Humanitaryzm bez Chrystusa – demaskowanie nowoczesnego „duszpasterstwa” Rycerzy Kolumba

Podziel się tym:

Portal Opoka.org.pl informuje o inicjatywie Rycerzy Kolumba z Radomia, którzy planują przyjąć w Polsce 100 ukraińskich wdów z dziećmi na tydzień, oferując nocleg, wyżywienie i zajęcia. Akcję poprzedza wypowiedź proboszcza parafii Matki Bożej Częstochowskiej, ks. Wiesława Lenartowicza, który podkreśla potrzebę „poczucia bezpieczeństwa” i „wrażliwości na cierpienie bliźniego”. Mówi także o „inaczej myśleniu o wojnie na Ukrainie, kiedy widzimy polityków na światowych konferencjach, a inaczej, gdy na zgliszczach stoją kobiety z dziećmi trzymającymi portrety zmarłych mężów”. Organizacja nawiązuje do bł. ks. Michaela McGivney’ego, założyciela stowarzyszenia z połowy XIX wieku.

Redukcja misji Kościoła do humanitarnego patosu

Portal Opoka.org.pl, choć tradycyjnie związany z konserwatywnym katolicyzmem, publikuje materiał, który stanowi symptomaticzny przykład całkowitego zapomnienia o nadprzyrodzonym celu Kościoła. Cała akcja jest przedstawiona w kategoriach psychologicznego poczucia bezpieczeństwa, wrażliwości na cierpienie i humanitarnego wsparcia. To typowe dla współczesnego, posoborowego „duchowego humanitaryzmu”, w którym miłość bliźniego jest odcinana od konieczności jego nawrócenia i zbawienia duszy. Nie padają słowa o konieczności głoszenia Ewangelii, o sakramentach, o konieczności przyjęcia katolickiej wiary dla osiągnięcia zbawienia wiecznego. To nie jest „duszpasterstwo” w rozumieniu integralnego katolicyzmu, to jest świecka filantropia przyodziana w słownictwo religijne. Jakże daleko od słów Piusa XI w encyklice Quas Primas: „Królestwo Odkupiciela naszego obejmuje wszystkich ludzi […] On jest źródłem zbawienia dla jednostek i dla ogółu” oraz „nie ma w żadnym innym zbawienia”. Pominięcie tego jest apostazją w praktyce.

Język emocji zamiast języka prawa Bożego

Analizując język wypowiedzi ks. Lenartowicza, widzimy dominację słownictwa emocjonalnego: „poczucie bezpieczeństwa”, „wrażliwość”, „cierpienie”, „inaczej myślimy”. Brakuje absolutnie żadnego odniesienia do prawa Bożego, przykazań, grzechu, sądu ostatecznego, czy konieczności stanu łaski. Mówi się o „wrażliwości”, która ma być „budowana”, nie zaś o konieczności uznania Chrystusa za Króla i posłuszeństwa Jego prawom. To język psychologii pastoralnej, a nie teologii. W Lamentabili sane exitu św. Pius X potępił błąd, że „dogmaty wiary należy pojmować według ich funkcji praktycznej, tzn. jako obowiązujące w działaniu, nie zaś jako zasady wierzenia”. Tu mamy esencję tej herezji: wiara sprowadzona do „działania”, do „wrażliwości”, pozbawiona jest treści objawionej prawdy. To jest właśnie modernistyczny synkretyzm – chrześcijańska etyka bez chrześcijańskiego dogmatu.

Pominięcie publicznego królestwa Chrystusa

Najbardziej wymownym milczeniem jest brak jakiejkolwiek wzmianki o publicznym panowaniu Chrystusa Króla nad narodami, o którym tak stanowczo nauczał Pius XI w Quas Primas. Papież pisał: „Królestwo to jest przede wszystkim duchowe i odnosi się głównie do rzeczy duchowych”, ale jednocześnie: „Chrystus Pan jest Królem serc […] Lecz, jeżeli głębiej wnikniemy w rzecz samą, przekonamy się, że imię i władza króla we właściwym tego słowa znaczeniu należy się Chrystusowi – Człowiekowi”. I dalej: „Królestwo Odkupiciela naszego obejmuje wszystkich ludzi […] Panowanie Jego mianowicie nie rozciąga się tylko na same narody katolickie […] lecz panowanie Jego obejmuje także wszystkich niechrześcijan”. Gdzie w akcji Rycerzy Kolumba jest to panowanie? Gdzie jest wezwanie do publicznego uznania Chrystusa? Jest tylko „wrażliwość” na cierpienie, co jest wartością naturalną, dostępną także niewierzącym. To jest dokładnie to, czego Pius XI obwiniał za nieszczęścia świata: „usunięto Boga i Jezusa Chrystusa z praw i z państw”. Tu Bóg jest usunięty z misji duszpasterskiej.

