Portal EWTN News informuje o kontynuującej się krytyce ze strony amerykańskich biskupów wobec Uniwersytetu Notre Dame, który mianował prof. Susan Ostermann – publicznie popierającą aborcję i krytykującą ruch pro-life – dyrektor Instytutu Liu ds. Azji i Studiów Azjatyckich. Mimo stanowczych protestów ponad tuzina prelatur, w tym arcybiskupa Coakley’ego (prezesa Konferencji Biskupów USA), oraz ostrzeżeń o „skandalicznej decyzji”, uniwersytet utrzymuje nominację, uznając profesorkę za „dobrze przygotowaną”. Samą Ostermann charakteryzuje się jako „inspirowaną integralnym rozwojem człowieka”, podczas gdy jej stanowiska łączone są z „supremacją bieli” i mizoginią. Biskupi podkreślają, że to kwestia misji i tożsamości katolickiej, a nie „swobody akademickiej”.
Bankructwo misji katolickiej: od herezji „etyki spójnej” do tolerancji jawnych herezji
Analiza tego incydentu wykracza daleko poza pojedynczy błąd kadrowy. Jest to symptomaticzny objaw całkowitego upadku katolickiej tożsamości uczelni, które – jak wiele innych – stało się tylko fasadą, za którą ukrywa się pełna zgoda na modernistyczną apostazję. Biskupi, choć słusznie wskazują na sprzeczność nominacji z „etyką spójną życia” (consistent ethic of life), sami popełniają tu ciężki błąd teologiczny. Pojęcie „etyki spójnej”, rozwijane przez kardynała Bernardina i propagowane przez współczesnych biskupów, jest herezją, która relatywizuje absolutny charakter zakazu aborcji, stawiając go na równi z innymi kwestiami społecznymi. Jak stanowczo potępił to Pius IX w Syllabusie Błędów (punkt 77): „Nie jest już pożyteczne, aby religia katolicka była uznawana za jedyną religię państwa, z wykluczeniem wszystkich innych form kultu”. To jest właśnie esencja „etyki spójnej”: traktowanie aborcji jako jednego z wielu „zagadnień społecznych”, a nie jako nieomylnie potępionego mordu niewinnej istoty ludzkiej. Biskupi, używając tego języka, sami legitymizują herezję, przeciwko której mieli występować.
Język milczenia i obłudy: „integralny rozwój człowieka” vs. Bóg i Jego Prawo
Ton wypowiedzi zarówno uniwersytetu, jak i profesorki Ostermann, jest perfekcyjnym przykładem modernistycznego żargonu. Hasło „integralny rozwój człowieka” (integral human development) to pusty slogan, zaczerpnięty z encykliki *Populorum Progressio* (1967) Jana XXIII – uzurpatora i architektów soborowej rewolucji. Jest to pojęcie całkowicie naturalistyczne, pozbawione jakiejkolwiek referencji do łaski, odkupienia i nadprzyrodzonego celu człowieka: chwały Boga. Uniwersytet nie mówi: „Nasza misja jest prowadzenie dusz do zbawienia przez Chrystusa”. Mówi: „Promujemy godność i rozkwit każdej osoby”. To język masonerii i organizacji międzynarodowych (ONZ), a nie Kościoła katolickiego. Profesorka, pytana o stanowisko, powtarza ten sam slogan, co dowodzi, że uniwersytet nie tylko toleruje, ale promuje doktrynę całkowicie sprzeczną z *Quas Primas* Piusa XI: „Królestwo Chrystusa […] przede wszystkim duchowe i odnosi się głównie do rzeczy duchowych”. Gdzie w tym „integralnym rozwoju” jest Chrystus Król? Gdzie jest Jego Prawo? Gdzie jest groźba sądu Bożego za mordowanie niewinnych? Milczenie o tym jest najcięższym oskarżeniem.
