Neurolog Andrew Huberman i jego naturalistyczne „nawrócenie” jako symptom religijnego relatywyzmu
Portal LifeSiteNews (12 stycznia 2026) relacjonuje rzekome duchowe przebudzenie dr. Andrew Hubermana, neurobiologa ze Stanforda, który twierdzi, iż doświadczył „prawdziwego, głębokiego pokoju” po „poddaniu się Bogu”. Choć powierzchownie brzmi to jak pozytywna informacja, analiza tego fenomenu przez pryzmat niezmiennej doktryny katolickiej odsłania głębszy kryzys współczesnej duchowości.
Religia jako narzędzie samooptymalizacji
„Życie jest zbyt trudne, by poradzić sobie z nim bez wiary w Boga, w „wyższą siłę”
Huberman redukuje relację z Bogiem do funkcjonalnego instrumentu zarządzania stresem i traumą, co stanowi jawne przejaw pelagianizmu zmieszanego z psychologizmem. Jego podejście przypomina herezję semipelagiańską potępioną na Soborze w Orange (529 r.), gdzie człowiek rości sobie prawo do inicjowania zbawczego procesu bez łaski uświęcającej. Jak ostrzegał św. Augustyn: „Gdy Bóg wynagradza nasze zasługi, wynagradnia tylko swoje dary” (Ep. 194, 5,19).
Biblia bez Kościoła: droga do subiektywizmu
Neurobiolog chwali się lekturą Pisma Świętego, jednak całkowicie pomija kluczową rolę Magisterium w interpretacji Objawienia. To klasyczny przejaw protestanckiego sola scriptura, potępionego przez Sobór Trydencki (sesja IV, 1546 r.). Jak uczył papież Pius XII w encyklice Humani generis (1950): „Źródłem wszelkiej prawdy zbawiennej i normy moralności nie jest samo Pismo Święte, lecz objawienie spisane i nie spisane, które Kościół przyjął od Apostołów”.
Pseudopokój bez sakramentalnej łaski
„Po raz pierwszy w życiu doświadczyłem trwałego, prawdziwego, głębokiego pokoju”
Hubermanowski „pokój” to jedynie naturalny stan psychicznego odprężenia, nie zaś nadprzyrodzona pax Dei wypływająca z łaski uświęcającej. Prawdziwy pokój, jak nauczał św. Paweł, „przewyższa wszelkie poznanie” (Flp 4,7) i jest owocem Ducha Świętego (Ga 5,22). Bez przyjęcia sakramentów w prawdziwym Kościele, jak zaznaczał św. Cyprian, „nie może mieć Boga za Ojca, kto nie ma Kościoła za Matkę” (De unitate ecclesiae, 6).
„Wyższa siła” zamiast Trójjedynego Boga
W całym wywodzie Huberman konsekwentnie unika chrystocentryzmu, sprowadzając Boga do mglistego deizmu – „czegoś znacznie większego od nas”. Jest to dokładne odzwierciedlenie modernizmu potępionego w dekrecie Lamentabili (1907), gdzie błąd nr 22 głosił: „Dogmaty, które Kościół podaje jako objawione, nie są prawdami pochodzenia Boskiego, ale pewną interpretacją faktów religijnych”.
Kult samorealizacji w miejsce nawrócenia
Opisywana „duchowa przemiana” jest w istocie kolejnym etapem biohakingu – optymalizacji funkcji życiowych, tyle że w sferze emocjonalnej. Brak jakiejkolwiek wzmianki o grzechu, konieczności pokuty czy zadośćuczynienia odsłania całkowite niezrozumienie istoty nawrócenia. Jak pisał św. Jan Chryzostom: „Jeśli nie wyznasz grzechów, nie będziesz miał z nich uzdrowienia” (Hom. in div. 2,4).
Posoborowa duchowa pustka
Fenomen Hubermana to nie przypadkowy epizod, ale logiczna konsekwencja posoborowego zanegowania extra Ecclesiam nulla salus. Gdy struktury okupujące Watykan promują synkretyzm religijny (Asyż 1986), nic dziwnego, że świat szuka Boga poza jedynym prawdziwym Kościołem. Jak prorokował Pius XI w Quas Primas (1925): „Jeśli ludzie wyrzucą Jezusa Chrystusa i Jego święte prawo (…) społeczeństwo ludzkie zostanie wstrząśnięte do podstaw”.
W obliczu tej duchowej katastrofy jedyną odpowiedzią pozostaje powrót do pełni katolickiej Tradycji – jedynego źródła łaski i prawdy. Jak pisał św. Wincenty z Lerynu: „Trzeba strzec tego, w co wszędzie, zawsze i wszyscy wierzyli” (Commonitorium, 434 r.).
Za artykułem:
Andrew Huberman: I have ‘real, deep peace’ for the first time in my life after surrendering to God (lifesitenews.com)
Data artykułu: 12.01.2026







