Filmowa mistyfikacja w służbie genderowej rewolucji
Portal Tygodnik Powszechny (20 stycznia 2026) promuje dzieło Chloé Zhao „Hamnet” jako rzekomo „intensywny kawał kina” oraz „ambitne kino środka”. W rzeczywistości mamy do czynienia z kolejnym przejawem kulturowego wandalizmu, który pod płaszczykiem artystycznej reinterpretacji dokonuje deformacji historycznej prawdy i zasad wiary. Jak czytamy w recenzji:
„Agnes Szekspir [to] trochę wiedźmy z lasu, trochę Kate Bush z teledysku »The Sensual World«, trochę zielarki tańczącej z jastrzębiami i czytającej przyszłość”.
Ta „wizualna baśń” stanowi jawną apoteozę neopogańskich praktyk, potępionych wyraźnie w Piśmie Świętym: „Niech nie znajdzie się u ciebie […] który by pytał duchów i widma, wypytywał umarłych” (Pwt 18, 10-11 Wlg). Kościół zawsze przestrzegał przed okultyzmem, podczas gdy współczesna „kultura” gloryfikuje go jako przejaw „kobiecej mocy”.
Relatywizacja prawdy historycznej
Artykuł przyznaje, iż film to „wielce życzeniowa i celowo anachroniczna biografia”, lecz bagatelizuje ten fakt jako drobiazg „dla szekspirologicznych nerdów”. Tymczasem fałszowanie historii stanowi klasyczną metodę rewolucji kulturowej, potępioną przez Piusa XI w encyklice Divini illius Magistri: „Fałszywe filozofie […] usiłują przebudować według swego widzimisię nawet historię ludzkości”.
Twórcy „Hamneta” nie tylko zniekształcają postać Szekspira (redukując go do „faceta z krwi i kości”), ale przede wszystkim deprecjonują sakramentalny charakter małżeństwa, ukazując je jako związek oparty na emocjach i namiętnościach. Tymczasem Katechizm Rzymski naucza: „Małżeństwo jest związkiem mężczyzny i kobiety, przez który powstaje nierozerwalna wspólnota całego życia, skierowana ku dobru małżonków oraz zrodzeniu i wychowaniu potomstwa”.
Estetyczny emocjonalizm przeciw rozumowi
Recenzja chwali „aktorstwo wysokiej wrażliwości” Jessie Buckley, gdzie „wszystko jest na wierzchu, na twarzy rozedrganej, plastycznej, jakby nadmiernie unerwionej”. Ten kult histerycznej ekspresji stanowi zaprzeczenie katolickiego porządku, w którym – jak uczy św. Tomasz z Akwinu – „rozum powinien kierować emocjami” (Summa Theologiae I-II, q. 56).
Zhao celowo tworzy klimat irracjonalnego fatalizmu, mieszając „naturalizm z magią” w sposób potępiony przez Kongregację Świętego Oficjum w dekrecie Lamentabili sane exitu (1907): „Pismo Święte zawiera […] mityczne wynalazki, a Jezus Chrystus jest sam mitem” (propozycja 7 potępiona). Choć film nie sięga aż tak daleko, to podobna hermeneutyka podejrzeń wobec historii zbawienia przenika całą postmodernistyczną kulturę.
Genderowa reinterpretacja jako narzędzie dechrystianizacji
Centralnym grzechem filmu jest celowe przesunięcie akcentu na postać żony Szekspira, co recenzentka określa jako „ważne w czasach, kiedy przesuwa się akcenty na postacie kobiece”. Ta jawna ideologizacja sztuki narusza zasadę ars gratia artis, redukując dzieło do tuby neomarksistowskiej rewolucji obyczajowej.
„Dostajemy raczej historię z gatunku »jak być mogło« […] gdzie »Szekspir współczesny« to nie tyle ponadczasowy geniusz […] ile facet z krwi i kości”.
Tymczasem już Pius XII w przemówieniu do twórców filmowych „Vigilanti cura” (1936) ostrzegał: „Sztuka nie może być oddzielona od moralności, ani tym bardziej stać przeciw niej”. Kreowanie „wiedźmowej” wizji kobiecej duchowości to ewidentne nawiązanie do feministycznej teologii, potępionej przez Święte Oficjum jako sprzeczna z Objawieniem.
Milczenie o chrześcijańskich korzeniach Europy
Najdotkliwszym pominięciem – zarówno filmu, jak i recenzji – jest całkowite zignorowanie chrześcijańskiego kontekstu epoki elżbietańskiej. XVI-wieczna Anglia to czas zażartych sporów teologicznych, dynamicznego rozwoju kontrreformacji, a wreszcie – męczeństwa tysięcy katolików prześladowanych pod rządami Elżbiety I. Redukcja tej rzeczywistości do „magicznego mikrokosmosu” stanowi przejaw modernistycznej ahistoryczności, demaskowanej przez św. Piusa X w Pascendi dominici gregis:
„Moderniści […] nie uznają żadnej tradycji, żadnego prawa, nawet boskiego, które by nie podlegało rozwojowi” (cz. I, rozdz. 2).
Zamiast ukazać Szekspira jako twórcę głęboko przenikniętego chrześcijańską wizją człowieka (co jasno wynika z jego dramatów), film Zhao redukuje go do „skromnego korepetytora z łaciny”, tłamszonego przez ojca i uciekającego w pisarstwo. To freudowska karykatura wielkiego dramaturga, służąca zdeprecjonowaniu jego duchowego dziedzictwa.
Ku prawdziwej katolickiej odnowie kultury
Wobec tego typu produkcji katolik winien zachować „duchową abstynencję”, zgodnie z radą Piusa XI: „Niech […] każdy katolik […] nie wspiera dobrowolnie przedsiębiorstw, które by się przyczyniać miały do deprawacji duszy” („Vigilanti cura”). Prawdziwa sztuka nie może budować się na emocjonalnych manipulacjach i ideologicznych przekłamaniach, lecz winna – jak uczył papież Pius XII – „dążyć do prawdy, dobra i piękna, które są odblaskiem Boga”.
Dopóki kino nie powróci do realizmu i transcendentnego wymiaru człowieka, pozostanie jedynie „katharsis” dla zbiorowej neurozy, a nie narzędziem poznania prawdy. „Hamnet” Chloé Zhao to kolejny dowód na głęboki kryzys kultury oderwanej od swych chrześcijańskich korzeni, potwierdzający słowa św. Pawła: „Gdzie nie ma Ducha Bożego, tam wolność ich jest tylko wolnością od prawdy” (por. 2 Kor 3,17).
Za artykułem:
„Hamnet”: Szekspir, żałoba i kobieca perspektywa w wizji Chloé Zhao (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 20.01.2026







