Portal Gość Niedzielny publikuje artykuł byłego oficera wywiadu US Navy, Stevena Horrella, który analizuje ryzyko operacji wojskowych w cieśninie Ormuz i krytykuje żądania prezydenta Trumpa wobec sojuszników NATO. Tekst koncentruje się na aspektach militarnych, technicznych i strategicznych, przedstawiając perspektywę eksperta od bezpieczeństwa transatlantyckiego. Horrell ocenia trzy możliwe opcje operacyjne (ofensywa, eskorta konwojów, rozminowywanie) jako niezwykle ryzykowne i wskazuje na niedostateczne przygotowanie sił amerykańskich. Artykuł zawiera również komentarze Trumpa, który nazywa sojuszników „tchórzami” i twierdzi, że operacja wiązałaby się z minimalnym ryzykiem. Redakcja podkreśla pęknięcie w relacjach transatlantyckich i izolacjonistyczny nurt w amerykańskiej polityce. Artykuł prezentuje złożony problem geopolityczny wyłącznie w kategoriach siły militarnej, realpolityki i interesów narodowych, całkowicie pomijając najwyższy kontekst moralny, teologiczny i królewski Chrystusa.
Redukcja misji państwa do czystej siły militarnej
Artykuł analizuje konflikt w cieśninie Ormuz przez pryzmat wyłącznie zdolności militarnych, taktyki i polityki międzynarodowej. Horrell mówi o „operacjach ofensywnych”, „eskortowaniu konwojów”, „rozminowywaniu”, „szybkich łodziach szturmowych”, „dronach”, „pociskach balistycznych”. To język technokratyczny, pozbawiony jakichkolwiek odniesień do sprawiedliwości, moralnej legitymizacji użycia siły czy prawa naturalnego. Taka redukcja wojny do czysto technicznego problemu jest bezpośrednim przejawem błędu potępionego przez Piusa IX w Syllabus of Errors: „Prawa moralne nie potrzebują boskiego sankcjonowania” (błąd 56) oraz „Należy uważać za wolnych od wszelkiej winy tych, którzy nie liczą się z potępieniami Świętej Kongregacji Indeksu” (błąd 8 z Lamentabili sane exitu). Kościół katolicki zawsze nauczał, że wojna może być sprawiedliwa tylko pod rygorem surowych warunków (auctoritas principis, causa iusta, intentio recta, proportionalitas), co wymaga rozważania w świetle prawa Bożego. Pominięcie tego kontekstu czyni artykuł nie tylko niewystarczającym, ale i duchowo szkodliwym, gdyż normalizuje myślenie o konflikcie zbrojnym jako o czysto technicznej kwestii, odciętej od etyki chrześcijańskiej.
Pominięcie sprawiedliwej wojny i prawa naturalnego
W całym artykule nie pojawia się ani jedno odniesienie do tradycyjnej nauki Kościoła o wojnie sprawiedliwej (bellum iustum), rozwiniętej przez św. Augustyna, św. Tomasza z Akwinu i potwierdzonej przez Magisterium. Pius XI w encyklice Quas Primas przypomina, że Królestwo Chrystusa „wymaga od swych zwolenników… aby zaparli się siebie samych i krzyż swój nieśli” – a nie tylko by prowadzono rachunki strategiczne. Artykuł Horrella, choć merytoryczny w swojej dziedzinie, działa w próżni moralnej. Nie pyta, czy interencja w Ormuzie służyłaby prawdziwemu dobru wspólnemu, czy też interesom partykularnym; czy byłaby zgodna z zasadą proportionalitas; czy dyplomacja została wyczerpana. To właśnie jest owoce apostazji: świat pozbawiony jest nie tylko języka wiary, ale nawet języka prawa naturalnego, które jest podstawą cywilizacji. Syllabus of Errors potępia błąd: „Wszystkie prawa człowieka pochodzą od państwa” (błąd 39) i „Państwo może oddzielić się od Kościoła” (błąd 55). Artykuł, nie zakwestionowawszy założenia laickiego państwa, które może prowadzić wojnę bez odwołania do prawa Bożego, sam uczestniczy w tym błędzie.
