Portal LifeSiteNews informuje o „płomiennej ripostie” na szczycie Grüniberg w Davos, gdzie 20 stycznia 450 pochodni ułożyło hasło „No Kings”. Akcja, przeprowadzona przez anonimowych „mieszkańców Davos”, miała być protestem przeciwko Donaldowi Trumpowi oraz „autokracji”, w obronie „demokracji i praw międzynarodowych”. Organizatorzy podkreślają, że działanie nie było uzgodnione z władzami, co podkreśla jego pozaprawny charakter. Główna inicjatorka wyjaśnia: „Dzięki naszym przodkom przeszliśmy epokę królów. Dziś, gdy autokracja i imperializm powracają, chcieliśmy dać sygnał pod okiem możnych”. Badania American University wskazują, że 85% uczestników podobnych protestów w USA kieruje się nienawiścią do Trumpa, zaś 57% to białe kobiety o liberalnych poglądach, popierające masową migrację, aborcję, ideologię LGBT oraz tzw. „zmiany klimatyczne”. 15% protestujących motywuje jawna nienawiść do religii.
„Prawa człowieka” jako narzędzie rewolucji antykatolickiej
Hasło „No Kings” nie jest jedynie politycznym protestem, lecz manifestacją religii antychrysta. Jak trafnie zauważa autor, promowane „prawa międzynarodowe” to w istocie „bezbożne wartości” potępione przez kard. Roberta Saraha. Są one tożsame z programem rewolucji kulturowej finansowanej przez George’a Sorosa i jego syna Alexa, który publicznie przyznał, że Trump „zabiera” im ich globalistyczne marzenia.
„15 procent protestujących motywowała nienawiść do religii. W USA oznacza to, że są dosłownie antychrystami”
– czytamy w artykule.
Kościół Katolicki jednoznacznie naucza, że „Chrystus jest Królem nie tylko w przenośnym znaczeniu tego słowa, lecz jako Człowiek otrzymał od Ojca władzę, cześć i królestwo” (Pius XI, Quas Primas). Bunt przeciw jakiejkolwiek władzy – jak uczy św. Paweł – jest buntem przeciwko samemu Bogu: „Nie ma władzy, jak tylko od Boga” (Rz 13,1). „Międzynarodowe prawa” głoszone w Davos to w istocie prawa do dzieciobójstwa, sodomii, niszczenia rodziny i narodów – czyli wszystko to, co Pius IX potępił w Syllabusie błędów jako „zdrożności współczesnego liberalizmu” (punkty 15, 39, 55, 77).
Feministyczny szaleństwo jako narzędzie destrukcji
Badania American University ujawniają, że 86% protestujących „No Kings” stanowią białe kobiety, często kierujące się „sprzeciwem wobec religii”. To nie przypadek – ruchy feministyczne od zawsze stanowiły awangardę rewolucji antykatolickiej. Już w latach 20. XX wieku Edward Bernays, twórca nowoczesnej propagandy, wykorzystywał „marsze wolności” z papierosami jako „pochodniami wyzwolenia” do manipulowania kobietami. Dziś ta sama psychoanaliza zbiorowa każe im walczyć o „prawo” do zabijania nienarodzonych dzieci i otwierania granic dla islamskiej inwazji, która – jak pokazują statystyki – prowadzi do masowych gwałtów na białych kobietach.
„Aborcja zabija więcej dziewczynek niż chłopców. Mężczyźni próbują zastąpić kobiety jako płeć w ramach praw opartych na tożsamości płciowej”
– słusznie zauważa autor. To kolejny dowód, że „wyzwolenie” oferowane przez globalistów wiedzie kobiety do samozagłady, zarówno biologicznej, jak i duchowej. Tymczasem „Kościół Boży, udzielając bez ustanku pokarmu duchowego ludziom, rodzi i wychowuje coraz to nowe zastępy świętych mężów i niewiast” (Pius XI, Quas Primas).
Suwerenność Boża versus religia „postępu”
Twierdzenie, że suwerenność należy do „ludu”, to klasyczny błąd rewolucji francuskiej, potępiony przez papieży jako „bezbożny i absurdalny zasadę, czyli tzw. zwierzchnictwo ludu” (Pius IX, Quanta cura). Suwerenem jest Bóg, który władzę deleguje – jak uczy św. Tomasz z Akwinu – poprzez naturalny porządek rzeczy. Donald Trump, próbując przywrócić suwerenność USA, nieświadomie staje na drodze planom budowy globalnego superpaństwa antykościoła.
Święte Oficjum w dekrecie Lamentabili sane potępiło modernistyczne mrzonki o ewolucji dogmatów i „prawach człowieka” (punkty 21, 22, 58). Tymczasem forum w Davos głosi właśnie tę herezję: religię postępu oderwaną od Chrystusa Króla. Jak ostrzegał Pius XI: „Gdy Boga i Jezusa Chrystusa usunięto z praw i z państw (…), zburzone zostały fundamenty pod władzą” (Quas Primas). Ogniste pochodnie na alpejskim zboczu to nie tylko protest przeciw Trumpowi – to symboliczne palenie królewskiego sztandaru Chrystusa, którego zastąpić ma wszechwładza komitetów WEF.
Duchowa pustka globalizmu
„No Kings” to więcej niż hasło – to wyznanie wiary nowej religii, gdzie miejsce Boga zajmuje „demokracja”, a Dekalog zastępują „prawa człowieka”. Jak zauważa autor, 57% protestujących kieruje się poparciem dla masowej migracji – czyli de facto dla islamizacji Europy, która od wieków stanowił bastion katolicyzmu. To nie przypadek, że żydowscy aktywiści jak Dana Fisher (doradczyni ruchu „No Kings”) otwarcie przyznają, że kierują się „dziedzictwem żydowskim” w walce z „białym przywilejem”. Tymczasem prawdziwa wolność – jak nauczał Pius XI – możliwa jest tylko pod berłem Chrystusa: „Niechaj więc obowiązkiem i staraniem Waszym będzie, Czcigodni Bracia, aby lud (…) wiernie i gorliwie słuchał rozkazów Boskiego Króla” (Quas Primas).
Gdy płoną pochodnie w Davos, katolicy mają obowiązek zapalić światło wiary – przez modlitwę, ofiarę i bezkompromisowe głoszenie Ewangelii Królestwa. Jak ostrzegał św. Pius X: „Modernizm jest syntezą wszystkich herezji” (Encyklika Pascendi). „No Kings” to tylko jego najnowsze wcielenie.
Za artykułem:
‘No Kings’: the liberal war cry against God and nation (lifesitenews.com)
Data artykułu: 23.01.2026







