Kobieta modląca się z noworodkiem przed figurką Matki Boskiej w tradycyjnym katolickim domu

Kult biologizmu i milczenie o łasce: naturalistyczna wizja macierzyństwa

Podziel się tym:

Portal Tygodnik Powszechny zachwyca się prozą Sabiny Jakubowskiej, promując jej powieści „Akuszerki” i „Położne” jako fenomen literacki, który rzekomo po raz pierwszy stawia poród w centrum polskiej literatury. Autor artykułu, Michał Okoński, skupia się na biologicznym i psychologicznym aspekcie narodzin, definiując je jako „najbardziej fundamentalne ludzkie doświadczenie”, przepełnione bólem, traumą i cielesnością. Całość tekstu utrzymana jest w tonie naturalistycznego humanitaryzmu, który całkowicie ignoruje nadprzyrodzony wymiar powołania nowego życia, sprowadzając cud narodzin do sfery czysto doczesnej i terapeutycznej. Ta huraoptymistyczna recenzja, pozbawiona jakiejkolwiek wzmianki o Bogu-Stwórcy czy sakramentalnym wymiarze macierzyństwa, stanowi jaskrawy dowód na ostateczne bankructwo duchowe „liberalnego katolicyzmu”, który w rzeczywistości jest jedynie parawanem dla pogańskiego kultu natury.


Redukcja cudu stworzenia do traumy biologicznej

Cytowany artykuł relacjonuje sukces wydawniczy Sabiny Jakubowskiej, podkreślając, że jej książki stały się „fenomenem” dzięki postawieniu porodu w centrum narracji. Należy jednak zauważyć, że owo „centrum” jest w wizji autorki i recenzenta całkowicie wyprane z jakiegokolwiek odniesienia do Sacrum. Narodziny człowieka są tu przedstawiane jako doświadczenie graniczne, bolesne, czasem ekstatyczne, zbyt często związane z przemocą i traumą. Z perspektywy integralnej wiary katolickiej takie ujęcie jest nie tylko niepełne, ale wręcz bałwochwalcze, gdyż czyni z biologicznego procesu bóstwo, któremu należy się kult i „terapeutyczne” przepracowanie, milcząc jednocześnie o najważniejszym fakcie: o powołaniu do bytu nieśmiertelnej duszy przez bezpośrednie działanie Boga.

W tekście Okońskiego nie znajdziemy ani słowa o tym, że celem małżeństwa i prokreacji jest, jak nauczał Pius XI w encyklice Casti Connubii (1930), nie tylko rozmnażanie gatunku, ale przede wszystkim „wydawanie na świat dzieci dla Kościoła Chrystusowego, aby byli współobywatelami Świętych i domownikami Boga”. Zamiast tego otrzymujemy naturalistyczną papkę o „zrozumieniu przodkiń” i „biologii, która czyni nas ludźmi”. Jest to klasyczny przejaw naturalismus (naturalizmu), błędu potępionego wielokrotnie przez Magisterium, który neguje porządek nadprzyrodzony i łaskę, ograniczając horyzont człowieka do tego, co widzialne i odczuwalne zmysłami.

Język psychologii jako oręż modernizmu

Analiza językowa tekstu ujawnia głęboką infekcję modernistyczną. Terminologia używana przez Okońskiego – „doula”, „trauma”, „wymiar terapeutyczny”, „odkrywanie ciała” – to słownik współczesnej psychologii, który zastąpił tradycyjne pojęcia teologiczne. Mówi się o prawdzie o własnym ciele i własnej historii, lecz milczy się o prawdzie o grzechu pierworodnym, w którym każde dziecko (poza Niepokalaną Marją) przychodzi na świat. To milczenie jest systemowym działaniem sekty posoborowej, która zamiast głosić konieczność lavacrum baptismatis (obmycia z chrztu), woli rozprawiać o „emancypacyjnym wymiarze” bólów porodowych.

Warto zwrócić uwagę, że autorka książek jest przedstawiana jako „doula”, co samo w sobie jest pojęciem z pogranicza medycyny i świeckiej duchowości „new age”, często kojarzonym z odrzuceniem tradycyjnego, chrześcijańskiego porządku opieki nad matką i dzieckiem na rzecz naturalistycznych rytuałów. Tygodnik Powszechny, mieniący się „katolickim”, bezkrytycznie przyjmuje te wzorce, promując wizję życia, w której biologia i historia kobiet są ważniejsze niż dekalog i prawo Boże. Jest to realizacja postulatów modernizmu, o których pisał św. Pius X w encyklice Pascendi Dominici gregis (1907), wskazując, że dla modernistów religia jest jedynie wytworem „uczucia religijnego”, a nie obiektywną Prawdą objawioną.

