Polityczny pragmatyzm jako narzędzie relatywizacji moralnego porządku
Portal Gość Niedzielny (23 stycznia 2026) relacjonuje wypowiedź Donalda Trumpa, w której amerykański polityk stwierdza: „myślę, że Putin i Zełenski chcą zawrzeć porozumienie”, sugerując wzajemne „ustępstwa” stron konfliktu rosyjsko-ukraińskiego. Brak jakiegokolwiek odniesienia do zasad moralnych, sprawiedliwości wojennej czy prawa naturalnego w tym kontekście stanowi jaskrawą ilustrację totalnej degeneracji współczesnej dyplomacji, oderwanej od nadprzyrodzonego porządku.
Redukcja moralności do technokratycznego negocjacyjnego procesu
Trump oświadcza:
„każdy robi ustępstwa, by to zakończyć”
, traktując ludzkie życie i suwerenność narodów jako zwykłe chipsy przetargowe. Taka postawa całkowicie ignoruje naukę Kościoła o bellum iustum (wojnie sprawiedliwej), która wyraźnie określa warunki moralnej dopuszczalności konfliktu zbrojnego. Św. Augustyn w De civitate Dei nauczał: „Pokój sprawiedliwych jest uporządkowaną zgodą poznania i działania poddanych pod władzę zwierzchnią” (XIX, 13). Współczesny dyskurs redukuje pokój do zwykłego braku działań wojennych, pomijając jego istotę – tranquillitas ordinis (spokój porządku) oparty na prawdzie i sprawiedliwości.
Milczenie o źródłach konfliktu jako przejaw apostazji
Artykuł całkowicie pomija kluczowy kontekst teologiczny: wojna jest karą za grzechy narodów, jak nauczał Pius XII w radiowym orędziu z 24 sierpnia 1939 r. Brak jakiejkolwiek wzmianki o potrzebie publicznego pokuty, nawrócenia czy modlitwy wynika z naturalistycznej wizji historii, która dominuje w modernistycznych mediach. Tymczasem Sobór Watykański II w konstytucji Gaudium et spes (niemającej oczywiście statusu doktrynalnego) stwierdza w punkcie 78: „Pokój (…) nie jest jedynie brakiem wojny”, co w praktyce zostało całkowicie zarzucone na rzecz politycznego pragmatyzmu.
Fałszywa neutralność jako forma współudziału w niesprawiedliwości
Trump deklaruje:
„Robię to w większej mierze dla Europy, niż dla siebie. (…) Nie robię tego zbytnio dla USA, bo to nas za bardzo nie dotyczy”
. Ta kalkulacyjna postawa jest zaprzeczeniem katolickiej zasady solidarności między narodami. Już Leon XIII w encyklice Sapientiae Christianae (1890) ostrzegał: „Ci, którzy nie stawiają oporu niesprawiedliwości, tak jak powinni, stają się współwinowajcami” (nr 15). W obliczu jawnych zbrodni przeciwko ludzkości, „życzliwa obojętność” staje się formą moralnego współudziału.
Uproszczony pragmatyzm versus porządek moralny
Wspomniane w artykule „trudne warunki życia ludności w Ukrainie” i „siarczyste mrozy” służą jako emocjonalne uzasadnienie dla kompromisów moralnych. Tymczasem św. Tomasz z Akwinu w Summa Theologiae (II-II, q.40 a.1) wyraźnie stwierdza, że „pokój nie jest celem samym w sobie, lecz musi być podporządkowany dobru wspólnemu zgodnemu z prawem Bożym”. Proponowany przez Trumpa model negocjacji przypomina haniebną konferencję w Jałcie, gdzie mocarstwa światowe rozdzielały narody niczym łup wojenny, całkowicie ignorując ich wolność i godność.
Konieczność powrotu do katolickich zasad pokoju
Prawdziwe rozwiązanie konfliktów międzynarodowych możliwe jest jedynie przez publiczne uznanie królewskiej władzy Chrystusa nad narodami. Pius XI w encyklice Quas primas (1925) nauczał nieomylnie: „Pokój (…) wówczas zajaśnieje narodom, gdy jednostki i państwa uznać zechcą panowanie Zbawiciela naszego” (nr 1). Jak długo dyplomacja będzie opierać się na relatywistycznej filozofii „równowagi sił” i „stref wpływów”, a nie na niezmiennych zasadach Ewangelii, żadne porozumienia nie przyniosą trwałego pokoju.
Za artykułem:
Trump: myślę, że Putin i Zełenski chcą zawrzeć porozumienie (gosc.pl)
Data artykułu: 23.01.2026








