Portal EWTN News informuje o entuzjastycznym poparciu, jakiego „o.” Richard A. D’Souza, dyrektor „Watykańskiego Obserwatorium”, udzielił misji księżycowej Artemis II. W wywiadzie udzielonym 1 kwietnia 2026 roku, ten przedstawiciel sekty posoborowej określił program NASA mianem „wspaniałego postępu”, wyrażając nadzieję na rozwiązanie zagadek dotyczących pochodzenia księżyca. D’Souza, kontynuując linię naturalistycznego humanizmu, wezwał do komercjalizacji przestrzeni kosmicznej „dla dobra wszystkich”, co stanowi kolejny dowód na całkowite porzucenie przez struktury okupujące Watykan misji nadprzyrodzonej na rzecz doczesnego postępu naukowo-technicznego. Ta kapitulacja teologii przed naukami empirycznymi demaskuje ostateczne bankructwo duchowe „kościoła nowego adwentu”, który zamiast prowadzić dusze do Nieba, woli śledzić trajektorie lotów materialnych kapsuł.
Redukcja stworzenia do problemu laboratoryjnego
Na poziomie faktograficznym mamy do czynienia z jaskrawym przykładem scientyzmu, który przeniknął do najwyższych gremiów modernistycznego „Watykanu”. „O.” Richard A. D’Souza, wypowiadając się jako „astronom papieski”, redukuje księżyc – to lumen minus (światło mniejsze) stworzone przez Boga, aby rządziło nocą (Rdz 1, 16) – do roli obiektu badań geologicznych i chemicznych. Zamiast widzieć w misji Artemis okazję do przypomnienia o potędze Stwórcy, dyrektor „obserwatorium” skupia się na „pytaniach o pochodzenie księżyca”, które rzekomo mają zostać rozwiązane dzięki eksperymentom naukowym. Jest to klasyczne odwrócenie porządku: prawda o początku świata nie płynie już z Objawienia Bożego, lecz z analizy próbek pyłu księżycowego.
Takie podejście ignoruje fundamentalną zasadę katolicką, wedle której gratia non tollit naturam, sed perficit eam (łaska nie niszczy natury, lecz ją doskonali). W wizji D’Souzy natura jest autonomiczna, oderwana od swojego nadprzyrodzonego Źródła. Fakty naukowe są tu przedstawiane jako samowystarczalne, a rola okupujących Watykan struktur sprowadza się do kibicowania NASA w jej tytanicznych wysiłkach opanowania materii. Jest to naturalizm w czystej formie, potępiony przez Piusa IX w Syllabusie błędów (1864), gdzie odrzucono tezę, jakoby rozum ludzki był jedynym sędzią prawdy (propozycja 3). Dla „o.” D’Souzy i jego kolegów, błąd ten stał się nowym dogmatem.
Język postępu jako maska apostazji
Analiza językowa wypowiedzi D’Souzy ujawnia głęboką infekcję modernizmem, który św. Pius X w encyklice Pascendi Dominici gregis (1907) trafnie nazwał „ściekiem wszystkich herezyj”. Używanie terminologii takiej jak „wielki rozwój”, „rozwój ludzkich lotów kosmicznych” czy „korzyść dla wszystkich” świadczy o przejęciu przez rzekomego zakonnika słownika świeckiego humanizmu. W całym wywiadzie nie znajdziemy ani jednego odniesienia do zbawienia dusz, do grzechu czy do konieczności poddania wszelkiej wiedzy pod panowanie Chrystusa Króla. Zamiast tego mamy do czynienia z „dialogiem” z nauką, który jest w istocie monologiem naturalizmu.
Ten biurokratyczny i technokratyczny żargon demaskuje stan umysłu współczesnych „kurialistów” neokościoła. „O.” D’Souza mówi o księżycu jako o miejscu na „eksperymenty naukowe”, co przypomina raczej raport korporacyjny niż wypowiedź człowieka wiary. Brak tu sacrum, brak bojaźni Bożej wobec ogromu stworzenia, które powinno prowadzić do adoracji Stwórcy. To, co dla św. Franciszka z Asyżu było „Bratem Księżycem” wielbiącym Pana, dla funkcjonariusza sekty posoborowej jest jedynie „platformą badawczą”. To przesunięcie semantyczne jest symptomem duchowej martwoty: słowa nie służą już głoszeniu Prawdy, lecz legitymizacji błędu wewnątrz „paramasońskiej struktury”.