Symptomatologia soborowej rewolucji w działaniu

Inicjatywa ta jest symptomaticzna dla całego systemu posoborowego. Zamiast zakładania misji, stowarzyszeń trzeciego stopnia wiernych za cel mających ewangelizację i odzyskanie królestwa Chrystusa dla dusz, mamy działania humanitarne, które – choć z zewnątrz podobne do dobrego uczynku – są pozbawione nadprzyrodzonego sensu. To jest „duchowość” bez dogmatu, „miłość” bez ofiary za grzechy, „praca” bez celów wiecznych. W Syllabus Errorum Piusa IX potępiono błąd: „Kościół nie ma prawa używać siły, ani nie ma żadnej władzy doczesnej, bezpośredniej ani pośredniej”. Ale tu chodzi o coś innego: o dobrowolne zrzeczenie się przez Kościół swojej misji publicznej. To nie jest sprawa prawa, to jest sprawa odwagi i wiary. Rycerze Kolumba działają jak organizacja społeczna, nie jak stowarzyszenie wiernych w Kościele. Nawiązanie do bł. McGivney’ego jest ironiczne – założyciel działał w kontekście integralnego katolicyzmu, gdzie pomoc bliźniego była nierozerwalnie związana z wiarą. Dziś to połączenie zostało zerwane.

Brak świadomości o wojnie jako karze za grzech

Wypowiedź ks. Lenartowicza zawiera zdanie: „Inaczej myślimy o wojnie na Ukrainie, kiedy widzimy polityków, gdzieś na światowych konferencjach, a inaczej myślimy, kiedy na zgliszczach zniszczonych domów, stoją kobiety z dziećmi, trzymającymi portrety swoich mężów czy ojców, którzy zginęli na tej wojnie”. To zdanie jest głęboko bolesne. Pokazuje całkowitą teologiczną niewiedzę o naturze wojny jako kary za zbiorowe grzechy. Gdzie jest mowa o grzechu? Gdzie jest mowa o potrzebie pokuty? Gdzie jest mowa o konieczności nawrócenia się narodów, w tym Ukrainy i Rosji, do Chrystusa Króla? Jest tylko „wrażliwość”. To jest dokładnie to, co Pius XI nazwał „zasadzkami błędów heretyckich” i co prowadzi do „zburzenia całego społeczeństwa”. Kościół, zamiast być prorokiem, stał się tylko dobrym samarytaninem, który opatruje rany, ale nie mówi grzesznikowi: „odtąd nie grzesz”. To jest duchowa katastrofa.

Konkluzja: od humanitaryzmu do zbawienia

Inicjatywa Rycerzy Kolumba, choć z zewnątrz godna pochwały, jest w rzeczywistości tragicznym przejawem apostazji współczesnego Kościoła. Zamiast misji, mamy pomoc społeczną. Zamiast ewangelizacji, mamy „wrażliwość”. Zamiast królestwa Chrystusa, mamy poczucie bezpieczeństwa. Prawdziwa pomoc chrześcijańska musi prowadzić do zbawienia duszy. Musi zawierać świadectwo wiary, zachętę do sakramentów, wezwanie do nawrócenia. Jak mówi św. Paweł: „Czyż nie wiecie, że niegodziwi nie odziedziczą Królestwa Bożego? Nie błądźcie: ani cudzołożnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani niewierni, ani cudzołożnicy, ani mężczyźni, którzy obcują z mężczyznami, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani rozbojnicy nie odziedziczą Królestwa Bożego” (1 Kor 6,9-10). Gdzie w tej akcji jest głoszenie tej prawdy? Gdzie jest troska o wieczne życie? Zastępuje ją troskę o doczesne bezpieczeństwo. To jest duchowa zdrada.


Za artykułem:
Rycerze Kolumba zaopiekują się ukraińskimi wdowami i dziećmi
  (opoka.org.pl)
Data artykułu: 27.02.2026

Więcej polemik ze źródłem: opoka.org.pl
Podziel się tą wiadomością z innymi.
Pin Share

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Przewijanie do góry
Ethos Catholicus
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.