„Pasterze” w służbie Molocha: moralna bankructwo posoborowej hierarchii
Portal LifeSiteNews relacjonuje wystąpienie Josepha Stricklanda, występującego w roli „biskupa”, który podczas gali organizacji „Catholics for Catholics” potępił milczenie amerykańskiej konferencji „biskupów” wobec handlu dziećmi na granicy USA. Choć liczby przytaczane przez Stricklanda – 250 000 zaginionych dzieci za kadencji Bidena – wstrząsają sumieniem, cała narracja pozostaje więźniem naturalistycznej logiki, pomijającej nadprzyrodzony wymiar kryzysu.
„Kiedy misje polegają na finansowaniu państwa do punktu milczenia, proroczy głos Kościoła jest osłabiony. Kościół nigdy nie powinien czerpać zysków z cierpienia innych”
Te ostanie słowa Stricklanda, choć trafnie diagnozujące materialną zależność posoborowych struktur od władzy świeckiej, odsłaniają rdzeń problemu: redukcję Kościoła do NGO, którego „proroczy głos” sprowadza się do krytyki polityki migracyjnej. Gdzież jest wezwanie do publicznego pokuty za legalizację dzieciobójstwa? Gdzie anatema na „pasterzy” współpracujących z cywilizacją śmierci?
Dzieciobójstwo i handel dziećmi: dwa owoce tego samego drzewa
Strickland słusznie wskazuje, że „jeśli nienarodzonych nie chronimy, zagrożenia dla dzieci po prostu przenikają przez każdy wiek”. Lecz sama ta diagnoza to ignotum per ignotum. Fundamentalny błąd tkwi w uznaniu instytucjonalnej ciągłości między katolickim Magisterium a współczesną sekta posoborową. To nie „Kościół” milczy – to uzurpatorska struktura, która od Pascendi systematycznie niszczyła dogmatyczne fundamenty cywilizacji chrześcijańskiej.
„Biskup” apeluje o modlitwę różańcową, ale czy wspomina, że Matka Boża w Fatimie (operacji masońskiej) żądała poświęcenia Rosji Niepokalanemu Sercu – a nie dialogu z islamistami? Czy wskazuje, że prawdziwe rozwiązanie kryzysu leży w przywróceniu publicznego panowania Chrystusa Króla (Pius XI, Quas Primas), zburzonego przez „wolność religijną” Vaticanum II?
USCCB: korporacja, nie Kościół
Ostrzeżenie Stricklanda przed traktowaniem Kościoła jako „wielkiej korporacji” z „CEO” zamiast pasterzy to pars pro toto diagnozy apostazji. Posoborowa „konferencja biskupów” to ciało czysto administracyjne, pozbawione charyzmatu nieomylności. Jak przypomina św. Robert Bellarmin w De Romano Pontifice: „Heretycki papież przestaje być papieżem i głową Kościoła”. Czyż zatem „biskupi” współpracujący z antypapieżami mogą rościć sobie prawo do sukcesji apostolskiej?
Zależność finansowa od państwa („state funding”) to tylko symptom głębszej choroby: zdrady misji nadprzyrodzonej. Prawdziwy Kościół nigdy nie przyjmował subsydiów od Nerona lub Dioklecjana. Jak nauczał Pius XI w Quas Primas:
„Kiedy Boga i Jezusa Chrystusa usunięto z praw i z państw i gdy już nie od Boga, lecz od ludzi wywodzono początek władzy, stało się iż zburzone zostały fundamenty pod tąż władzą”
Granica między patriotyzmem a bałwochwalstwem państwa
Podczas gdy Tom Homan otrzymuje nagrodę za „uratowanie 62 000 dzieci”, nikt nie pyta: jaką katolicką doktrynę społeczną reprezentuje? Czy odrzuca on „prawa człowieka” jako idolatryczną namiastkę Prawa Bożego? Czy domaga się deportacji masonów i komunistów zamiast nielegalnych imigrantów? Bez odwołania do Quanta cura Piusa IX i potępienia „wolności sumienia” cała „działalność pro-life” pozostaje jałmużną dla lewiatana.
John Yep, prezydent „Catholics for Catholics”, mówi o „testie” cywilizacji przez pryzmat traktowania „najsłabszych”. Lecz czyż aborcja nie jest „najwyższym stopniem kultury śmierci” (Jan Paweł II – heretyk)? Dlaczego organizacja nie ekskomunikuje polityków „katolickich” popierających dzieciobójstwo?
Duchowa sedewakantyzacja
Strickland wzywa do modlitwy za „pasterzy od Rzymu po USCCB”. Lecz czy modlimy się o nawrócenie antypapieża, czy o utrzymanie iluzji władzy? Sedevacantismus to nie opcja, lecz stan faktyczny po apostazji Jana XXIII i jego sukcesorów. Jak głosi kanon 188.4 Kodeksu Prawa Kanonicznego (1917): „Każdy urząd staje się wakujący ipso facto przez publiczne odstępstwo od wiary katolickiej”.
Prawdziwe rozwiązanie? Odmówić posłuszeństwa uzurpatorom. Przywrócić Mszę Wszechczasów. Głosić bez kompromisu: Extra Ecclesiam nulla salus. Dopóki „biskupi” bawią się w lobbystów, a nie składają Ofiary Przebłagalnej za grzechy narodu – każde ich „zaangażowanie społeczne” to farbowanie grobów (Mt 23,27).
Koniec gry w kościół
Apel Stricklanda, by „pasterze nie byli politykami”, to echo Vetus Ordo w świecie, który zamienił ołtarze na stoły konferencyjne. Lecz bez powrotu do doktryny wykluczającej wolność kultów (Syllabus błędów, pkt. 15-18), bez odrzucenia ekumenicznej herezji – cały „aktywizm” pozostanie simulacrum katolicyzmu.
Ostatnie słowo niech należy do Piusa X w Lamentabili: „Dogmaty (…) są tylko interpretacją faktów religijnych, którą z dużym wysiłkiem wypracował sobie umysł ludzki” (potępione zdanie 22). Kiedy „biskupi” negują niezmienną prawdę, ich milczenie w sprawie dzieci to nie zaniedbanie – to współudział.
Za artykułem:
Bishop Strickland confronts US bishops on their silence over trafficked children (lifesitenews.com)
Data artykułu: 23.01.2026







