Wirujący bezład. Naturalistyczna dekonstrukcja erosu i lektury u Anne Carson
Portal „Tygodnika Powszechnego” (17 marca 2026) prezentuje eseistykę kanadyjskiej poetki Anne Carson, koncentrując się na jej książce „Słodko-gorzki eros”. Artykuł, sygnowany przez Monikę Ochędowską, opisuje dzieło Carson jako opowieść o „ruchu znaczeń i uczuć”, w której stan zakochania i proces lektury porównane są do próby pochwycenia wirującego bączka – czynności, której spełnienie przynosi jedynie gorycz rozczarowania. Tekst gloryfikuje literackie odwlekanie spełnienia jako istotę twórczości, sprowadzając najgłębsze ludzkie doświadczenia do poziomu estetycznej gry pozbawionego transcendentnego odniesienia.
Faktyczne ogołocenie antyku z sacrum
Artykuł, relacjonując metodę Carson, dokonuje charakterystycznej dla współczesnej humanistyki operacji sekularyzacji źródeł. Wymieniając Safonę, Platona czy Homera jako „najstarsze teksty literackie”, redukuje je do roli materiału do analizy „ruchu znaczeń”. Pomija się całkowicie fakt, że dla starożytnych Greków, a zwłaszcza dla Platona, eros był siłą wznoszącą duszę ku wiecznemu i niezmiennemu dobru, prawdzie i pięknu – ku transcendentnym ideom, które w perspektywie katolickiej są odblaskiem samego Boga. Opis procesu lektury jako „wirowania sensów” i „nieustannego wirowania sensów” odcina literaturę od jej ontologicznego fundamentu, jakim jest Logos, Słowo, które było „na początku u Boga” (J 1,1). Tym samym, zamiast prowadzić do pochwycenia Prawdy, literatura staje się u Carson – jak to relacjonuje artykuł – jedynie grą w pościg za ulotnym złudzeniem, co jest symptomem duchowej pustki, w której porusza się współczesny człowiek.
Język mechanicznej metaforyki zamiast teologii miłości
Analiza językowa komentowanego tekstu ujawnia głęboką zgodność z mentalnością naturalistyczną. Kluczowe metafory – „kręcący się bączek”, „wirowanie sensów”, „ruch znaczeń” – należą do porządku mechanicznego i przypadkowego. Opisują one dynamikę pozbawioną celu (telos) i wewnętrznego ładu. Słownictwo to stoi w jawnej sprzeczności z katolicką teologią miłości, gdzie eros, oczyszczony i podniesiony przez agape, jest siłą skierowaną ku dobru ukochanej osoby i ku Bogu, a jego spełnienie znajduje się w ofierze i jedności, nie w wiecznym deficycie. Artykuł, akceptując bez zastrzeżeń tę mechanistyczną wizję, nie dostrzega, że oto w miejsce biblijnego „pragnienia” (por. Pnp) i mistycznej „tęsknoty” wprowadza się pojęcie „niedosytu” jako konstytutywnej siły napędowej sztuki. Jest to język, który nie potrafi nazwać grzechu, łaski, odkupienia ani wieczności.
Teologiczna pustka: brak Chrystusa – Prawdziwego Erosu
Najcięższym zarzutem wobec komentowanej eseistyki i jej prezentacji jest zupełne pominięcie jedynej, która nadaje ludzkiemu erosowi i pragnieniu sens ostateczny: Osoby Jezusa Chrystusa. W katolickiej tradycji to On jest Logosem, Prawdą, której pochwycenie nie przynosi goryczy, lecz radość zbawienia (por. J 15,11). To On jest Oblubieńcem, którego miłość jest „mocniejsza niż śmierć” (Pnp 8,6). Redukcja doświadczenia lektury i miłości do „wirowania bez celu” jest, w świetle encykliki Quas Primas Piusa XI, aktem zapomnienia o Chrystusie Królu, który ma prawo panować nie tylko w umysłach, ale i w sercach ludzi. Artykuł, celebrując „odwlekanie rozkoszy” jako istotę literatury, nieświadomie gloryfikuje stan duchowej tułaczki, w której człowiek, jak pisał św. Augustyn, jest niespokojny, dopóki nie spocznie w Bogu. Tymczasem proponowana przez Carson – według opisu – „gorycz spełnienia” jest jedynie echem rozczarowania, które czeka każdego, kto szuka absolutu w stworzeniu.
Symptom nowoczesnego bałwochwalstwa: kult niedosytu
Opisywana w artykule koncepcja literatury i miłości jako wiecznego, produktywnego niedosytu jest klasycznym przykładem tego, co św. Pius X w dekrecie Lamentabili sane exitu potępił jako modernistyczną ewolucję dogmatu i redukcję wiary do „uczucia religijnego” (propozycja 64). Tutaj uczucie i estetyczne doświadczenie zostają podniesione do rangi samowystarczalnego celu. Nie jest to już poszukiwanie Prawdy, lecz kult samego procesu poszukiwania, kult „wirowania”. To duchowe bałwochwalstwo – oddanie czci stworzeniu (literaturze, uczuciu, procesowi twórczemu) zamiast Stwórcy – jest logicznym owocem społeczeństwa, które, jak pisał Pius XI w Quas Primas, usunęło Chrystusa z życia publicznego i prywatnego. Artykuł „Tygodnika Powszechnego”, bezkrytycznie relacjonując tę wizję, staje się tubą tej apostazji, oferując czytelnikom zamiast Chleba Życia jedynie wirujący, pozbawiony substancji cień.
Za artykułem:
„Słodko-gorzki eros” Anne Carson: wirujący sens naszych lektur (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 17.03.2026








