Portal Tygodnik Powszechny (17 marca 2026) piórem Michała Walkiewicza relacjonuje karierę i specyficzny warsztat aktorski Ryana Goslinga, skupiając się na jego „fotogenicznej bierności” oraz najnowszej produkcji filmowej pt. „Projekt Hail Mary”. Autor z nieskrywaną fascynacją analizuje milczące spojrzenie hollywoodzkiego gwiazdora, zestawiając jego role w blockbusterach takich jak „Barbie” czy „Kaskader” z dramatami biograficznymi, co staje się pretekstem do rozważań nad fenomenem współczesnej ikony popkultury. Ten tekst, opublikowany w piśmie mieniącym się „katolickim”, jest jaskrawym dowodem na całkowitą kapitulację resztek chrześcijańskiej myśli przed dyktatem naturalistycznego humanitaryzmu i pustką celebryckiego kultu, gdzie imię Matki Bożej zostaje sprowadzone do technicznego terminu w tytule kosmicznego widowiska.
Redukcja sacrum do poziomu hollywoodzkiej konfekcji
Na poziomie faktograficznym komentowany artykuł stanowi wzorcowy przykład tego, jak media kontrolowane przez sektę posoborową przesunęły środek ciężkości z głoszenia prawd wiecznych na komentowanie błahej codzienności przemysłu rozrywkowego. Walkiewicz, analizując dorobek Goslinga, nie dostrzega — lub celowo ignoruje — głęboką ironię i duchowe niebezpieczeństwo płynące z faktu, że pismo aspirujące do miana przewodnika duchowego inteligencji poświęca tyle uwagi człowiekowi, który kochał się na zabój – w ludziach, robotach i plastikowych lalkach. To nie jest tylko dziennikarska relacja z planu filmowego, to faktograficzne usankcjonowanie świata, w którym granica między człowiekiem a przedmiotem (plastikową lalką) ulega zatarciu, co Pius IX w swoim Syllabusie błędów (1864) potępiłby jako przejaw panteizmu i materializmu, negującego nadprzyrodzoną godność osoby ludzkiej.
Szczególnie uderzające jest przywołanie tytułu „Projekt Hail Mary” bez najmniejszej refleksji teologicznej. Dla autora jest to jedynie kolejna rola Goslinga, kosmiczna próżnia, w której zawieszony jest aktor. Tymczasem samo użycie słów Hail Mary (Zdrowaś Marjo) w kontekście komercyjnego widowiska science-fiction opartego na naturalistycznej wizji kosmosu jest formą profanacji najświętszych pojęć. W świecie tradycyjnej wiary katolickiej pozdrowienie anielskie jest bramą do tajemnicy Wcielenia, tymczasem w neo kościele staje się ono „chwytliwym” tytułem, co potwierdza diagnozę św. Piusa X z encykliki Pascendi Dominici gregis (1907) o dążeniu modernistów do skażenia dogmatów poprzez ich relatywizację i wprzęgnięcie w służbę doczesności.
Język adoracji idola zamiast uwielbienia Stwórcy
Analiza językowa tekstu Walkiewicza ujawnia retorykę typową dla kultu człowieka, który zastąpił kult Boga. Autor używa słownictwa niemalże sakralnego w odniesieniu do aktora: Gosling stawał się ikoną, jego spojrzenie zamienia dobrego aktora w gwiazdę, a cały świat wariuje i rzuca w niego pieniędzmi. To nie jest język krytyki filmowej, lecz język bałwochwalczej adoracji. Zamiast kontemplacji oblicza Pańskiego, czytelnikowi proponuje się obserwowanie w zadumie twarzy aktora, co stanowi swoistą parodię życia duchowego. Corruptio optimi pessima (zepsucie najlepszych jest najgorsze) – gdy język powołany do opisywania rzeczywistości nadprzyrodzonej służy do opisywania fotogenicznej bierności celebryty, mamy do czynienia z lingwistycznym bankructwem chrześcijaństwa.
