Portal Tygodnik Powszechny (27 stycznia 2026) relacjonuje strategiczny „zwrot północny” Polski, który ma rzekomo wzmocnić bezpieczeństwo militarne i gospodarcze poprzez współpracę z krajami nordyckimi i bałtyckimi. Autorzy Piotr Oleksy i Damian Szacawa przedstawiają ten proces jako konieczność geopolityczną po rosyjskiej agresji na Ukrainę, całkowicie pomijając duchowe i doktrynalne implikacje takiej reorientacji w świetle katolickiej nauki społecznej.
Zatopiona katolicka tożsamość w morzu świeckiego pragmatyzmu
„Wszystkie narody, które zapomniały o Bogu, obrócą się w piekło” – pisał św. Jan Bosko, co doskonale ilustruje główny błąd analizy autorów. Ich rozważania o „węźle szczecińskim” i „węźle trójmiejskim” jako nowych ośrodkach strategicznych Polski ograniczają się wyłącznie do materialnych aspektów:
„Na mapie Polski pojawiły się dwa punkty, nazywane «węzłem szczecińskim» i «węzłem trójmiejskim». Oba kluczowe dla polskiej energetyki i transportu – czyli dla rozwoju państwa w czasie pokoju, a w czasie wojny dla jego obrony i przetrwania”
Tymczasem Pius XI w encyklice Quas primas ostrzegał: „Nadzieja trwałego pokoju dotąd nie zajaśnieje narodom, dopóki jednostki i państwa wyrzekać się będą i nie zechcą uznać panowania Zbawiciela naszego”. Zupełny brak odniesienia do Kultury Katolickiej jako fundamentu bezpieczeństwa narodowego świadczy o całkowitej kapitulacji przed naturalistyczną wizją państwa.
Sojusze z heretykami jako droga do duchowej degrengolady
Entuzjazm wobec współpracy z protestanckimi krajami nordyckimi i prawosławnymi państwami bałtyckimi stanowi jawne pogwałcenie zasad zawartych w Syllabusie błędów Piusa IX, który potępiał twierdzenie, że „człowiek może w wyznawaniu jakiejkolwiek religii znaleźć drogę wiecznego zbawienia” (punkt 16). Tymczasem autorzy bezkrytycznie zachwycają się:
„Sojusznicy Polski z tego regionu wyróżniają się na tle całego NATO decyzyjnością i zaangażowaniem. Wszyscy są też w pierwszej dziesiątce państw wydających największy procent PKB na obronność”
Nie zauważają przy tym, że Szwecja i Finlandia należą do najbardziej zsekularyzowanych społeczeństw Europy, gdzie aborcja i „małżeństwa” homoseksualne mają status normy prawnej. Jakże różne to od stanowiska św. Piusa X, który w dekrecie Lamentabili sane potępił modernistyczne błędy relatywizujące prawdy wiary!
Militarna utopia zamiast Królestwa Chrystusowego
Obsesyjne skupienie na technicznych aspektach obronności (jak zakup szwedzkich okrętów podwodnych czy współpraca wywiadowcza) przypomina starotestamentowe pokładanie ufności w „rumakach i rydwanach” zamiast w Panu Zastępów. Autorzy komentują:
„W odpowiedzi na to bałtyccy członkowie NATO stworzyli wspólną operację pod nazwą «Strażnik Bałtyku» (Baltic Sentry)”
Zupełnie ignorując fakt, że żadne świeckie sojusze nie zastąpią duchowej obrony poprzez publiczne uznanie władzy Chrystusa Króla. Kardynał Alfredo Ottaviani w pracy Państwo i Kościół podkreślał, że „państwo katolickie ma obowiązek publicznego wyznawania religii katolickiej jako jedynej prawdziwej”. Tymczasem polscy decydenci wolą „północną dziewiątkę” od budowania Trójkąta Trójkąta Katolickich Narodów.
Modernistyczna redukcja rzeczywistości do wymiaru materialnego
Największym grzechem analizy jest całkowite pominięcie wymiaru nadprzyrodzonego w rozumieniu historii i polityki. Gdy autorzy piszą:
„Skala wyzwań na Bałtyku jest więc ogromna. Tym bardziej pocieszający jest fakt, że sojusznicy Polski z tego regionu wyróżniają się na tle całego NATO decyzyjnością i zaangażowaniem”
przypominają ślepców opisujących słonia po omacku. Nie dostrzegają, że prawdziwa bitwa toczy się nie o podmorskie kable, ale o dusze narodów. Św. Pius X w Pascendi dominici gregis demaskował takich myślicieli jako ofiary modernizmu, który „sprowadza człowieka do czysto ziemskich horyzontów”.
Dryf ku apostazji pod banderą „nowoczesności”
Proponowany przez autorów kierunek współpracy z najbardziej zeświecczonymi krajami Europy stanowi duchowe samobójstwo. Gdy entuzjastycznie relacjonują:
„Zwracając się na Północ, Polska nadrabia zaległości”
powinni raczej bić na alarm, że nadrabiamy zaległości w naśladowaniu skandynawskiego modelu społeczeństwa bez Boga. Jakże odmienny to głos od tego, który rozbrzmiewał w Polsce przed apostazją posoborową, gdy prymas August Hlond ostrzegał: „Nieprzyjaciel zajął już prawie cały świat, a Polskę ma za ostatnią twierdzę”.
„«Tułów» państwa polskiego to Wielkopolska i Śląsk”
mówił gen. Rajmund Andrzejczak, zapominając, że prawdziwym „tułowiem” Polski jest Kult Niepokalanego Serca Marji i wierność Chrztowi Świętemu. Bez tego nawet najpotężniejsza armia stanie się jak „Gustloff” – imponujący technicznie, lecz duchowo zatopiony.
Katolicka alternatywa: powrót do źródeł czy dryf w otchłań
Zamiast uganiać się za militarnymi mirażami w sojuszu z narodami pogrążonymi w apostazji, Polska winna przypomnieć sobie słowa św. Jana Pawła II (sprzed jego modernistycznej metamorfozy): „Polska jest szczególnym depozytariuszem tajemnicy Krzyża”. Prawdziwy „gamechanger” nie polega na zakupie szwedzkich okrętów, ale na odnowieniu Ślubów Jasnogórskich i publicznym uznaniu Chrystusa Króla Polski.
Jak podkreślał Pius XI w Quas primas: „Gdyby kiedy ludzie prywatnie i publicznie uznali nad sobą władzę królewską Chrystusa, wówczas spłynęłyby na całe społeczeństwo niesłychane dobrodziejstwa”. Dopóki tego nie uczynimy, będziemy jak Kiepscy z serialowej metafory – dryfujący bez sternika ku górze lodowej historii.
Za artykułem:
Polska odsuwa się od Europy Środkowej i kieruje na Północ. To dla nas szansa (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 27.01.2026








