Cytowany artykuł w „Tygodniku Powszechnym” (24.02.2026) entuzjastycznie recenzuje dwa ostatnie spektakle Agaty Dudy-Gracz, które wykorzystują motywy malarstwa sakralnego (Memling, Caravaggio) i wizerunki Najświętszej Maryi Panny. Recenzent chwali artystkę za „osobiste i bezkompromisowe” podejście, „obrazoburczą komedię”, „śmiech” jako narzędzie krytyki Kościoła oraz za tworzenie „frenetycznych obrazów epoki” pełnych „hipokryzji, pustki i blichtru Kościoła”. Artykuł gloryfikuje autonomię artysty, która „nie kłania się nikomu” i „mówi o tych, o których chce i jak chce”, traktując święte tematy jako materiał do subiektywnej, często drwnej, inscenizacji.
Poziom faktograficzny: redukcja sacrum do psychologizmu i satyry społecznej
Artykuł opisuje spektakle, które w znamienny sposób redukują głęboko sacralne tematy – obraz „Zaśnięcie Najświętszej Marii Panny” Caravaggia czy „Sąd ostateczny” Memlinga – do poziomu psychologicznego rozkładu jednostki (szaleństwo malarza) lub komedii obyczajowej o hipokryzji. Recenzent wyraźnie wskazuje, że artystka „w najmniejszym stopniu nie interesowała się literalną wiernością faktom”, a jej celem jest „obraz epoki ciemnej i niejednoznacznej”, który „nakłuwa śmiechem”. Święty obraz staje się więc przedmiotem dekonstrukcji, a nie przedmiotem kultu. Brak jakiegokolwiek odniesienia do teologicznego znaczenia przedstawianych scen, do ich roli w nauczaniu Kościoła (cf. *Quas Primas* Piusa XI o sztuce służącej królestwu Chrystusa), czy do konieczności czci wobec przedstawień sacrum. Faktograficznie, artykuł dokumentuje proces, w którym sacrum jest przekształcane w materiał do artystycznej gry, gdzie „łatwiej jest nosić emblematy świętości, niż pozostać człowiekiem” – odwracając tym samym hierarchię wartości katolickiej, gdzie świętość jest celem, a nie emblematem do krytyki.
Poziom językowy: słownictwo modernizmu i buntu przeciwko hierarchii
Język recenzji jest przeładowany terminami odzwierciedlającymi modernistyczną mentalność: „osobiste i bezkompromisowe”, „własnych warunkach”, „nie kłania się nikomu”, „mówi o tych, o których chce i jak chce”. To jest język radykalnej autonomii artysty, odrzucającej zewnętrzne normy – w tym oczywiście normy teologiczne i dyscyplinarne Kościoła dotyczące sztuki sakralnej. Określenie „obrazoburcza komedia” jest szczególnie wymowne: „obrazoburczość” (iconoclasm) to grzech przeciwko czci due dla świętych obrazów, potępiany przez Kościół. Używanie „śmiechu” jako głównego narzędzia ataku na Kościół przypomina metody oświecenia i modernistycznej krytyki, które Pius X w *Lamentabili sane exitu* potępił jako dążenie do „nowości” niszczących dziedzictwo (propozycje 1-8). Ton artykułu jest tryumfalistyczny wobec tej destrukcyjnej autonomii, co stanowi bezpośrednie naruszenie zasad *Quas Primas*, gdzie Pius XI podkreśla, że sztuka musi być „przystosowana” do celów Kościoła i nie może być „wolna od wszelkiej kontroli” (w sensie dobrym, czyli kierującej).