Ton artykułu jest przesiąknięty nonszalancją, którą autor przypisuje Goslingowi, a która w istocie demaskuje pustkę duchową twórców „Tygodnika Powszechnego”. Używanie określeń typu netfliksowa konfekcja czy ostre jak brzytwa satyry w piśmie, które powinno grzmieć przeciwko współczesnej apostazji, jest dowodem na to, że autorzy ci czują się doskonale w miejskim labiryncie bezbożnej cywilizacji. Jest to język laicyzmu, o którym pisał Pius XI w encyklice Quas Primas (1925), wskazując, że ta zbrodnia nie naraz dojrzała, lecz objawia się właśnie w takim „niegodziwym milczeniu” o prawach Chrystusa Króla przy jednoczesnym wychwalaniu ziemskich idoli.
Teologiczna pustka milczenia i „kosmiczna próżnia” bez Boga
Z perspektywy teologicznej, tekst ten jest kompletną negacją pierwszego przykazania Bożego. Skupienie wzroku na pojedynczym punkcie przez Goslinga zostaje przedstawione jako wartość sama w sobie, podczas gdy dla katolika jedynym „punktem”, w który warto wbić wzrok, jest Najświętszy Sakrament lub Krzyż. Walkiewicz opisuje księżyc zawieszony w kosmicznej próżni i projekt Hail Mary jako triumf ludzkiego geniuszu i fotogeniczności, całkowicie pomijając Stwórcę tegoż kosmosu. To czysty naturalizm, który Pius IX potępił w Quanta Cura, twierdząc, że porządek ludzki i cywilny musi być oparty na religii. Tutaj religia została zastąpiona przez dmuchaną lalkę i holograficzną dziewczynę, co stanowi teologiczną degrengoladę do poziomu pogańskiego fetyszyzmu.
Brak w artykule jakiegokolwiek odniesienia do spraw nadprzyrodzonych jest jego najcięższym oskarżeniem. Hail Mary nie wywołuje w autorze skojarzenia z modlitwą, lecz z dystrybucją UIP i Amazon Content Services. To jest właśnie teologiczna zgnilizna posoborowia: używanie terminologii katolickiej jako pustych skorup, które wypełnia się treścią czysto świecką. Zgodnie z nauką Piusa XI wyrażoną w Quas Primas, Chrystus powinien panować w umysłach i sercach, tymczasem w paramasońskiej strukturze zwanej współczesnym „katolicyzmem otwartym”, miejsce Chrystusa zajął Ryland Grace (postać grana przez Goslinga). Nie ma tu miejsca na łaskę, jest tylko projekt; nie ma Marji, jest tylko fotogeniczny milczek.
Symptomatyczna kapitulacja wobec dyktatu świata
Opisywany fenomen popularności Goslinga, relacjonowany z taką estymą przez Walkiewicza, jest symptomem głębszej choroby: systemowej apostazji, która dotknęła dawne bastiony wiary w Polsce. „Tygodnik Powszechny”, stając się tubą propagandową hollywoodzkiej papki, pokazuje, że sekta posoborowa nie ma już światu nic do zaoferowania poza bezkrytycznym powielaniem trendów. To, co autor nazywa wizytówką aktora – fotogeniczna bierność – jest w rzeczywistości metaforą postawy współczesnego „katolika” wobec zalewu zła: bezmyślnego wpatrywania się w jeden punkt, podczas gdy świat wokół pogrąża się w ciemnościach grzechu i niewiary. Jest to ohyda spustoszenia zainstalowana w miejscu świętym.
Symptomatyczne jest również to, że w artykule pochwala się role, w których aktor kochał się na zabój w plastikowych lalkach (film „Miłość Larsa”). Promowanie takich patologii emocjonalnych jako elementu kariery w filmach wszelkich wag jest dowodem na to, że struktury okupujące Watykan całkowicie odrzuciły katolicką moralność na rzecz psychologicznego relatywizmu. Zamiast potępić dekadencję, „katolicki” autor mruga do czytelnika mrużąc oczy wraz z Goslingiem. To jest właśnie to zeswiecczenie czasów obecnych, o którym pisał Pius XI, wskazując, że odmawianie Kościołowi władzy nauczania prowadzi do zrównania religii z fałszem i ostatecznie do jej zaniku w tyglu popkultury. Bez powrotu do integralnej wiary i odrzucenia tego typu „duchowości” opartej na celebryckich ikonach, wierni pozostaną jedynie wygnańcami z Królestwa, zagubionymi w kosmicznej próżni własnej niewiary.
Za artykułem:
Na co patrzy Ryan Gosling. I dlaczego świat nie może oderwać od niego wzroku (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 17.03.2026