Teologiczna próżnia w obliczu wieczności

Z punktu widzenia teologicznego, artykuł ten jest pustynią. W obliczu opisu trudnych losów kobiet w czasie II wojny światowej i PRL-u, jedynym „lekarstwem”, jakie proponuje recenzent, jest „zrozumienie siebie” i „solidarność kobiet”. Brak tu jakiejkolwiek wzmianki o Najświętszej Ofierze, o pocieszeniu płynącym z sakramentów czy o nadziei życia wiecznego. Dla „katolika” z TP, narodziny dziecka w obozie czy w biedzie to jedynie temat na poruszającą powieść, a nie okazja do przypomnienia, że każda taka chwila jest momentem walki o zbawienie duszy. Pius IX w Syllabusie błędów (1864) potępił tezę, jakoby „humanizm i cywilizacja” mogły zastąpić religię – a to właśnie czyni Okoński, celebrując literacką wiwisekcję fizjologii jako „fundamentalne doświadczenie”.

Najcięższym oskarżeniem wobec autorów tego przekazu medialnego jest całkowite przemilczenie konieczności chrztu świętego. Skupienie się na „akuszerkach” i „położnych” jedynie jako na osobach niosących ulgę w bólu, z pominięciem ich roli w ratowaniu dusz noworodków znajdujących się w niebezpieczeństwie śmierci, to akt duchowego okrucieństwa. Prawdziwy Kościół katolicki zawsze nauczał, że położna ma obowiązek znać formę udzielania chrztu z wody, gdyż życie wieczne dziecka jest nieskończenie ważniejsze niż jego dobrostan fizyczny. Tygodnik Powszechny woli jednak pisać o Agnieszce Holland i Magdalenie Łazarkiewicz kupujących prawa do ekranizacji, co tylko potwierdza, że pismo to stało się tubą propagandową dla środowisk jawnie wrogich niezmiennej nauce Kościoła.

Symptomatyczna apostazja „Kościoła Nowego Adwentu”

Opisywany „fenomen” Sabiny Jakubowskiej jest w istocie symptomem głębszej choroby – systemowej apostazji struktur okupujących Watykan od 1958 roku. To w tym „neo kościele” człowiek stał się „drogą Kościoła” (jak głosił heretyk Karol Wojtyła), co w praktyce oznacza zastąpienie kultu Bożego kultem człowieka i jego biologicznych procesów. Artykuł Okońskiego idealnie wpisuje się w tę agendę: zamiast prowadzić czytelnika do Źródła Życia, czyli do Chrystusa Króla, zatrzymuje go na poziomie „powszechnego zainteresowania mediów i odbiorców” oraz celebryckiej oprawy literackiego sukcesu.

Podsumowując, promowanie powieści Jakubowskiej w taki sposób, w jaki czyni to Portal [Tygodnik Powszechny], jest kolejnym krokiem w stronę „chrystianizmu bezdogmatycznego”, czyli – jak czytamy w dekrecie Lamentabili sane exitu (1907) – „szerokiego i liberalnego protestantyzmu”. To wizja Betanii bez Chrystusa, gdzie Maria nie siada u stóp Mistrza, lecz u stóp „douli”, szukając ukojenia w psychologii zamiast w łasce. Prawdziwy katolicki czytelnik winien odrzucić tę naturalistyczną ułudę i pamiętać, że poza Chrystusem i Jego prawdziwym Kościołem każde „ludzkie doświadczenie”, nawet tak wielkie jak narodziny, pozostaje jedynie bolesnym świadectwem naszej upadłej natury, o ile nie zostanie uświęcone przez nadprzyrodzoną moc Bezkrwawej Ofiary Kalwarii.


Za artykułem:
Rodzić i pisać po ludzku. Dlaczego masowo czytamy „Akuszerki” i „Położne” Jakubowskiej
  (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 09.03.2026

Więcej polemik ze źródłem: tygodnikpowszechny.pl
Podziel się tą wiadomością z innymi.
Pin Share

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Przewijanie do góry
Ethos Catholicus
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.