Geopolityczna gra pozorów w służbie świeckiego pragmatyzmu
Portal Gość Niedzielny relacjonuje spór dyplomatyczny między Chinami a Stanami Zjednoczonymi, w którym rzeczniczka MSZ Chin Mao Ning „wezwała USA, by nie wykorzystywały innych państw jako wymówki do realizacji własnych interesów”, reagując na wypowiedź Donalda Trumpa o konieczności przejęcia kontroli nad Grenlandią dla „powstrzymania wpływów Chin i Rosji”. W odpowiedzi przedstawicielka Pekinu podkreśliła, że „kraje Ameryki Łacińskiej są suwerennymi i niepodległymi państwami”, zapowiadając jednocześnie pogłębianie współpracy z Wenezuelą i Kubą.
„Stany Zjednoczone, dążąc do osiągnięcia własnych korzyści, nie powinny używać innych krajów jako wymówki”
Naturalizm polityczny jako nowa religia stosunków międzynarodowych
Cała wymiana oskarżeń pomiędzy Waszyngtonem a Pekinem odsłania głębszy problem współczesnej dyplomacji: całkowite oderwanie od lex naturalis (prawa naturalnego) i zasad moralnych. Jak nauczał Pius XI w Quas Primas: „królestwo naszego Odkupiciela obejmuje wszystkich ludzi (…) tak, iż najprawdziwiej cały ród ludzki podlega władzy Jezusa Chrystusa”. Tymczasem zarówno amerykański pragmatyzm, jak i chiński komunizm operują wyłącznie kategorią interesu narodowego, całkowicie pomijając nadprzyrodzony porządek.
Rzeczniczka chińskiego MSZ z oburzeniem reaguje na próby narzucania przez USA „własnych układów” Kubie, jednocześnie przemilczając fakt, że komunistyczne Chiny od dekad prowadzą politykę neokolonialną w Afryce i Azji. To hipokryzja typowa dla modernistycznej mentalności, potępionej przez św. Piusa X w Lamentabili sane, gdzie czytamy: „dogmaty wiary (…) są tylko interpretacją faktów religijnych” – co doskonale przekłada się na relatywizm współczesnej dyplomacji.
Suwerenność narodów bez Boga – fikcja i utopia
Gdy Mao Ning deklaruje, że „kraje Ameryki Łacińskiej mają prawo samodzielnie wybierać sobie partnerów”, należy zapytać: na jakich zasadach ma się opierać ta współpraca? Współczesne pojęcie suwerenności, oderwane od regnum Christi (królestwa Chrystusa), staje się pustą fikcją. Jak przypominał Pius IX w Syllabusie błędów: „Kościół powinien być oddzielony od Państwa, a Państwo od Kościoła” to błąd potępiony jako sprzeczny z odwiecznym porządkiem.
Spór o wpływy w Arktyce czy Wenezueli uwidacznia bankructwo świeckiej koncepcji praw narodów. Bez uznania prymatu prawa Bożego nad ustawodawstwem ludzkim – co stanowiło fundament cywilizacji chrześcijańskiej – międzynarodowe relacje sprowadzają się do walki silniejszych ze słabszymi. Tymczasem już Leon XIII w Rerum novarum nauczał, że „państwa istnieją nie po to, by ludzie w nich jak najwięcej korzystali, lecz by dobrze żyli”.
Milczenie o prześladowaniach jako współudział
Szczególnie wymowne jest przemilczenie przez portal prawdziwego oblicza reżimów w Caracas czy Hawanie. Podczas gdy artykuł powtarza pekińskie narracje o „promowaniu pokoju i stabilności”, rzeczywistość pokazuje systematyczne niszczenie kościołów w Wenezueli i prześladowania katolików na Kubie. Jak zauważył Pius XI, „gdy Boga i Jezusa Chrystusa usunięto z praw i z państw, stało się iż zburzone zostały fundamenty pod tąż władzą”.
Retoryka „wzajemnego szacunku” między mocarstwami okazuje się fasadą dla cynicznej gry interesów, gdzie prawa narodów i jednostek są jedynie kartą przetargową. W obliczu tej sytuacji jedynym ratunkiem pozostaje powrót do zasady wyrażonej w Psalmie 2: „Służcie Panu z bojaźnią, a drżyjcie z radością” – uznanie Chrystusa Króla za jedynego prawodawcę narodów.
Za artykułem:
Chiny: USA nie powinny używać innych państw jako wymówki dla realizacji własnych celów (gosc.pl)
Data artykułu: 12.01.2026







