Portal „Tygodnik Powszechny” relacjonuje: „Ballada o wyspie Wallis Jamesa Griffithsa to nieoczywisty hołd złożony nie tyle folkowi czy jego wykonawcom, ile tym skromnym anonimowym słuchaczom, którzy w kolekcjonowanych winylach zaklinają czas bezpowrotnie miniony”. W rzekomo „słodko-gorzkiej komedii” eksponuje się sentymentalną próbę reanimacji przeszłości przez samotnego wdowca Charlesa (Tim Key), który za wygrane pieniądze sprowadza dawny folkowy duet Herb (Tom Basden) i Nell (Carey Mulligan).
Naturalistyczna pułapka nostalgii
„Balladę” przedstawia się jako opowieść o „rzeczach, które łatwo byłoby zamienić w mądre banały” – rzekomo o niemożności powrotu do przeszłości i zamrażającej sile wspomnień. W rzeczywistości mamy do czynienia z klasycznym przykładem naturalistycznej redukcji ludzkiego doświadczenia do emocjonalnego epifenomenu. Pius XI w Quas primas przypominał: „Pokój możliwy jest jedynie w królestwie Chrystusa”, podczas gdy film Griffithsa proponuje pogańską wizję samowystarczalności ludzkich przeżyć, gdzie transcendencja zostaje zastąpiona psychologicznym samozadowoleniem.
Estetyzacja dekadencji
Autorzy chwalą „surowe pejzaże i przekąsy” oraz „analogową muzykę”, lecz pomijają kluczowy fakt: klimat filmu oddycha duchowym dekadentyzmem. Postaci żyjące „ze sprzedaży domowych przetworów” lub „próbujące robić karierę w popie” to karykaturalne obrazy człowieka pozbawionego nadprzyrodzonej perspektywy. Jak przypominał św. Pius X w Lamentabili sane, każda działalność artystyczna winna służyć „odkupieniu człowieka przez Chrystusa”, nie zaś celebrować jałową nostalgię.
Relacje międzyludzkie jako świecka sakramentologia
„Tygodnik” zachwyca się, że film „zamiast muzycznych popisów rządzą intymne emocje”. To typowo modernistyczne przewartościowanie – uczucia zastępują tu obiektywny porządek moralny. Scenariusz gloryfikujący „żywego człowieka w jego niedoskonałościach” ignoruje katolicką naukę o grzechu i łasce. Gdy Nell porzuca dawnego partnera dla „Amerykanina”, recenzentka przemilcza kwestię nierozerwalności małżeństwa, akceptując relatywizm związków.
Kult jednostki versus communio
Filmowy Charles to modelowy przykład indywidualizmu oderwanego od wspólnoty wiary. Jego „wierny acz specyficzny fandom” przypomina współczesne kulty celebryckie, gdzie idol zastępuje Boga. Tymczasem Leon XIII w Humanum genus przestrzegał przed „fałszywym kultem natury i ludzkich namiętności”. Samotność bohatera na „wietrznej wyspie” symbolizuje duchową pustkę człowieka odciętego od Kościoła – jedynego depozytariusza obiektywnej prawdy.
Puenta
Gdy portal zachwala, że „prawdziwy artysta to ten, który nie musi wybielać sobie zębów”, ujawnia się sedno problemu: kult brzydoty moralnej pod płaszczem artystycznej autentyczności. W świecie pozbawionym Chrystusa Króla nawet „wrażliwy film” staje się narzędziem demoralizacji. Jak głosi kanon 188.4 Kodeksu Prawa Kanonicznego z 1917 r.: „Każdy urząd staje się wakujący na mocy samego faktu publicznego odstępstwa od wiary” – tę zasadę należy odnieść także do sztuki odrzucającej nadprzyrodzony ład.
Za artykułem:
Film „The Ballad of Wallis Island”: humor, nostalgia i wzruszenia bez banału (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 09.01.2026







