Portal Tygodnik Powszechny (19 stycznia 2026) promuje najnowszą adaptację opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza „Dzień listopadowy” w reżyserii Jana Kidawy-Błońskiego. Akcja spektaklu – w przeciwieństwie do literackiego pierwowzoru – rozgrywa się nie w leśniczówce, lecz w agroturystyce prowadzonej przez „dość nieokrzesanego” Karola (Olaf Lubaszenko), gdzie pojawiają się jego matka-aktorka Starska (Ewa Wiśniewska) oraz gosposia Hanka (Julia Kijowska). Reżyser dokonuje psychologizacji krajobrazu, eksponując rzekomo „uniwersalne” konflikty: między erosem a tanatosem, fałszem a prawdą, ucieczką a konfrontacją.
Naturalistyczna redukcja człowieka do poziomu zwierzęcia uczuciowego
Kluczowy zarzut wobec tej produkcji dotyczy jej antropologii, która – wbrew katolickiej nauce o człowieku jako compositum humanum (jedności ciała i duszy) – sprowadza ludzkie dramaty do psychologicznych mechanizmów. Jak słusznie zauważył Pius XII w przemówieniu do członków Świętego Oficjum z 1948 roku: „Psychologia bez duszy to zwierzęcość bez Boga”. Kreacja Karola jako „mężczyzny targanego emocjami i niezdolnego do dialogu” to portret człowieka pozbawionego życia nadprzyrodzonego, skazanego na wieczne błąkanie się w labiryncie własnych afektów.
Istotą „Dnia…” jest zestawienie dwóch odmiennych postaw wobec życia – witalnej (jej istotą jest eros) i fatalnej (tanatos).
To zdanie demaskuje prawdziwe oblicze spektaklu: redukcję osoby ludzkiej do poziomu zwierzęcia kierującego się popędami. Św. Tomasz z Akwinu w Sumie Teologicznej (I-II, q. 26) naucza, że miłość ludzka winna być „rationalis per participationem” (racjonalna przez uczestnictwo w rozumie Bożym), podczas gdy tu mamy do czynienia z kultem namiętności jako motoru ludzkiego działania.
Psychoterapia jako substytut sakramentu pokuty
Szczególnie niepokojący jest finałowy zabieg „sceny psychoterapeutycznej”, gdzie Hanka „odgrywa role” z Kazikiem (Bartosz Gelner). W ten sposób twórcy proponują świecką pseudosoteriologię, gdzie terapeuta zastępuje kapłana, a analiza kompleksów – spowiedź św. Jak czytamy w encyklice Humani generis Piusa XII: „Psychologia głębi, jeśli nie jest kontrolowana prawdami wiary, prowadzi do materialistycznego monizmu” (p. 30).
Postać Kazika – określana jako „złowroga synteza Janka i Arka z Kochanków z Marony” – stanowi symbol duchowego uwiedzenia. Gosposia upatrująca w nim „swojej przyszłości” to metafora współczesnego człowieka szukającego zbawienia w miejscach sprzeciwiających się łasce.
Aktorstwo jako alegoria współczesnego relatywizmu
Kreacja Ewy Wiśniewskiej jako Starskiej zasługuje na teologiczną analizę. Jej postać – „nie wiadomo, kiedy jest sobą, a kiedy gra” – to doskonały obraz kultury opartej na permanentnym kłamstwie. Jak nauczał św. Augustyn w De mendacio: „Kłamstwo to mówienie fałszu z intencją oszukania”. W świecie pozbawionym Objawienia każdy staje się aktorem własnego życia, pozbawionym dostępu do obiektywnej prawdy.
Karol prawdopodobnie całe życie próbował przebić się przez twardą skorupę aktorskiej kreacji Starskiej, by w jej skrzętnie ukrywanym wnętrzu odnaleźć matkę.
Ten fragment odsłania drugie dno spektaklu: tragedię pokolenia wychowanego w kulturze symulakrów, gdzie nawet macierzyństwo staje się performansem. Brak autentycznego ojcostwa (postać grana przez Lubaszenkę to „mężczyzna zachowujący się irracjonalnie”) odpowiada współczesnemu kryzysowi patriarchalnych struktur, o którym Pius XI pisał w Quas primas: „Gdy usunięto Jezusa Chrystusa i Jego najświętsze prawo ze stosunków międzyludzkich, społeczeństwo zachwiało się w posadach”.
Listopad jako symbol duchowej zimy
Kidawa-Błoński uczynił przyrodę „ważną bohaterką”, eksponując „pełne melancholii listopadowe oblicze” krajobrazu. To nieprzypadkowy zabieg – w tradycji katolickiej listopad to miesiąc zadumy nad śmiercią i życiem wiecznym. Jednak w tym spektaklu melancholia pozbawiona jest nadziei zmartwychwstania, stając się jedynie estetyzowaną rozpaczą.
Motyw muzyczny skomponowany przez Iwaszkiewicza („fragment menueta z 1918 r.”) oraz wykorzystanie jego fotografii (mylnie przedstawionej jako „zdjęcie małego Karola z ojcem”) świadczą o kulturowej nekrofilii – zamiast czerpać z żywych źródeł Tradycji, twórcy ekshumują trupy modernizmu.
Teatr Telewizji jako narzędzie dechrystianizacji
Premiera spektaklu w ramach Teatru Telewizji 26 stycznia 2026 r. wpisuje się w długą tradycję wykorzystywania mediów publicznych do propagowania antychrześcijańskich treści. Już Pius XI w encyklice Divini illius Magistri przestrzegał przed „fałszywą sztuką, która pod pozorem realizmu szerzy niemoralność” (p. 85).
Recenzja Macieja Koszewskiego – adiunkta w muzeum Iwaszkiewicza – to przykład intelektualnej kolaboracji z duchem świata. Zachwyt nad „psychologicznym uniwersalizmem” reżysera demaskuje przyjęcie założeń modernizmu potępionego w dekrecie Lamentabili (1907), który w punkcie 58 odrzuca „naukę opartą na nagromadzeniu bogactw i zaspokajaniu zmysłowości”.
W czasach, gdy Kościół cierpi prześladowania, a wierni pozbawieni są prawdziwych pasterzy, tego typu spektakle stanowią duchową truciznę, odwracającą uwagę od jedynego Zbawiciela – Jezusa Chrystusa Króla. Jak przypominał św. Paweł: „Biada mi, jeślibym nie głosił Ewangelii!” (1 Kor 9,16), podczas gdy twórcy „Dnia listopadowego” głoszą kłamliwy kult człowieka.
Za artykułem:
Warto zobaczyć: „Dzień listopadowy” Iwaszkiewicza w Teatrze Telewizji (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 23.01.2026







