Pianista Konrad Skolarski gra Chopina w tradycyjnym salonie koncertowym z elementami sakralnymi na tle.

Muzyka bez Boga: Chopin w służbie modernistycznej dekadencji

Podziel się tym:

Portal Tygodnik Powszechny (27 stycznia 2026) entuzjastycznie relacjonuje płytę „Konrad Skolarski plays Chopin”, zachwalając „dojrzałą mądrość” interpretacji i „precyzyjną, retoryczną artykulację”. Recenzent Jakub Puchalski zachwyca się technicznymi walorami nagrania, które zdobyło nominację do International Classical Music Awards, podkreślając: „W żadnym momencie tej płyty nie spada napięcie, a to przecież jest istotą muzyki”. Cały wywód przypomina jednak rozpaczliwe poszukiwanie sensu w sztuce odciętej od swego ontologicznego źródła.


Iluzja sztuki autonomicznej

Opisywana z iście modernistycznym namaszczeniem „medytacyjna” interpretacja Ballad czy Barkaroli świadczy o fundamentalnym nieporozumieniu. Fryderyk Chopin komponował jako głęboko wierzący katolik, dla którego każdy dźwięk stanowił imitatio Dei – naśladownictwo Bożej harmonii. Tymczasem Skolarski redukuje tę duchową architekturę do czysto formalnych zabiegów: „klarownej architekturze utworów”, „czystości faktury” czy „budowania kontrastów”.

Cytowane zachwyty nad „wnikliwą codą kończącą IV Balladę” przy całkowitym pominięciu jej eschatologicznego wymiaru (przecież to muzyczne memento mori!) dowodzą duchowej ślepoty krytyków. Jak trafnie zauważył Pius XI w encyklice Divini cultus: „Muzyka kościelna tym bardziej będzie świętą, im ściślej zwiąże się z czynnością liturgiczną”. Odarcie dzieł Chopina z ich religijnego fundamentu czyni z nich jedynie puste ćwiczenia estetyczne.

Fałszywy kult geniusza

Najbardziej wymowne jest przemilczenie fundamentalnego faktu: Chopin umierał ze słowami „In manus Tuas, Domine, commendo spiritum meum” („W ręce Twoje, Panie, powierzam ducha mego”), a jego ostatnim życzeniem było odśpiewanie nad trumną Requiem Mozarta. Tymczasem recenzja Tygodnika Powszechnego wpisuje się w posoborowy model sztuki jako świeckiej religii, gdzie kompozytor staje się bożkiem, a jego dzieła – fetyszami do konsumpcji.

Ten dekadencki relatywizm doskonale ilustruje fraza: „Chopina irytowały Angielki, które go [komplementowały]”. W rzeczywistości irytację kompozytora budziła nie tyle sama forma pochwał, co płytkość ówczesnej arystokracji, dla której sztuka była jedynie salonową rozrywką – dokładnie taką, jaką proponuje dzisiejsza kultura masowa.

Kryzys sztuki jako symptom apostazji

Zachwyt nad „żarem bez histerycznego krzyku” w wykonaniu Skolarskiego odsłania szerszą prawdę o współczesnej kulturze: to sztuka pozbawiona transcendentnego celu, zdolna co najwyżej dostarczać przeżyć estetycznych, lecz niezdolna prowadzić ku Bogu. Jak ostrzegał Pius X w motu proprio Tra le sollecitudini: „Muzyka kościelna musi posiadać w najwyższym stopniu przymioty właściwe liturgii, a mianowicie świętość i doskonałość formy”.

Brak jakiejkolwiek wzmianki o religijnych inspiracjach Chopina w tekście Puchalskiego nie jest przypadkowy. To przejaw systemowej laicyzacji, gdzie sztuka sakralna zostaje zawłaszczona przez świeckie salony. W tym kontekście nominacja do ICMA przypomina nadawanie orderów za najlepsze opłakiwanie trupa.

Duchowa nicość „nowoczesnej wrażliwości”

Opisy techniczne („pasaże lewej ręki”, „głosy w lewej ręce”) zajmują miejsce, które powinna wypełniać analiza duchowego przesłania. Gdy recenzent pisze: „zrozumienie i dojrzała mądrość – to właśnie to, czego Chopin naprawdę dzisiaj potrzebuje”, popełnia podstawowy błąd. Chopin nie „potrzebuje” współczesnych interpretacji – to współczesność rozpaczliwie potrzebuje Chopina w jego integralnym, katolickim wymiarze.

Tymczasem Tygodnik Powszechny – od dziesięcioleci zaangażowany w promocję liberalnego modernizmu – przedstawia muzykę jako autonomiczną dziedzinę, oderwaną od moralnego i duchowego ładu. To dokładnie o takiej postawie pisał Pius XI w Quas primas: „Gdy Boga i Jezusa Chrystusa usunięto z praw i z państw (…), zburzone zostały fundamenty pod tąż władzą”. Usunięcie Boga ze sztuki musi nieuchronnie prowadzić do jej degeneracji.

Podsumowując: płytę Skolarskiego można uznać za technicznie poprawną, jednak jej ideologiczne uwikłanie w modernistyczną narrację czyni z niej jedynie przejaw głębszego kryzysu. Prawdziwa sztuka zawsze służy chwale Bożej – reszta to tylko hałas przysłaniający wieczność.


Za artykułem:
Konrad Skolarski gra Chopina dojrzale, mądrze i ze zrozumieniem
  (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 27.01.2026

Więcej polemik ze źródłem: tygodnikpowszechny.pl
Podziel się tą wiadomością z innymi.
Pin Share

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Przewijanie do góry
Ethos Catholicus
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.