Streszczenie: Portal LifeSiteNews donosi o godzinnych, zamkniętych zeznaniach byłego prezydenta Billa Clintona przed komisją Izby Reprezentantów, dotyczących jego powiązań z pedofilem Jeffreyem Epsteinem. Clinton zaprzeczył jakimkolwiek nieprawidłowościom, powtarzając formułkę „nic nie widziałem i nic złego nie zrobiłem”, mimo istniejących zdjęć i wcześniejszych fałszywych zeznań w sprawie Moniki Lewinsky. Artykuł podkreśla jego historię kłamstw pod przysięgą i bezkarność wynikającą z politycznych rozgrywek. Ta sytuacja, gdzie potężna osoba publiczna bezkarnie kłamie i neguje oczywiste zła, jest symptomatyczna dla całego współczesnego, posoborowego świata, który odrzucił absolutny prymat prawdy Bożej i naturalnej moralności na rzecz relatywizmu i władzy. Brak w komentarzu jakiejkolwiek wzmianki o konieczności publicznego wyznania grzechów, pokuty i sądu Bożym jest najbardziej wymowny.
Kłamstwo jako fundament systemu: Clinton a katolicka zasada prawdy
Artykuł opisuje, jak Bill Clinton, podobnie jak w 1998 roku, używa precyzyjnie skonstruowanych, prawniczych formuł („nie pamiętam”, „nie widziałem”, „nic złego nie zrobiłem”), aby uniknąć odpowiedzialności za swoje czyny. Jego stanowisko jest czysto taktyczne i relatywistyczne – prawda jest tu podporządkowana ochronie wizerunku i władzy. W świetle niezmiennej katolickiej doktryny, kłamstwo jest grzechem ciężkim przeciwko prawdzie, która jest jednym z filarów porządku moralnego. Św. Augustyn w *De mendacio* nauczał, że każde świadome kłamstwo jest grzechem, gdyż zakłóca harmonię słowa z umysłem, która ma odzwierciedlać Boga, który jest Samą Prawdą. Pontyfikat Piusa IX w *Syllabus errorum* potępił błąd, że „prawda zmienia się wraz z człowiekiem” (błąd nr 58), oraz że „autorytet jest niczym innym jak liczbą i sumą sił materialnych” (błąd nr 60). Postawa Clintona jest emanacją właśnie tego modernizmu i naturalizmu, gdzie prawda staje się narzędziem politycznym, a nie absolutnym dobrem, które należy wyznawać i bronić nawet pod kosztem własnej pozycji. Milczenie komentarza o konieczności odkupienia takiego grzechu przez pokutę i sakrament pojednania jest głębokim milczeniem o najgłębszej potrzebie człowieka grzesznego.
Relatywizacja moralności a nieomylne prawo Boże
Fakt, że Clinton może publicznie zaprzeczać zdjęciom i faktom, a jednocześnie cieszyć się względną immunitetem prawnym i społecznym, ukazuje upadek systemu, który nie ma już punktu odniesienia poza sobą. Kościół katolicki zawsze nauczał, że istnieje prawo naturalne, zapisane w sercu człowieka i potwierdzone przezobjawienie, które jest niezmienne i wiąże wszystkich, także władców. Pius XI w encyklice *Quas Primas* przypomina, że królestwo Chrystusa jest duchowe i obejmuje wszystkie sfery życia, w tym sferę polityczną i sądowniczą. „Gdyby wszyscy ludzie, skłonni do zapominania, rozważyli, ileśmy Zbawiciela naszego kosztowali: Nie skazitelnym złotem albo srebrem jesteście wykupieni… ale drogą krwią jako baranka niezmazanego i niepokalanego Chrystusa” – pisze Pius XI. Zasługuje na uwagę, że Clinton, jako polityk, który popierał szerokie spektrum polityk sprzecznych z prawem Bożym (np. aborcja, „małżeństwa” homoseksualne), staje się symbolem tego, co Pius IX nazwał „odstępstwem od Chrystusa” (w *Syllabus*, błęd 40). Jego osobiste kłamstwo jest tylko wierzchołkiem góry lodowej systemowego odrzucenia absolutu moralnego na rzecz subiektywizmu i władzy.
Milczenie o nadprzyrodzonych konsekwencjach: najcięższe oskarżenie
Najbardziej wymownym elementem tego artykułu i jego analizy jest całkowite milczenie o jakimkolwiek wymiarze nadprzyrodzonym. Nie ma mowy o grzechu, sądzie Bożym, czy wiecznym potępieniu. Świat przedstawiony w tym newsie to świat zamknięty w immanencji, gdzie jedynymi realiami są polityka, media i prawo ludzkie. To jest dokładnie duchowość nowoczesnego, posoborowego człowieka, o którym mówi Pius X w *Lamentabili sane exitu* (propozycja 25: „Wiara jako przyzwolenie umysłu opiera się ostatecznie na sumie prawdopodobieństw”). Clinton nie pyta o to, czy jego czyny są grzechem przed Bogiem, tylko o to, czy może je skutecznie zbagatelizować przed komisją. Katolicka wiara naucza, że każdy grzech ciężki, taki jak świadome kłamstwo pod przysięgą (które jest formą bluźnierstwa, gdyż przywołuje Boga na fałszywe świadectwo) oraz współudział w złu (jeśli powiązania z Epsteinem są prawdziwe), prowadzi do utraty łaski świętej i potępienia wiecznego, jeśli nie nastąpi pokuta. Brak tej perspektywy w artykule – a co za tym idzie, w świadomości współczesnego świata – jest najstraszniejszym dowodem na apostazję. Kościół przedsoborowy głosił od wieków o konieczności publicznego wyznania grzechów w spowiedzi i odzyskania łaski; współczesny świat traktuje grzech jako problem psychologiczny lub prawny, który można „zarządzić”.
