Portal Gość Niedzielny informuje o „głośnych eksplozjach” i dźwiękach „przypominających przelatujące samoloty” w stolicy Wenezueli, sugerując możliwą interwencję Stanów Zjednoczonych. Cytując „dziennikarzy wenezuelskich”, tekst relacjonuje doniesienia o amerykańskich śmigłowcach CH-47G „Chinook” oraz zdjęcia dymu nad miastem. Administracja USA rzekomo „wiedziała o doniesieniach”, zaś prezydent Donald Trump miał stwierdzić, że „dni przywódcy Wenezueli Nicolasa Maduro są policzone”, nie wykluczając „lądowej inwazji”. Autorzy ograniczają się do powielania agencyjnych depasz, nie wspominając ani słowem o podstawowym obowiązku katolickich mediów: piętnowaniu wojny jako dzieła szatana i głoszenia jedynego źródła pokoju – społecznego panowania Jezusa Chrystusa.
Naturalistyczna redukcja konfliktu do geopolityki
Tekst wpisuje się w laicką narrację konfliktu jako „nieuniknionego” starcia interesów mocarstw, całkowicie pomijając nadprzyrodzoną perspektywę. Pius XI w encyklice Quas primas (1925) nauczał niezbitej prawdy: „nadzieja trwałego pokoju dotąd nie zajaśnieje narodom, dopóki jednostki i państwa wyrzekać się będą i nie zechcą uznać panowania Zbawiciela naszego”. Tymczasem komentowany artykuł, podobnie jak cała współczesna „katolicka” publicystyka, redukuje rzeczywistość do poziomu czysto materialnego – walki o „ogromne rezerwy ropy naftowej”.
Kapitulacja przed militarystyczną retoryką
„Prezydent powiedział w niedawnym wywiadzie dla portalu Politico, że dni przywódcy Wenezueli Nicolasa Maduro »są policzone«, ale nie ujawnił celu i strategii wobec tego kraju. Jednocześnie odmówił wykluczenia lądowej inwazji na Wenezuelę” – czytamy. Brak jakiegokolwiek komentarza moralnego do tej jawnej groźby agresji stanowi zdradę katolickiego obowiązku. Już św. Augustyn w Państwie Bożym (XIX, 7) podkreślał, że wojna – nawet „sprawiedliwa” – zawsze pozostaje skutkiem grzechu pierworodnego. Pius XII w radiowym orędziu z 24 sierpnia 1939 r. wzywał: „Nic nie jest stracone przez pokój. Wszystko może być stracone przez wojnę”.
Milczenie o obowiązku pokoju opartego na prawie Bożym
Najcięższym zarzutem wobec autorów jest całkowite pominięcie katolickiej nauki o pokoju jako »dziele sprawiedliwości« (Iz 32,17). Leon XIII w encyklice Immortale Dei (1885) przypominał: „Państwa nie mogą bez zbrodni zachowywać się tak, jakby Bóg w ogóle nie istniał, albo odrzucać religię jako obcą i niepotrzebną”. Tymczasem zarówno reżim Maduro, jawnie wspierający komunistyczne prześladowania Kościoła, jak i USA promujące aborcję, gender oraz „prawa LGBT”, występują przeciwko panowaniu Chrystusa Króla.
Teologiczny wymiar konfliktu: walka z porządkiem nadprzyrodzonym
Wenezuelski kryzys nie jest jedynie „starciem mocarstw”, lecz przejawem światowej rewolucji antychrześcijańskiej. Pius IX w Syllabusie błędów (1864) potępił błąd nr 62: „Nie należy potępiać zasad non-interwencji”, zaś błąd nr 63: „Dopuszczalna jest odmowa posłuszeństwa legalnym władcom, a nawet powstanie przeciwko nim”. Tymczasem obie strony konfliktu – zarówno lewicowy reżim Maduro, jak i neoliberalne USA – odrzucają społeczne panowanie Chrystusa, promując kult człowieka.
Duchowa zapaść „katolickich” mediów
Fatalnym symptomem jest powoływanie się przez portal na „dziennikarzy wenezuelskich” i „użytkowników portali społecznościowych” bez weryfikacji ich wiarygodności. Katolickie medium powinno kierować się zasadą „testis in casu proprio non est testis” (świadek we własnej sprawie nie jest wiarygodny), zwłaszcza gdy relacje mogą służyć militarystycznej propagandzie. Brakuje tu również wezwania do modlitwy różańcowej o pokój – ostatniej deski ratunku dla pogrążonego w apostazji świata.
Jawna apostazja współczesnych narodów
„Amerykanie od tygodni wzmacniają presję na wenezuelskie władze i prowadzą ataki na łodzie podejrzane o transportowanie narkotyków do USA” – czytamy. Artykuł pomija fakt, że Stany Zjednoczone same promują narkotykową rewolucję poprzez legalizację marihuany w kolejnych stanach. Maduro zaś, choć nominalnie zwalcza narkotyki, wspiera komunistyczne reżimy prześladujące Kościół. Oba państwa – jak większość współczesnych narodów – zasługują na miano „królestw bez Boga”, które Pius XI w Quas primas nazywał źródłem wszelkich nieszczęść.
Droga do prawdziwego pokoju: tylko przez Chrystusa Króla
Katolicka odpowiedź na konflikt w Wenezueli musi zaczynać się od publicznego poświęcenia obu narodów Najświętszemu Sercu Jezusa i Niepokalanemu Sercu Maryi. Pius XII w encyklice Summi Pontificatus (1939) wskazywał: „Pokój Chrystusowy nie może zapanować inaczej, jak tylko przez panowanie Chrystusowe”. Tymczasem media – nawet deklarujące się jako katolickie – wolą powielać świeckie narracje, niż głosić niewygodną prawdę o konieczności poddania narodów pod jarzmo Chrystusa.
Modlitwa zamiast militarystycznych spekulacji
Zamiast analizować „strategię wobec kraju” czy spekulować o „lądowej inwazji”, prawdziwie katolicki portal powinien wezwać wiernych do:
1. Różańca wynagradzającego za grzechy narodów
2. Postów o nawrócenie przywódców politycznych
3. Publicznych procesji błagalnych o intronizację Chrystusa Króla
4. Czytania encyklik społecznych papieży sprzed 1958 roku
5. Odrzucenia fałszywego ekumenizmu z antychrześcijańskimi ideologiami.
„Do dobrodziejstw, które spłynęły z obchodów publicznych i prawnie zaprowadzonych na cześć Boga Rodzicy i Świętych, zaliczyć przede wszystkim trzeba to, iż Kościół w każdym czasie oddalał zwycięsko zarazę herezji i błędów”
– pisał Pius XI w Quas primas. Współczesne „katolickie” media, milcząc o konieczności publicznego kultu Chrystusa Króla, stają się mimowolnymi sojusznikami globalnej rewolucji.
Za artykułem:
Agencje: w Caracas słychać eksplozje i przelatujące samoloty (gosc.pl)
Data artykułu: 03.01.2026







