „wszystkie języki wyznawały, że Pan nasz Jezus Chrystus jest w chwale Boga Ojca” (Fil 2,10-11), staje po stronie autonomii świata, który „wyrzucił z państwa Boga” (Pius XI).
Teologiczne bankructwo: milczenie o sakramentach, łasce i sądzie ostatecznym
Najbardziej wymowny jest to, czego nie ma w oświadczeniu. Nie ma słowa o grzechu. Nie ma słowa o prawie Bożym. Nie ma słowa o sądzie Bożym, który czeka na każdego, kto znieważa Boga i to, co Jego święte. Nie ma wezwania do publicznej pokuty i naprawy szkody. Nie ma przypomnienia, że w Kościele istnieje prawo kanoniczne (kan. 1319-1320 KPK 1917) karzące za publiczne bluźnierstwo. To milczenie jest nie przypadkowe – jest ono symptomem głębokiej apostazji, o której mówi Pius X w Lamentabili sane exitu (propozycja 63: „Kościół nie jest zdolny skutecznie obronić etyki ewangelicznej, ponieważ niezmiennie trwa przy swych poglądach”). Kuria gnieźnieńska, reprezentująca strukturę posoborową, nie może bronić etyki ewangelicznej, bo sama ją zdradziła. Jej język jest językiem biurokracji świeckiej, a nie Pastora, który ma „żelazo w ręku” (Ps 2,9) i „strzec wiernych od wilka” (Ew 10,11-12).
Symptomatyczne: „kościół” po Soborze i jego relatywizm wobec sacrum
Reakcja kurii jest idealnym studium przypadku na to, jak Sobór Watykański II i jego ducha dokonały całkowitego odwrócenia od niezmiennej Tradycji. Sobór Trydencki (ses. XXV) nauczał jednoznacznie, że „wizerunki Chrystusa i Wcielonego Słowa Bożego… należy czcić… nie dlatego, by wierzyć, że w nich jest jakaś boskość… ale ponieważ cześć oddawana obrazom odnosi się na wzorowane z nich oryginały”. Wystawa w Gnieźnie jest bezpośrednim atakiem na tę zasadę – atakiem na samą zasadę wzoru. A odpowiedź? Dyplomatyczne „ubolewanie”. To właśnie jest owocem „ekumenizmu” i „dialogu ze światem”, które Pius XI w Quas Primas nazwał „zarażą” i które prowadzą do „zburzenia całego społeczeństwa”. Struktury okupujące Watykan i diecezje nie mają już wiary w absolutny prymat Prawa Bożego. Stoją po stronie „dialogu”, „wolności”, „autonomii”, podczas gdy Chrystus Król jest z nich wypędzony. Jak trafnie zauważył Pius IX w Syllabus (błąd 55): „Kościół powinien być oddzielony od Państwa, a Państwo od Kościoła”. Ta separacja jest dziś kompletna: muzeum (instytucja świecka) robi, chce, a „kościół” (instytucja posoborowa) jedynie „ubolewa”. To już nie jest spór o sztukę – to jest spór o suwerenność Chrystusa nad kulturą i społeczeństwem. I w tym sporze „kuria” już dawno się poddała.
Konfrontacja z niezmiennym magisterium: co powinno być zrobione?
Z punktu widzenia integralnego katolicyzmu sprzed 1958 roku odpowiedź na taką wystawę jest jedna i oczywista. Pius XI w Quas Primas nauczał, że królestwo Chrystusa „obejmuje wszystkich ludzi” i że „władza Jego królewska zawiera w sobie” władzę prawodawczą i sądowniczą. Oznacza to, że władza publiczna ma obowiązek chronić czść Boga i prawa Jego Kościoła. Kanon 2324 KPK 1917 potępia publiczne bluźnierstwo i przewiduje karę ekskomuniki latae sententiae. Zatem prawdziwy biskup (nie posoborowy „biskup”) miałby obowiązek: 1) natychmiastowego i publicznego potępienia wystawy jako bluźnierstwa i skandalu; 2) żądania od władz państwowych (które, jak mówi Pius XI, „nie powinny odmawiać publicznej czci Chrystusowi”) zamknięcia wystawy i usunięcia profanujących materiałów; 3) ogłoszenia, że osoby publicznie znieważające wizerunki Chrystusa – w tym artystów i kuratorów muzeum – znajdują się w stanie publicznego grzechu ciężkiego i nie mogą być przyjmowane do komunii świętej; 4) ogłoszenia specjalnych nabożeństw pokutnych i procesji ekspozycyjnej Najświętszego Sakramentu jako odpowiedzi na bluźnierstwo. Taka byłaby postawa Pastora, który „nie przyszedł, aby mu służono, lecz aby sam służył” (Mt 20,28) i który „strzegąc wiernych od wilka” (Ew 10,11), nie może tolerować, by wilk (tu: duch sekularyzmu) wchodził do owczarni i szarpiał baranki.
Zamiast tego, kuria gnieźnieńska, jak cała sekta posoborowa, udaje, że walczy, podczas gdy kapituluje. Jej język jest językiem świata – „wolność”, „autonomia”, „odpowiedzialność za słowo” – a nie językiem Bożym: „grzech”, „pokuta”, „sąd”, „łaska”, „czcigodność”. To ostateczny dowód, że struktury, które zajmują dawne kościelne siedziby, nie są już Kościołem Chrystusa, ale „hydą spustoszenia”, która „zepsuła całą ziemię” (Ap 11,18). Wierny katolik nie może uznać takiego „oświadczenia” za wystarczające. Ma obowiązek: 1) publicznie i stanowczo potępić tę i każdą profanację sacrum; 2) odrzucić wszelką współpracę z instytucjami, które pozwalają na takie działania; 3) modlić się o nawrócenie grzeszników, ale także o pokutę i nawrócenie samych struktur posoborowych, które przez 60 lat milczą w obliczu bluźnierstwa, a gdy już mówią, to językiem, który nie jest już językiem Boga, ale języka szefa biura prasowego.
Za artykułem:
Kuria zareagowała na kontrowersyjną wystawę w gnieźnieńskim muzeum (gosc.pl)
Data artykułu: 24.02.2026