Symptomatologia: kłamstwo jako owoce soborowej rewolucji
Postawa Clintona nie jest odosobnionym przypadkiem moralnego upadku jednostki. Jest to symptom systemowy, którego korzenie sięgają rewolucji soborowej i jej hermeneutyki ciągłości. Sobór Watykański II, poprzez swoje niejednoznaczne dokumenty i dążenie do „dialogu ze światem”, stworzył atmosferę, w której prawda objawiona staje się jednym z wielu „wartości”, a nie absolutem, który ma zapanować nad wszystkimi. Encyklika *Gaudium et spes* gloryfikowała „postęp świata” i „autonomię rzeczy doczesnych”, co w praktyce oznaczało uznanie moralności świeckiej za równorzędną lub wyższą od moralności ewangelicznej. W takim kontekście kłamstwo polityczne staje się jedynie narzędziem w walce o władzę, a nie grzechem, który oddziela od Boga. Bill Clinton, wychowany w katolickim środowisku i kształtowany przez postsoborową kulturę, jest w pełni produktem tej ery. Jego kłamstwa są logicznym następstwem odrzucenia przez nowy „Kościół” (jak mawiają tradycjonaliści) niezmiennego dogmatu o jedności prawdy w Bogu. W *Syllabus* Piusa IX błędem jest stwierdzenie, że „Kościół nie ma prawa wymagać od wiernych żadnego z ich strony wewnętrznego uznania za prawdę orzeczeń przez Kościół wydawanych” (błąd 7). Współczesny świat, a z nim politycy jak Clinton, nie tylko nie uznaje orzeczeń Kościoła, ale nawet nie rozumie pojęcia obiektywnej prawdy, którą należy przyjąć.
Konfrontacja z katolicką doktryną sprawiedliwości i prawdy
Katolicka doktryna, oparta na Pismie Świętym i niezmiennym Magisterium, stawia w bezpośredni, nierozerwalny związek prawdę i sprawiedliwość. „Prawda wyzwoli was” (J 8,32) – mówi Chrystus. Św. Paweł naucza, że „kłamstwo” jest jednym z uczynków, które wykluczają z Królestwa Bożego (Ga 5,19-21). Pius XI w *Quas Primas* podkreśla, że królestwo Chrystusa jest „przede wszystkim duchowe” i że „nie ma w nas władzy, która by wyjęta była z pod tego panowania” – czyli nawet władza polityczna jest podporządkowana prawu Bożemu. Zatem kłamstwo Clintona, jeśli jest świadome i zamierzone, jest nie tylko przestępstwem cywilnym, ale i poważnym grzechem, który oddziela od wspólnoty świętej. Brak w artykule jakiejkolwiek wzmianki o potrzebie pokuty, wyrzeczenia się zła i nawrócenia do Chrystusa – który jest „drogą, prawdą i życiem” (J 14,6) – jest najbardziej wymownym świadectwem duchowej ślepoty epoki, w której żyjemy. W świecie, gdzie „prawda” jest konstruktem społecznym, nie ma miejsca na prawdę objawioną, a tym samym na prawdziwą wolność i sprawiedliwość.
Podsumowanie: Zeznania Billa Clintona, pełne zaprzeczeń i formułek prawniczych, są mikro-kosmami współczesnego, posoborowego świata, który odrzucił absolut pradu Bożego na rzecz relatywizmu i władzy. Jego kłamstwo nie jest tylko politycznym skandalem, lecz objawieniem głębszej duchowej choroby: odrzucenia Chrystusa jako Króla i Prawdy. W obliczu takiego stanu rzeczy, jedynym lekarstwem jest powrót do niezmiennej wiary, która głosi, że Bóg jest Prawdą i że każdy grzech, zwłaszcza kłamstwo, oddziela od Niego. Św. Pius X w *Pascendi Dominici gregis* potępił modernizm za to, że „nie ma już prawdy stałej”, a wszystko podlega ewolucji. To właśnie ta mentalność pozwala politykom jak Clinton kłamać bez skruchy, podczas gdy Kościół katolicki – prawdziwy, przedsoborowy – wciąż woła: „Nie kłam!” (Kol 3,9). Niestety, dziś głos ten jest zagłuszany przez hałasy sekty posoborowej, która w imię „dialogu” i „miłości” zaciera różnicę między prawdą a kłamstwem.
Za artykułem:
Bill Clinton swears he ‘did nothing wrong’ in deposition on his ties to Epstein (lifesitenews.com)
Data artykułu: 28.02.2026