Teologiczna kapitulacja przed mitem ewolucji
Na poziomie teologicznym wywiad ten jest jawnym pogwałceniem nauczania Kościoła o nadrzędności wiary nad nauką. Pius XII w encyklice Humani generis (1950) ostrzegał przed fałszywymi opiniami, które zagrażają podstawom doktryny katolickiej, zwłaszcza w kwestiach pochodzenia świata. D’Souza, spekulując o „pochodzeniu księżyca”, zdaje się hołdować teorii ewolucji kosmologicznej, traktując biblijny opis stworzenia jako nieistotny mit.
Program Artemis to wspaniały rozwój z perspektywy ludzkich lotów kosmicznych. (…) Możliwe lądowanie na księżycu pozwoli nam odpowiedzieć na kilka pytań dotyczących jego pochodzenia.
Wypowiedź ta, cytowana przez portal EWTN, pokazuje, że dla neoteologów wszechświat jest w procesie ciągłego stania się, a misje kosmiczne to tylko kolejny etap opanowywania natury bez Boga.
Taka postawa uderza w dogmat o stworzeniu świata ex nihilo (z niczego) przez Boga w czasie. Dyrektor „obserwatorium” sugeruje, że odpowiedzi na pytania o początek bytu udzieli nam technologia, a nie nieomylne Magisterium. Jest to prosta droga do panteizmu, gdzie bóstwo jest tożsame z prawami natury. Jak uczy Sobór Watykański w konstytucji Dei Filius: „Jeśli ktoś mówi, że nauki ludzkie należy uprawiać z taką wolnością, by ich twierdzenia mogły być uważane za prawdziwe, nawet gdyby się sprzeciwiały nauce objawionej – niech będzie wyklęty”. D’Souza i jego mocodawcy z „Watykanu” pod przewodnictwem uzurpatora Leona XIV (Roberta Prevosta), który zasiadł na stolicy po zmarłym w 2025 roku Bergoglio, dawno już pod ten anatemę podpadli.
Symptomatyczna ohyda spustoszenia w nauce
Wreszcie, na poziomie symptomatycznym, entuzjazm dla Artemis II jest wyrazem systemowej apostazji struktur okupujących Watykan od 1958 roku, kiedy to Stolica Piotrowa stała się vacans. Zamiast nawracać narody na wiarę katolicką, neokościół woli budować „wspólny dom” i zajmować się doczesnymi nowinkami. Jest to klasyczne „wyjście do świata”, które skończyło się całkowitym roztopieniem się w naturalistycznej mentalności. Analiza ta, prowadzona z perspektywy sedewakantystycznej, ukazuje, że misja Artemis, nazwana imieniem pogańskiej bogini, staje się dla sekty posoborowej nowym „znakiem czasu”, zastępującym nadprzyrodzone Objawienie.
Fakt, że „papieski” astronom nie widzi w tym pogańskim nazewnictwie nic gorszącego, jest dowodem na synkretyzm religijny panujący w strukturach okupowanych przez modernistów. Zamiast głosić Chrystusa Króla Wszechświata, „neo-watykan” bije brawo NASA, która – jak każda instytucja ufundowana na laickich zasadach – dąży do zbudowania nowej wieży Babel. To nie jest służba Prawdzie, lecz udział w budowie królestwa Antychrysta, gdzie „humanitarny postęp” zastępuje Łaskę Bożą. Tylko powrót do integralnej wiary katolickiej pozwala właściwie spojrzeć na gwiazdy – nie jako na surowiec dla przemysłu, ale jako na odblask wiecznej Chwały Bożej i przypomnienie o Marji, Gwiazdzie Zarannej (Stella Matutina), która jako jedyna prowadzi nas bezpiecznie przez noc tego świata do prawdziwego Nieba.
Za artykułem:
Artemis II moon mission ‘a great development,’ Vatican Observatory director says (ewtnnews.com)
Data artykułu: 01.04.2026