Poziom teologiczny: demontaż królestwa Chrystusa w sztuce
Tu błąd jest fundamentalny. Encyklika *Quas Primas* (1925) Piusa XI stanowi, że „Królestwo Chrystusa jest przede wszystkim duchowe” i rozciąga się na wszystkie sfery życia, w tym na sztukę. Papież pisze: „Jeżeli wszyscy ludzie prywatnie i publicznie uznali nad sobą władzę królewską Chrystusa, wówczas spłynęłyby na całe społeczeństwo niesłychane dobrodziejstwa”. Sztuka, jako forma publicznego wyrazu, podlega temu panowaniu. Artykuł gloryfikuje natomiast dokładną przeciwność: sztukę, która „nie kłania się” Chrystusowi jako Królowi, która używa Jego obrazów i obrazów Jego Świętych do „śmiechu” i „obrazoburstwa”. To jest jawne odrzucenie zasady, że „wszystkie prawa królewskiej godności i władzy Chrystusa” muszą być uznawane w sztuce (Quas Primas). Recenzent chwali „bezkompromisowość”, która w kontekście katolickim jest grzechem: bezkompromisowość wobec prawdy objawionej, a nie wobec kaprysów artysty. Ponadto, redukowanie postaci Najświętszej Maryi Panny do tytułowej „Leny” w kontekście „między nogami” jest skrajnym profanacją, sprzeczną z pierwszym przykazaniem i czcią due Matce Bożej. W *Syllabus Errorum* Piusa IX błąd 64 potępia „niewierność wobec wiary i moralności pod płaszczykiem miłości ojczyzny” – tu mamy niewierność wobec sacrum pod płaszczykiem „artystycznej wolności”.
Poziom symptomatyczny: owoce soborowej rewolucji i apostazji
Ten typ teatru jest nieodłącznym owocem post-Vaticanum II. Sobór Watykański II w konstytucji o sztuce sakralnej (*Sacrosanctum Concilium*) otworzył drzwi do subiektywizmu i „nowości” w sztuce kościelnej, odrzucając tradycyjne normy. To właśnie doprowadziło do sytuacji, gdzie „wielkie instytucje” (jak Teatr Śląski czy Wybrzeże) finansują spektakle, które – jak pisze recenzent – „nie kłaniają się nikomu”, czyli nie uznają żadnej zewnętrznej autorytetu, w tym Kościoła, w kwestii interpretacji sacrum. Symptomatyczne jest, że artystka „znajduje sposób na autorski teatr w ramach wielkich instytucji” – to model współpracy z systemem, który samego siebie odrzucił. „Osobiste i bezkompromisowe” staje się synonimem herezji: herezji o autonomii człowieka wobec Boga, o subiektywizmie w wierze, o prawie do reinterpretacji objawienia. Recenzent zauważa, że spektakle mają „osobny wymiar” i są „bezkompromisowym komentarzem do współczesności” – ale komentarzem z perspektywy odrzucenia królestwa Chrystusa. To jest dokładnie to, co Pius XI w *Quas Primas* nazwał „zeświecczeniem czasów obecnych”, które „odmawiało Kościołowi władzy nauczania ludzi, wydawania praw, rządzenia narodami”. Teatr staje się polem tej walki: nie służąc Chrystusowi Królowi, służy królestwu człowieka, jego pysze i jego pogardzie dla sacrum.
Podsumowanie: Artykuł dokumentuje i gloryfikuje proces, w którym sztuka sakralna – pod płaszczykiem „artystycznej wolności” i „osobistego komentarza” – staje się narzędziem demitologizacji i świętokradztwa. Jest to przejaw współczesnej apostazji, gdzie to, co święte, jest przedmiotem drwiny, a autonomia artysty staje się idolem. W świetle niezmiennej doktryny katolickiej (Quas Primas, Lamentabili sane exitu, Syllabus Errorum) taka sztuka nie jest tylko zła – jest sprzeczna z samym fundamentem relacji między Kościołem a sztuką. Sztuka katolicka musi służyć „powszechnemu królestwu Chrystusa” (Pius XI), a nie być forum dla subiektywistycznej „bezkompromisowości”, która w rzeczywistości jest kompromisem ze światem i jego duchem negacji sacrum. Prawdziwa sztuka katolicka prowadzi do Boga; ta, którą gloryfikuje artykuł, prowadzi do siebie i do pustki, którą recenzent nazywa „obrazem epoki ciemnej i niejednoznacznej” – epoki, która odrzuciła Koronę Chrystusa.
Za artykułem:
Agata Duda-Gracz i teatr malarzy. Osobiste i bezkompromisowe nowe spektakle (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 24.02.2026