Laicyzm jako założenie niekwestionowane
Artykuł operuje na założeniu, że państwa (USA, kraje NATO, Iran) są suwerennymi bytami politycznymi, które mogą podejmować decyzje o wojnie czy pokoju bez odwołania się do jakiejkolwiek władzy wyższej niż ich własna wola czy interes narodowy. To jest dokładnie to, co Pius IX nazwał „panteizmem państwa” w błędzie 39 Syllabus: „Państwo, jako źródło i początek wszystkich praw, jest obdarzone pewnym prawem nieograniczonym”. W katolickiej wierze jedynym suwerennym Panem narodów jest Jezus Chrystus, Król królów, jak naucza encyklika Quas Primas: „Królestwo Chrystusa obejmuje wszystkich ludzi… On jest źródłem zbawienia dla jednostki i dla państwa”. Artykuł nie zadaje sobie nawet pytania, czy działania USA czy NATO w Ormuzie byłyby zgodne z prawem Bożym, czy nie. Milczy o tym, że bez publicznego uznania królestwa Chrystusa „nie może być trwałego pokoju narodów”, jak pisze Pius XI. Ta świadoma lub nieświadoma akceptacja laicyzmu jest najgłębszym objawem apostazji – świat postępuje, jakby Bóg nie istniał, a Kościół nie miał nic do mówienia w sprawach państwowych.
Symptom soborowej rewolucji w dyskursie publicznym
Ten artykuł jest symptomaticzny dla całej współczesnej komunikacji, również w mediach katolickich. Jego język jest językiem świata: interes, ryzyko, zdolności, sojusze, izolacjonizm. To właśnie jest owocem soborowej rewolucji, która zredukowała Kościół do dialogu z światem, a światu nie pozostawiła nic do powiedzenia poza jego własnym, naturalistycznym językiem. W pierwszym pliku kontekstowym (Przykład budowania artykułów) krytykuje się portal eKAI za to, że opisuje inicjatywę wiernych w kategoriach humanitaryzmu, pomijając sakramenty i Chrystusa. Tutaj mamy analogiczną sytuację, ale na arenie międzynarodowej: dyskurs jest wyłącznie technokratyczny, pozbawiony transcendencji. Pius X w Lamentabili sane exitu potępił błąd: „Kościół bardzo powoli przyzwyczaił się do pojęcia chrześcijanina-grzesznika, którego Kościół rozgrzesza swoim autorytetem” (propozycja 46). W artykule tym nie ma nawet mowy o grzechu, łasce, pokucie, sakramentach – są tylko statystyki, miny, okręty. To jest duchowa głębia współczesnego świata, w którym nawet katolicy (a może zwłaszcza oni) myślą w kategoriach całkowicie pozbawionych nadprzyrodzonego wymiaru.
Konstrukcja: Tylko w królestwie Chrystusa jest pokój
Prawdziwy pokój i bezpieczeństwo narodów są możliwe jedynie w królestwie Chrystusa Króla, jak naucza Pius XI w encyklice Quas Primas: „Królestwo Chrystusa jest przede wszystkim duchowe i odnosi się głównie do rzeczy duchowych… Gdyby Królestwo Chrystusa objęło w rzeczy samej wszystkich, jak ich z prawa obejmuje, mielibyśmy nadzieję, że prawo dawną powagę odzyska, miły pokój znowu powróci”. Artykuł Horrella, choć merytoryczny w swojej wąskiej dziedzinie, jest dowodem na to, jak daleko odeszliśmy od tej prawdy. Bez uznania prawa Bożego i obowiązku publicznego czczenia Chrystusa jako Króla, wszelka polityka, nawet najbardziej realistyczna, jest budowana na piasku. „Niechaj więc obowiązkiem i staraniem Waszym będzie… aby w dniu oznaczonym przed tą doroczną uroczystością wygłoszono w każdej parafii kazania… i wezwano, by tak życie urządził i ułożył, iżby ono odpowiadało życiu tych, którzy wiernie i gorliwie słuchają rozkazów Boskiego Króla” (Quas Primas). Tylko taki pokój jest trwały; wszystkie inne „rozwiązania” są tymczasowe i nacechowane ryzykiem, o którym Horrell tak trafnie pisze, ale którego źródła nie potrafi wskazać, bo szuka ich w złych miejscach.
Za artykułem:
Wszystkie opcje operacji w Ormuzie są bardzo ryzykowne (gosc.pl)
Data artykułu: 20.03.2026