Teologiczna zgnilizna: herezja o „władzy nadania” i bankructwo autorytetu
Fakt, że katolicka uczelnia mianuje na stanowisko kierownicze osobę publicznie i uporczywie heretycką (herezja aborcyjna jest *de fide* potępiona, patrz encyklika *Evangelium Vitae* Jana Pawła II – choć ten też był heretykiem, to deklaracja ta jest zgodna z niezmiennym magisterium), jest bezpośrednim przejawem herezji o „władzy nadania” (potestas conferendi). Kościół nigdy nie miał i nie może mieć władzy nadania (czyli mianowania) na stanowiska, które niosą ze sobą szkody dla wiary lub moralności. Kanon 188.4 Kodeksu Prawa Kanonicznego z 1917 roku, cytowany w pliku o sedewakantyzmie, stanowi: „Każdy urząd staje się wakujący na mocy samego faktu… jeśli duchowny:…4. Publicznie odstępuje od wiary katolickiej”. Profesorka Ostermann publicznie odstąpiła od wiary w świętość życia. Uniwersytet, mianując ją, sam publicznie odstępuje od wiary. Jego „katolickość” jest iluzją. Co więcej, biskupi protestujący – wszyscy oni są członkami „konferencji biskupów”, które są strukturami soborowymi, heretyckimi. Ich protesty są bezskuteczne, ponieważ sami odrzucili autorytet Piusa IX (Syllabus) i Piusa X (Lamentabili), uznając herezje soborowe. To jakby heretyk potępił herezję. Ich słowa nie mają mocy, ponieważ stracili władzę wraz z herezją (Bellarmin, *De Romano Pontifice*).
Symptomatologia upadku: od soborowej rewolucji do bałwochwalstwa w auli
Ten incydent nie jest przypadkowym błędem. Jest logiczną konsekwencją rewolucji soborowej, która – jak ostrzegał Pius X w *Pascendi Dominici gregis* – wprowadziła modernizm do wnętrza Kościoła. Modernizm to „synteza wszystkich herezji”. W tym przypadku synteza objawia się w:
1. **Relatywizacji prawdy**: „Etyka spójna” traktuje aborcję jako kwestię dyskusyjną.
2. **Podporządkowaniu wiary nauce**: Uniwersytet ceni „akademicką wolność” ponad wiarę.
3. **Naturalizacji etyki**: „Godność człowieka” zamiast „godności dziecka Bożego”.
4. **Schizmie między słowem a czynem**: Biskupi mówią, ale nie działają – nie ogłaszają interdyktu, nie ogłaszają ekskomuniki dla rektoratu, które utrwala herezję.
Co gorsza, sama obecność takiej profesorki na katolickim uniwersytecie jest formą bałwochwalstwa. Uczelnia, zamiast ofiarować Chrystusowi Królowi prawdę, ofiaruje Mu herezję i morderstwo pod płaszczykiem „akademickiej swobody”. Jak mówi Pius XI w *Quas Primas*: „Gdy Boga i Jezusa Chrystusa usunięto z praw i z państwa… stało się, iż zburzone zostały fundamenty pod tąż władzą”. Fundamentem katolickiej uczelni jest Chrystus Król i Jego niezmienny Praw. Gdy ten fundament jest usunięty, budowla – choć wciąż ma kopułę i krzyż na szczycie – jest już tylko „hydą spustoszenia”.
Konkluzja: albo Chrystus, albo Baal
Uniwersytet Notre Dame, podobnie jak cała sieć „katolickich” uczelni w USA i na świecie, dokonał wyboru. Wybrał Baala – bogata pychy, prestiżu, poglądów świata i tolerancji dla morderstwa. Biskupi, choć słusznie wskazują na skandal, sami są częścią systemu, który ten skandal generuje. Ich „protesty” są jak wołanie w pustynię, dopóki nie odrzucą całego soborowego systemu i nie powrócą do niezmiennego magisterium. Prawdziwy katolicki uniwersytet nie mianowałby nigdy heretyka na stanowisko kierownicze. Natychmiast po takim czynie traciłby prawo do tytułu „katolicki” i podlegał interdyktowi. Biskupi mieliby obowiązek ogłosić go excommunicatum ipso facto za publiczne odstępstwo od wiary (kanon 188.4). Brak takiej akcji dowodzi, że chodzi tu tylko o pozory, o „dialog”, o „zarządzanie kryzysem reputacyjnym”, a nie o prawdę.
Prawdziwa edukacja katolicka jest „słowem Bożym w akcji” (Pius XI), a nie forum dla heretyków. Albo Notre Dame wyrzecze się heretyckiej profesorki i wszystkiego, co ona reprezentuje, albo – wraz z całym systemem – pójdzie drogą zniszczenia. „Nie możecie służyć Bogu i mammonie” (Mt 6,24). Wybór należy do uczelni. I wybrała już.
Za artykułem:
Bishops continue to urge Notre Dame to reverse ‘scandalous’ appointment of pro-abortion professor (ewtnnews.com)
Data artykułu: 21.02.2026



